O miłości której z pozoru nie ma

„Szklana menażeria" - reż. Jan Nowara - Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie

Za Williamsem postacie Nowary nie działają pod wpływem rozsądku, tylko uczuć. Tym przypieczętowują swe losy. Te emocje, na granicy szaleństw, fascynują i wychodzą na pierwszy plan.

Williams kieruje uwagę odbiorców na Amandę, despotyczną matkę, która sądzi, że jeśli wtłoczy nieśmiałą Laurę i nadwrażliwego Toma w akceptowany przez nią schemat szczęścia jej dzieci będą szczęśliwe. Nowara w spektaklu na planie pierwszym stawia Toma, z jego niespełnionym i trudnym do spełnienia światem marzeń. Takie postawienie na postać Toma w kontrze do Williamsa i licznych realizacji scenicznych, gdzie Tom bywał w cieniu, poddaje aktora presji szczególnej.

Mateusz Marczydło wychodzi z tej sytuacji z sukcesem. Niekiedy emocjonalnie i ekspresyjnie, ale przekonywująco gra postać powikłaną i niejednorodną. Człowieka słabego, którego egzystencja jest banalna wbrew własnym oczekiwaniom. Jego ekstatyczny taniec wokół sceny i widowni zbudowany z nieokiełzanej ekspresji przeradza się w przejmujący zapis dramatu młodego człowieka z duszą artysty umierającego w domowej stęchliźnie. Niezależnie Marczydło dodaje swojej postaci cechy skrywanej czułości. Sceny z grającą matkę Amandę Anną Demczuk - która charyzmatycznie uosabia toksyczne macierzyństwo i interesowną przebiegłość - w spektaklu Nowary są jednymi z najlepszych. Demczuk z Marczydło fascynująco kreują cienie i półcienie wzajemnych zawodów i niespełnionych oczekiwań, nadziei i wyrzutów sumień. W istocie także miłości. W „Szklanej menażerii" permanentnie trwające napięcia rodzą się właśnie z potrzeby miłości. Postacie stanowiące rodzinę w rzeczywistości łączy silna więź, chociaż widowni się wydaje, że trwają one wyłącznie w nieprzerwanym toksycznym konflikcie. Dlatego ucieczka Toma z rodzinnego domu w finałowej scenie nie jest wiarygodna. Tom w gruncie rzeczy kocha swoją rodzinę. A na taką decyzję jest także za słaby.

Nowara dobywa z Williamsa bliskie każdemu młodemu pokoleniu rozczarowanie światem, pragnienie miłości, potrzebę akceptacji i chęć ucieczki w świat iluzji. Z przesłaniem, że zawsze warto ocalić swoje marzenia i wrażliwość. Nawet jeśli jest trudno. Bliskość aktorów i publiczności na scenie i widowni umieszczonych razem na rzeczywistej scenie pozwala dosłownie na własnej skórze poczuć wzajemne emocje. Nowara nie narzuca widzom swoich tropów. Williamsa traktuje uczciwie, jedynie nieco odkurza.

Scenografka Magdalena Gajewska ogarnia przestrzeń sceny z widownią na scenie rzeczywistej kilkoma monitorami. Projekcja obrazów z zastanego świata osacza aktorów i widzów. Na planie gry aktorów porzucona gitara, gramofon, staromodna maszyna do pisania, kilkanaście rozrzuconych książek i szklana menażeria kalekiej Laury, siostry Toma, kilka zwierzątek z kryształu. Wśród nich najcenniejszy jednorożec, symbolicznie stłuczony w końcowej scenie mimowolnie przez Jima, sprowadzonego do domu Amandy przyjaciela Toma, niedoszłej sympatii Laury. Tyle, i aż tyle.

Amandę Anna Demczuk gra z wdziękiem i dozą subtelnej erotyki. Świetna w scenie kiedy wspomina, jak to mężczyźni leżeli u jej stóp, a ona beztrosko wybrała tego, który był uroczy, ale jak się szybko okazało tylko w tym doskonały, bo pił i wkrótce opuścił rodzinę zostawiając dwójkę dzieci. Gra inną kobietę kiedy wspomina dawne dzieje, inną kiedy Jim ich odwiedza, jeszcze inną kiedy telefonuje chcąc komuś wcisnąć prenumeratę pisma, które rozprowadza za marnych kilka dolarów. To są trzy różne kreacje Demczuk. Jest czwarta, przejmująca tragizmem kiedy jej Amanda nie wytrzymuje i wybucha w niej wulkan sprzeciwu. Niezgody na dotychczasowe życie - syna nie umiejącego sobie znaleźć miejsca, i córki, która nie wychodzi za mąż. A rodzina musi toczyć dramatyczną walkę o przetrwanie. Demczuk precyzyjnie, z różnych elementów tworzy postać kobiety, której życie przemija w beznadziei podwójnej, dotyczącej i jej, i jej dzieci. Świetna rola zbudowana z odcieni goryczy i katastrofy pod maską dobrego samopoczucia. Amanda pielęgnuje rodzinne mity, wypełnia domową pustkę anegdotami, których nikt nie słucha, ale zarazem terroryzuje domowników powtarzanymi w kółko tekstami o dobrym wychowaniu i własnej troskliwości. Amanda Demczuk budzi jednak współczucie i nawet sympatię, bowiem widzowie wiedzą, że nawet jeśli to co robi jest niewłaściwe, wynika z miłości. Demczuk najwyraźniej chce żeby jej Amanda nie była demonem. A łatwo to zrobić z tą postacią.

W Laurę świetnie wpisuje się Joanna Baran. Konsekwentnie sytuuje na skrawku życia rodziny Amandy. Ale zrazem jako postać kluczową, która swą okaleczoną osobowością łączy i scala wątki akcji scenicznej. Jej Laura jest cicha, wycofana, żyje bez przyjaciół i miłości. Kalectwem usprawiedliwia niepowodzenia. Jej jedynym światem jest świat zwierzątek ze szkła. W ujęciu aktorki Laura - kaleka, krucha i bojaźliwa, jest jednym z nich. Cicha, małomówna, samotnie przeżywa piekło alienacji. Kiedy dla niej nieoczekiwanie przychodzi Jim, kolega Toma, i ma od losu ulotną szansę wyjścia z zakrętu, kilkanaście minut jest jak w raju. W tej scenie Joanna Baran w paru sekundach olśniewająco ujawnia w Laurze skrywane uroki kobiecości, pokłady wdzięku i erotyki. Czego uosobieniem jest taniec w objęciach Jima, jedna z najświetniejszych scen spektaklu Nowary.

W tym tańcu, a także jeszcze w kilku scenach Michał Chołka jako Jim, zyskuje sympatię otwartością i ciepłem. Dzięki takiemu Jimowi Laura na moment uwierzy, że jest kogoś warta. Ale Jim, niczym zgubiony meteor, szybko wraca na właściwy tor zostawiając za sobą stłuczonego jednorożca, marzenie Laury o szczęściu. Laura musi zamieszkać ponownie pośród szklanych figurek. Sceny, które oboje aktorzy grają z sobą są nastrojowe i poetyckie, bez cienia melodramatu. O co byłoby bardzo łatwo.

Spektakl Nowary skromny, ale poetycki i subtelny, kreuje świat, z którym współczesny widz może śmiało się utożsamić. Bo rzecz jest o ludziach, którzy pragnąc miłości i wolności na co dzień kaleczą się i dręczą choć się kochają tylko nie jest to miłość cukierkowa. A ponadto gdzieś każdy z nas w jakichś zakamarkach dosłownie albo w duszy ma swoją „szklaną menażerię", tylko różnie się to nazywa.

Andrzej Piątek
Dziennik Teatralny Rzeszów
12 grudnia 2017
Portrety
Jan Nowara

Książka tygodnia

Szczery artysta. O Karolu Hubercie Rostworowskim
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Maria Rostworowska

Trailer tygodnia