nteresują mnie bardziej sprawy niż bohaterowie"

rozmowa z Lechem Raczakiem

Z Lechem Raczakiem, dyrektorem artystycznym Malta Festival, o najnowszym widowisku plenerowym, rozmawia Stefan Drajewski:

Tegoroczną Maltę zakończy Twój plenerowy spektakl na Starym Rynku "Gry z czasem". Z tego, co wiem, łączy on dwa miasta: Poznań i Gdańsk? 

- Wspólnym mianownikiem są bohaterowie - to prawda. Mnie jednak interesuje bardziej sprawa niż bohaterowie. Jak zawsze w moich spektaklach chodzi nie o postaci, które usiłują się wyrwać z czasu, w którym żyją, ale usiłują ten czas przezwyciężyć, przełamać, przemienić, zredefiniować... 

Kim zatem są ci ludzie, których problemy stały się Tobie bliskie?

- Nie chciałbym za wiele o nich mówić, ale one próbowały odcisnąć wyraźną pieczęć na swoim czasie. To jest między innymi Stanisława Przybyszewska, która mieszkała i studiowała w Poznaniu. Czas, kiedy pisała swoje dramaty o rewolucji francuskiej, wiąże się z Wolnym Miastem Gdańskiem. Drugiego bohatera wolałbym zachować w tajemnicy. 

Po dwudziestu latach wracasz na Stary Rynek.

- Oba te przedstawienia - "Mięso" i "Gry z czasem" łączy tylko to, że odbywają się w plenerze, na poznańskim Starym Rynku, ale wyrastają z zupełnie innego czasu, z zupełnie innej społecznej atmosfery, innych duchowych potrzeb. "Mięso" rodziło się z dzikiego i zbuntowanego socjalizmu jeszcze, to nowe przedstawienie wyrasta z historii, która próbuje się odcisnąć na naszych czasach. 

Jak znam Twoją twórczość, to znajdzie się jakiś rym między "Mięsem" a "Grą z czasem".

- "Mięso" było z założenia spektaklem, który opowiadał o najbardziej prymitywnej rewolucji, zasadzał się na rewolucyjnym odruchu ludzi upodlonych. "Gry z czasem" też dotykają wątków rewolucyjnych, ponieważ były one silnie obecne w twórczości Przybyszewskiej. Ona cały czas wracała do mitu rewolucji francuskiej. Do tego stopnia, że mieszkając w Wolnym Mieście Gdańsk, nie zauważyła, że tam rodziła się inna rewolucja - faszystowska. W drugiej odsłonie tego nowego spektaklu nie ma mowy o żadnej rewolucji, ale mamy tam próbę walki o ustanowienie nowego porządku świata albo o wpływanie na nieporządek świata, bo nieporządek jest tym, co tak naprawdę rządzi światem...

Żegnasz się z funkcją dyrektora artystycznego Malty, ale nie oznacza to, że żegnasz się z festiwalem w ogóle.

 - Na pewno będę wracał na festiwal jako widz. Nie muszę ci mówić, bo doskonale o tym wiesz, że z festiwalem żegnam się już od kilku lat, właściwie od momentu, kiedy zmieniła się jego formuła, z czym nie pozostaję w pełnej harmonii. Uznałem, że trzeba postawić ostatnią kropkę i zostawić festiwal nowym ludziom, którzy coraz mocniej zaznaczają na nim swoją obecność. Mam jeszcze kilka książek do napisania, właśnie ukazały się moje scenariusze pt. "Plac Wolności". Mam też sporo propozycji reżyserowania w różnych teatrach i temu chcę się poświęcić. Będę reżyserem a nie dyrektorem. 

Ale i ten zawód uprawiałeś.

- Prawie 30 lat byłem dyrektorem Teatru Ósmego Dnia, potem kilka Teatru Polskiego w Poznaniu... Odchodząc z Teatru Polskiego, powiedziałem, że nigdy więcej nie będę dyrektorem instytucji. I tak się stało. Zostałem dyrektorem artystycznym Malty, ale ona wtedy nie była jeszcze instytucją.

Stefan Drajewski
Polska Głos Wielkopolski
7 lipca 2012

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

Film balkonowy
Paweł Łoziński
Czy każdy może być bohaterem filmu? C...