O dialogu w czasach czynu

"(F) Światło w nocy" - reż. Krzysztof Czeczot - Teatr Telewizji Polskiej

„Światło w nocy" to spektakl na podstawie sztuki Macieja Karpińskiego wyreżyserowany przez Krzysztofa Czeczota i zaadaptowany dla telewizji przez Jadwigę Juczkowicz.

Krzysztof Czeczot znany jest zarówno jako reżyser i dramaturg, jak również autor słuchowisk i audiobooków, natomiast autor sztuki, Maciej Karpiński, jest doświadczonym dramaturgiem i scenarzystą filmów psychologicznych - pierwsze scenariusze pisał już w roku 1976. Inspiracją dla „Światła w nocy" były dwa epizody z życia słynnego filozofa Ludwiga Wittgensteina – nauka w szkole u boku Adolfa Hitlera (co zostało uwiecznione na zdjęciu z 1904 roku) oraz kulisy tworzenia „Traktatu logiczno-filozoficznego" podczas rejsu okrętem patrolowym po Wiśle w czasie I wojny światowej. U podstaw sztuki Karpińskiego leży, zapewne frapujące wiele osób interesujących się życiem i twórczością Wittgensteina, pytanie – co by się stało, gdyby doszło do spotkania filozofa z Hitlerem po latach?

Spektakl Czeczota, tak jak oryginalna sztuka, to widowisko oparte na przemyśleniach i relacjach między trzema centralnymi postaciami. W związku z tak ograniczoną obsadą nie dziwi fakt, że reżyser postanowił zaangażować kilku najbardziej uznanych polskich aktorów teatralno-telewizyjnych. Łukasz Simlat odtwarza rolę Wittgensteina ze spokojem i finezją, to jego postać jest inicjatorem wszystkich dyskusji i rozważań. Wojciech Mecwaldowski pokazuje szeroki zakres emocji, brawurowo przedstawiając dyktatora Adolfa Schicklgrubera (w domyśle Hitlera) - od opanowanego, elokwentnego zwolennika antyludzkiej ideologii, przez groteskowego awanturnika, aż po groźnego dyktatora. Borys Szyc, z charakterystycznym dla wielu granych przez siebie ról ironicznym zabarwieniem, wciela się w postać dobrego wojaka Szwejka, pacyfisty i pragmatyka.

W strukturze sztuki możemy wyróżnić wstęp (służący wprowadzeniu bohaterów) oraz 6 aktów zatytułowanych odpowiednio - Linz, Pies, Sztuka, Płeć i Charakter, Siła Woli, Światło w Nocy, podczas których postacie dyskutują na tytułowe tematy. Punktem wyjścia jest uświadomienie sobie przez Schicklgrubera, iż uczęszczał on do szkoły w austriackim mieście Linz wspólnie z Wittgensteinem. Jak możemy się dowiedzieć z wypowiedzi dwóch dominujących bohaterów, już w młodym wieku byli oni predestynowani do zajęcia konkretnych ról w społeczeństwie – Adolf Schicklgruber, przyszły dyktator, ustawiający się do zdjęcia klasowego na czele „piramidy" oraz Ludwig Wittgenstein - „milczący, patrzący z góry na każdego, kto nie rozumiał algebry", jak go opisał Schicklgruber.

W kolejnych aktach bohaterowie dyskutują na tematy dotyczące życia ludzkiego i ciężko się nie oprzeć wrażeniu, że idealistyczny filozof oraz autorytatywny ideolog toczą w pewnym sensie walkę o duszę zwykłego człowieka, którego uosabia wojak Szwejk. Postać Borysa Szyca deklaruje się jako pacyfista, swoimi historiami stawiając się w roli pragmatyka sprowadzającego wszelkie filozoficzne dygresje na grunt rzeczywisty. Pod wpływem doświadczeń i nacisków dominującego Schiklgrubera zdaje się on nie widzieć społeczeństwa inaczej niż w kategoriach służalczości i dominacji, natomiast w akcie Płeć i Charakter prezentuje wyraźnie mizoginistyczne poglądy. Mimo tych przejawów negatywnej strony jego osobowości nie jest on człowiekiem bezrefleksyjnym. Szwejk wielokrotnie zdaje się popadać w zadumę nad swoimi czynami i słowami, co nie pozwala jednoznacznie określić jego postaci jako pozytywnej lub negatywnej, a tym samym pogłębia jego człowieczeństwo. Natomiast jakkolwiek można się pokusić o przypisanie Wittgensteinowi łatki pozytywnego bohatera, to właśnie przez niego w jednej z ostatnich scen Szwejk ponosi śmierć. Tym samym konflikt Wittgenstein-Schicklgruber można interpretować nie tylko jako walkę dobra ze złem, ale również w bardziej prozaicznym, ludzkim wymiarze jako swojego rodzaju rozgrywki ideologiczne, w których zwykły żołnierz jest tylko pionkiem.

