Nuty uwięzione w tekście scenicznym

rozmowa z Jarosławem Kilianem

Sezon w Teatrze Słowackiego rozpoczyna Pan premierą "Pacjenta EGBDF" Toma Stopparda, znakomitego brytyjskiego dramaturga i scenarzysty...

- Któż nie widział filmu "Zakochany Szekspir", do którego Stoppard pisał scenariusz, albo "Arkadii" granej również w Polsce... 

Ale na pewno nikt nie widział "Pacjenta...". To będzie prapremiera i w dodatku o tajemniczym tytule - proszę wyjaśnić te zawiłości.

- Tytuł nawiązuje do nieprzetłumaczalnego tytułu oryginalnego "Every Good Boy Deserves Favour". To jest tzw. mnemonik, czyli krótki tekścik pomagający zapamiętać początkującym muzykom sekwencje nut na kolejnych liniach pięciolinii: e, g, b(h), d i f czyli mi, sol, si, re, fa. Żeby nie utrudniać bardziej, powiem prościej: ten tytuł dotyczy głównego zamysłu Stopparda, a mianowicie jest to sztuka napisana na sześciu aktorów i orkiestrę. Tekst i muzyka są nierozdzielne i wzajemnie się uzupełniają.

Czy sztuka ta ma dramatyczną fabułę?

- Rzecz rozgrywa się w sowieckim szpitalu psychiatrycznym, w tzw. psychuszce. Dysydent Aleksander, uwięziony przez KGB, spotyka się w celi z chorym pacjentem Iwanowem, który wyobraża sobie, że jest właścicielem orkiestry symfonicznej. I nagle okazuje się, że ta wyimaginowana orkiestra istnieje naprawdę. I widzi ją publiczność. Grający w orkiestrze skrzypek okazuje się lekarzem psychiatrą - te dwa światy orkiestry i szpitala przenikają się. Psychiatryczny gułag zderzony z orkiestrą symfoniczną jest surrealistyczną konfrontacją dwóch światów. Nie wiadomo tylko, który z nich jest bardziej absurdalny, i który istnieje naprawdę.

A zatem mamy do czynienia z wielką metaforą...



- W tej sztuce nic nie jest tak, jak się państwu wydaje. Nie wiadomo, gdzie jest prawda. Stoppard myli tropy, mnoży zaskoczenia. Iluzja miesza się z rzeczywistością, złudzenie z prawdą. Ale główna opowieść dotyczy losu człowieka, którego poglądy zostały uznane za objawy choroby. Pomysł, by ludzi krytykujących system totalitarny wsadzać do domu wariatów z diagnozą "schizofrenii bezobjawowej" to szczyt absurdu państwa komunistycznego i zarazem jedna z największych zbrodni XX wieku. Dla Toma Stopparda psychiatryczny gułag czasów Chruszczowa, Breżniewa, Andropowa, stał się punktem wyjścia do opowieści o ludzkich losach i postawach. Brytyjskiego dramatopisarza interesuje przede wszystkim człowiek, który jest jak mała nuta w ogromnej partyturze pisanej przez historię.

Czyżby widział Pan jakąś analogię między dawnymi, a współczesnymi czasami zawartą w sztuce Stopparda?

- Ten tekst jest, co prawda, zaczepiony w historii, ale przecież opresja nie skończyła się, ona trwa nadal. Są całkiem blisko nas szpitale psychiatryczne, gdzie umieszcza się ludzi o innych poglądach politycznych. Tuż za nieodległą granicą mordowani są dziennikarze za ujawnianie prawdy. Za piosenkę ośmieszającą władcę zamyka się ludzi w łagrze. Czy naprawdę żyjemy w nowym wspaniałym świecie? Interesuje nas jednak przede wszystkim opowieść o ludziach, a nie o systemie. To jest zawsze aktualne.

Bo Stoppard potrafi fantastycznie podglądać i analizować człowieka.

- Autor zadaje tu ważne pytania. Pyta o granice realności. O to, co jest rzeczywiste, co nierzeczywiste. O to, czy w imię prawdy warto poświęcać życie swoje i innych? Przygląda się postawom ludzi niezłomnych i słabych. Ze współczuciem bada kruchość natury ludzkiej.

Na scenie zobaczymy sześciu aktorów i...

- Trzydziestoosobową symfoniczną orkiestrę kameralną pod dyrekcją Tomasza Chmiela. Muzyka skomponowana przez Andre Previna, laureata kilku Oscarów za kompozycje do filmów, jest czymś więcej niż ilustracją muzyczną. Buduje przestrzeń i jest właściwie "osobą dramatu". Trzydziestoosobowa orkiestra jest przez cały czas na scenie. Trzeba dziś mieć rozmach, by taki utwór wystawić.

A reżyser wyobraźnię, by z nim się zmierzyć.

- I znakomitych aktorów, którzy razem z nim wyruszą w tę podróż. W przedstawieniu grają: Błażej Wójcik, Tomasz Wysocki, Krzysztof Jędrysek, Lidia Bogaczówna i Wojciech Skibiński i dwóch chłopaków: Adam Gilarski i Janek Piwowarczyk.

Nie wyjdziemy z tego spektaklu zbytnio uradowani?

- Mimo goryczy, posępnego i drastycznego tematu, tekst brzmi czasem jak czarna komedia. Szukaliśmy z aktorami tego niepowtarzalnego dystansu, ironii i nuty czarnego humoru, które wyostrzając sensy, są nośnikami tragizmu, ale pozbawionego patosu i martyrologii.

Jolanta Ciosek
Dziennik Polski
20 września 2012
Portrety
Jarosław Kilian

Książka tygodnia

Biała jak mleko, czerwona jak krew
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Alessandro D'Avenia

Trailer tygodnia

Romans wschodni
Victoria Vatutina i Olga Bilas
Koncert spina w harmonijną całość kla...