O kobiecie, która chciała więcej

"Lady Makbet" - aut. William Szekspir - reż. Anna Wieczorek - Teatr Lalki i Aktora w Wałbrzychu

Przed siebie idziesz i zabijasz. Nic nie czując - w serce sztylet wbijasz.
Lady Makbet - jedna z tysięcy, Ty - Lady Makbet o brudnych rękach.
Chcesz więcej, więcej, Chcesz ciągle więcej. Byle więcej, więcej, Za każdą cenę.
Byle więcej, więcej, więcej - niż masz. Więcej, więcej, więcej - niż On Ci dał.
Więcej, więcej, więcej - niż cały świat!
Closterkeller

Tytułowa lady Makbet ze sztuki Szekspira jest bohaterką najnowszej premiery wałbrzyskiego Teatru Lalki i Aktora. W postać, która jest pragnieniem niejednej aktorki, wcieliła się młoda aktorka Karolina Bartkowiak, dając niesamowity popis swoich umiejętności. Już dawno nie pamiętam atmosfery tej niewypowiedzianej teatralnej magii, która udzieliła się też pewnie innym widzom premiery.

Ostatnie sztuki teatru lalek cechował bezsprzeczny profesjonalizm, komizm, dydaktyzm, ale chyba od czasu „Ofelii i Ha" żaden z twórców nie podjął tak ważnej też dla kształtującej się młodzieży, tematyki feministycznej, sprawczości kobiet jako bohaterek w lekturach szkolnych i na dodatek potrafił te treści umieścić w tak ciekawym, wciągającym hipnotycznie entourage'u.

Minimalistyczna scenografia okazuje się być dobrym dopełnieniem dla uniwersalnych, mocnych, szekspirowskich tekstów, traktujących tym razem o miłości, zbrodni, karze i winie. Innowacyjność twórców „Lady Makbet" polega na uczynieniu jej główną postacią i pociągnięciu dalej wątków, które u Szekspira poznajemy jedynie z relacji epizodycznych bohaterów, tak jakby losy żony Makbeta nie zasługiwały na nic więcej oprócz zapamiętania jej obłędu i zapalczywości.

Wałbrzyski dramat niejako ratuje okaleczoną psychicznie postać, wskazuje na jej siłę, sprawczość i ambicję jako pobudkę do namówienia do zbrodni. To sztuka o sile kobiet i Karolina Bartkowiak świetnie prowadzi tę rolę, jej charyzma uwypukla te właśnie zalety. Nowoczesny, biały garnitur podkreśla tylko jej kobiecą moc i pozornie wskazuje na niewinność, pomimo krwi na rękach.

Ciekawie są też współcześnie zinterpretowane trzy Wiedźmy, jako trzech mężczyzn, ubranych jak współcześni przedstawiciele handlowi, noszą też swojskie imiona i każą nazywać się pop – kulturowo „The Witchers" czyli Wiedźmini, w nawiązaniu do książki i serialu z Netflixa.

Według mnie to jedna z najbardziej udanych „odmrożeń" sztuk słynnego dramaturga ze Stradford ostatniego czasu w repertuarze dla młodego widza. Nic dziwnego, że owacjom nie było końca.

Justyna Nawrocka
Dziennik Teatralny Wałbrzych
30 listopada 2023
Portrety
Anna Wieczorek

Książka tygodnia

Utalentowani jak Nardelli
Sekcja Krytyków Teatralnych ZASP
red.: Anita Nowak, Krystyna Piaseczna, Piotr Rudzki

Trailer tygodnia