Za taką interpretacją przemawia również scenografia autorstwa Dawida Zaleskiego. Jednym z jej kluczowych elementów jest makieta w formie mapy świata z figurkami żołnierzy, struganymi i przesuwanymi przez Schicklgrubera. Same wnętrza, w których toczy się akcja spektaklu, doskonale podkreślają jej abstrakcyjny charakter - momentami ciężko uwierzyć, że w tym samym czasie, w którym bohaterowie rozprawiają o człowieczeństwie poza pokładem statku toczy się wojna. Można wręcz mieć poczucie, że łatwo dyskutować o życiu ludzkim w ciepłych wnętrzach, za zamkniętymi drzwiami.

Przy okazji scenografii warto również wspomnieć o kolejnym istotnym elemencie kształtującym nastrój tego widowiska. Kompozytor Adam Walicki, wieloletni współpracownik reżysera, zadbał o nadanie spektaklowi odpowiedniego rytmu. Jego kompozycje przywodzą na myśl filmy wojenne i szpiegowskie. Melodie wybrzmiewają subtelnie, kiedy stanowią zaledwie tło do danej sceny, by za chwilę wyjść na pierwszy plan w istotnych punktach spektaklu, jak chociażby w kulminacyjnej (jeśli w ogóle możemy tu mówić o jakiejś kulminacji) scenie „triumfu woli" (użyte w sztuce określenie odnoszące się do tytułu słynnego niemieckiego filmu propagandowego w reżyserii Leni Riefenstahl, a zleconego przez samego Hitlera, jest tylko jednym z wielu mrugnięć oka do widza).

W mojej opinii pewnym problemem leżącym u podstaw spektaklu (i w pewnej mierze samej sztuki) jest jego symboliczny wymiar i archetypowe potraktowanie bohaterów. Postać Schicklgrubera oparta jest na postaci Adofla Hitlera, co oznacza, że nie sposób jest traktować tę postać inaczej niż zło wcielone. Wittgenstein z rzeczywistą postacią słynnego filozofa zdaje się mieć wspólne tylko nazwisko oraz wplatane tu i ówdzie cytaty, stanowiąc de facto archetypowy, utarty obraz przeciętnego filozofa. Natomiast wojak Szwejk wydaje się być zbyt nachalnie kreowany na pragmatyka, posiadającego na każdą filozoficzną dygresję gotową historię z życia. Te zabiegi, jakkolwiek zrozumiałe i mające sens w konwencji tragikomedii, zdają się nie pozostawiać miejsca na zbyt wiele niuansów i mogą przeszkadzać widzowi w zżyciu się z którymkolwiek z bohaterów.

„Światło w Nocy" to bardzo precyzyjna realizacja, której nie można nic zarzucić od strony technicznej. Scenografia pozwala skupić uwagę na postaciach i wzmacnia wydźwięk poszczególnych scen, tę samą funkcję pełni idealnie dopasowana oprawa muzyczna. Na szczególną uwagę w kontekście realizatorskim zasługuje scena „triumfu woli", w której, umiejscowiony przy masywnej kamiennej ścianie, znajdujący się u szczytu schodów Schicklgruber podnosi rękę w hitlerowskim symbolu pozdrowienia, podczas gdy w tle słychać patetyczną, podniosłą kompozycję. Jeśli zaś chodzi o aktorstwo to Szyc, Simlat, a przede wszystkim Mecwaldowski, stworzyli wyraziste, zapadające w pamięć kreacje. Moim zdaniem nadanie postaciom symbolicznego wymiaru oraz mały stopień zniuansowania mogą stanowić dla widza pewną przeszkodę w osobistym odbiorze widowiska, a także osłabiać jego wydźwięk. Jest to jednak bardzo subiektywny zarzut, a sam reżyser w wywiadzie dla Rzeczypospolitej mówił, że spektakl pomija kilka scen z oryginalnej sztuki, a „skróty wynikają w dużym stopniu z chęci uprzystępnienia widzom tego niełatwego tekstu". Sam uniwersalizm sztuki i spektaklu stanowi ich mocną stronę. W obliczu stale pogłębiających się podziałów społeczeństwa trzeba pamiętać o potrzebie dialogu i refleksji jako przeciwwagi dla woli jednostki i rozwiązań siłowych. Jak to ma miejsce w ostatniej scenie spektaklu – należy odrzucić pistolet jako jedyne słuszne rozwiązanie sporu i pozostawić miejsce na „mędrkowanie".

Kajetan Krzywosz
Dziennik Teatralny Warszawa
7 października 2020

Książka tygodnia

Opowieści
Wydawnictwo MG
Fiodor Dostojewski

Trailer tygodnia

(F) Paralele
Marek Zimakiewicz
„Paralele”, to inicjatywa Fundacji An...