O ludziach, którzy się rozminęli

"Ławeczka" - reż. Robert Czechowski - Teatr Lubuski w Zielonej Górze

W Teatrze Lubuskim w Zielonej Górze Robertowi Czechowskiemu udało się zrealizować przedstawienie, jakiego widz nawet znający treść sztuki, się nie spodziewa. Reżyser przeniósł widzów w miejsce odosobnione, intymne i poetyckie. Atmosfera, którą stworzył razem z całym swoim zespołem pracującym nad spektaklem, zabiera widzów do innego świata. Ponadto skłania do refleksji i sprawia, że angażuje nas emocjonalnie w przedstawiane na scenie losy dwójki ludzi.

Są w "Ławeczce" dwa elementy, które znacząco wpływają na jej jakość. Pierwszym z nich jest zachwycająca, minimalistyczna scenografia zaprojektowana przez Wojciecha Stefaniaka. Główną jej zaletą jest to, że nie jest oczywista. Wykonano tutaj zabieg niby bardzo prosty, ale jakże znaczący. Rekwizyt wydawałoby się obowiązkowy, czyli ławka zostaje zastąpiona drzewem. Konstrukcja składa się z kilku starych konarów o nieregularnych kształtach, tworzących całość. W tyle sceny znajduje się instalacja wykonana również drzew. Tym razem są to ścięte, młode drzewka wiszące gałęziami w dół. Mają one dużo cienkich gałązek, między którymi przedzierający się bohaterowie sztuki wyglądają tak, jakby próbowali pokonać przeciwności - różnice, które ich dzielą. Ten leśny klimat, tło historii dwojga ludzi, jest podstawą przedstawienia. Dzięki scenografii nie jest to zwykła przekomarzanka kobiety i mężczyzny, siedzących na tej samej ławce. Stworzone przez scenografa miejsce wydaje się być oderwane od świata codziennego. Jest to przestrzeń wypełniona emocjami i wspomnieniami dwojga ludzi.

Scenografia pomaga wprowadzić w klimat refleksji nie tylko publiczność, ale także stwarza pole wielu możliwości dla gry dwójki aktorów - Tatianie Kołodziejskiej i Januszowi Młyńskiemu. Wykreowali oni postaci wpasowujące się w nostalgię, jaką stworzono na scenie. Wzruszają i bawią publiczność. Kołodziejska i Młyński już wcześniej tworzyli sceniczne związki na deskach Lubuskiego Teatru. Dzięki temu widać, że bardzo dobrze im sie ze sobą współpracuje. Widzowie zielonogórskiego teatru znają ten duet chociażby z popularnego i lubianego przedstawienia pt. „Przyjazne dusze". Ale aktorów łączy także niestety coś jeszcze - rutyna w dobieraniu środków wyrazu. W przedstawieniu pojawiają się znajome widzom gesty, mimika i specyficzna modulacja głosu w konkretnych momentach. Być może przydałoby się następnym razem popracować nad innymi formami gry?

Wracając do zalet przedstawienia - równie dobra, co scenografia, jest oprawa muzyczna spektaklu. Muzyka Pawła Stachowiaka grana na żywo dopełnia klimat. Nie będąc narzucającą się, jest jednocześnie bardzo wyrazista i wymowna. Stachowiak podkreśla odpowiednie momenty rozgrywających się wydarzeń na scenie, robi to z genialnym wyczuciem i delikatnością.

Całość spektaklu jest dobrze poprowadzona. Widać, że reżyser miał konkretny pomysł na inscenizacje utworu Gelmana. Historia oprawiona w przepiękną ramę, opowiedziana została zgrabnie, w interesujący dla widza sposób.

Kornelia Grzelecka
Dziennik Teatralny Zielona Góra
27 listopada 2014

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia