O Jeżu! Ja też kiedyś umrę

"Pod-Grzybek" - reż. Krzysztof Rau - Białostocki Teatr Lalek

Rozbita plama białego światła na środku sceny. Spokój, cisza... - delikatnie wypełniane piękną muzyką skrzypiec oraz zjawieniem się przyjaznej postaci z bajecznym nakryciem głowy. Ładne ukłony grona dusz, które wypełnią pacynki. Dobrze nastrajający śpiew. Dzień dobry, jesteśmy już w leśnej krainie spektaklu "Pod-Grzybek" Marty Guśniowskiej

I to krainie nie byle jakiej! Tak tu jakoś przytulnie. Dziecinnie prosto, ciepło, swojsko. A życia ile! Gwar, szczebiotanie, pomruki, trele. I historia z życia wzięta. Tak trudna, jak łatwo i bezpiecznie opowiedziana...

Stary Lis podczas pościgu został postrzelony przez kłusownika. Jak przystało na każdego żywego - i Lis umiera. Woła wnuka tylko dlatego, bo - jak powiada - „umieranie w samotności dłuży się"... Nie ma tu żadnych smutnych rytuałów ani grozy czy zadumy. Jest tylko oswajanie się ze śmiercią jako naturalnym procesem, którego nie trzeba się bać. Wieść o wypadku szybko roznosi się, zwabiając przyjaciół, jak i samą Panią Śmierć. Ku zaskoczeniu, nie jest to wredna, koścista kostucha, ale pogodna, uśmiechnięta czarodziejka, prowadząca do innego, po prostu nieznanego nam jeszcze świata.

Lis, mimo niegodziwości swojej natury, idzie do nieba, zamiast strasznego sądu i ważenia duszy, otrzymuje nagrodę za dobre uczynki. Za jeden tylko akt - uratowanie życia swojemu wnukowi. Moment przechodzenia Starego Lisa na "drugą stronę" jest szczególny. Wkracza on do innego świata, do którego nie zabiera już swojej cielesnej powłoki, co zostało ładnie przedstawione kolorami. Młody Lis, podążający za swoim dziadkiem, ma szansę zobaczyć, jak to jest tam, w niebie. Nie znajduje jednak dla siebie na dłużej miejsca. Przekonuje się, iż na wszystko w życiu jest odpowiedni czas i miejsce... Wraca na ziemię, by żyć. Bo właśnie tu i teraz jest na to czas. Jego opiekun może teraz trzymać nad nim pieczę z góry. Scena uchylenia podłogi nieba przez jego mieszkańców, pozostawia w sercu ciepło i nadzieję, że ci, których kochaliśmy, a już odeszli, patrzą na nas swoimi czujnymi oczyma i dbają, by nasze ścieżki ułożyły się jak najlepiej.

Andrzej Dworakowski swoją scenografią przemienił mnie w ośmiolatkę i zwabił z powrotem do dziecinnego świata. Kilka drzew, krzaczków, grzybów - jak to w lesie. Dym, niebieskie światło - witamy po drugiej stronie życia. Czerwona kanapa i podłoga z poluzowanymi deskami - to wystarczyło, by poczuć się, jak w niebie. Ten minimalizm bajkowości pozostawił widzom dużo przestrzeni dla wyobraźni. Bardzo proste, świeże i zabawne dialogi dodawały humoru, kolory i atmosfera na scenie oraz urok samych pacynek, które zostały świetnie dopasowane do grających nimi aktorów - wszystko to składa się na wspaniały spektakl, z którego można wyciągnąć dużo mądrości, a zamiast smutnej refleksji i lęku przed nieuniknionym, pozwala odczuć emanujące ze sceny ciepło i radość życia.

Joanna Siemieńczuk
Qlturka
21 października 2010

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia

Artyści w spocie przec...
Andrzej Seweryn, Magdalena Boczarska,...