O nagłym i niespodziewanym spotkaniu

"Śmierć" - reż. Waldemar Śmigasiewicz - Teatr im. A. Mickiewicza w Częstochowie

"Śmierć" Woody'ego Allena w opracowaniu i reżyserii Waldemara Śmigasiewicza, który wcześniej przygotował w Częstochowie "Mieszczanina szlachcicem" Moliera z Piotrem Machalicą w roli głównej, to druga premiera sezonu częstochowskiego teatru. Jednoaktówka opublikowana w tomie "Bez piór" stała się podstawą filmu "Cienie we mgle" (1991), w którym autor zagrał główną rolę, a w Polsce sięgnęły po nią do tej pory trzy teatry nieprofesjonalne. Śmigasiewicz zadeklarował potrzebę odteatralnienia utworu, co miało chyba oznaczać skoncentrowanie uwagi na słowie i jeszcze większe zbliżenie spektaklu dożycia.

"Śmierć" posiadająca wszelkie cechy utworu kameralnego została wystawiona na dużej scenie, co spotęgowało jeszcze zagubienie Kleinmana (Adam Hutyra) w świecie, podobnie jak.rozmowa o kosmosie prowadzona pośród wieżowców niknących w ciemnościach.

Scenograf, Maciej Preyer, za pomocą kilku brył stworzył wielofunkcyjną przestrzeń - to jednocześnie dom-warownia oraz synekdocha miasta. Mieszkanie głównego bohatera jest odcięte od świata żelaznymi drzwiami z wielką ilością zasuwek, a wyposażenie stanowi mebel, będący jednocześnie szafką, łóżkiem i komodą, w której można się ukryć. Współczesna ascetyczna wersja "Gemütlichkeit" klasy średniej nie wygląda zbyt zachęcająco. Natomiast miasto pełne zakamarków i ukrytych przejść, budowane z pionowych płaszczyzn i stert opon, staje się ciemnym i zamglonym labiryntem (co buduje nastrój grozy). W głębi sceny znajduje się pionowa konstrukcja-drabina, przypominająca rozwiązania z przedstawień Leszka Mądzika. Nocne miasto ukazuje Kleinmanowi nieznane do tej pory oblicze, obskurne i niebezpieczne. To dogodna sceneria dla ujawnienia ludzkich fobii i nieświadomości. Atmosferę grozy i tajemnicy potęgują pojawiające się znikąd postacie o niepewnej ontologii. Wrażenia uzupełnia muzyka Mateusza Śmigasiewicza, ograniczona chwilami do elektronicznych tonów-sygnałów oraz szept aktorów.

Inscenizacja sztuki Allena to spektakl zbudowany zgodnie z klasycznymi regułami dramatycznymi (jedność czasu, miejsca i akcji), kolejny atak mordercy zmusza społeczność do działania. W ten sposób Kleinman trochę wbrew sobie zostaje wcielony do oddziału Straży Obywatelskiej, a tropienie mordercy ostatecznie przekształci się w podróż ku śmierci.

Schemat fabularny oraz temat sztuki przypomina twórczość Franza Kafki (Proces oraz opowiadanie Przed sądem), a Kleinman okazuje się współczesnym Józefem K. z narzeczoną i kochanką, daremnie usiłującym zrozumieć wydarzenia, w które został wtrącony. Na co dzień całkowicie pochłania go praca w korporacji i troska o awans. Tymczasowo ustrukturyzowany, ale dość przewidywalny świat nagle okazuje się złotą klatką zapewniającą spokojne życie. Bohater nie wie, co dzieje się na zewnątrz zwłaszcza nocą, gdy jak każdy porządny obywatel śpi w swoim mieszkaniu. I oto zostaje wyrwany ze snu, a pukający do drzwi okazują się posłańcami przeznaczenia. Odwołując się do jego sumienia obywatelskiego, koledzy obiecują mu udział w ekscytującej akcji. Kleinman ma odegrać w niej ważną rolę, choć ostatecznie nikt nie wprowadza go w szczegóły, a on sam przyjmuje postawę wyczekiwania. Podejrzewa nawet, że został wytypowany na przynętę. Tymczasem wśród obrońców porządku publicznego zaostrza się konflikt między frakcjami.

Śmierć istnieje w sztuce na wiele sposobów, ale w życiu współczesnych potrzebuje szczególnego uzasadnienia. Funkcjonuje jako sensacja czy skandal (brutalne morderstwa i nieporadność policji), ale także dość sentymentalna opowieść prostytutki (Agata Ochota-Hutyra) o śmierci gwiazdy oddalonej od Ziemi o lata świetlne. Poza tym istnieją tu postacie niemal naznaczone śmiercią -jeden ze strażników przeżył śmierć kliniczną, a jednostką liminalną, balansującą między sferą żywych i zmarłych, jest jasnowidz, przywieziony na szpitalnym łóżku i podłączony do kroplówki. To on podejmuje trop mordercy i na podstawie zapachu wskazuje Kleinmana jako zabójcę-szaleńca, co omal nie kończy się linczem. W finale seryjny morderca zgodnie z oczekiwaniami widzów atakuje raz jeszcze. I bohater widzi w nim niemal swoje lustrzane odbicie.

Sztuka diagnozuje współczesność: mimo braku antidotum, skutecznej strategii zabezpieczającej przed śmiercią, temat ten został zmarginalizowany, wyparty, zamiast więc tradycyjnych alegorii raz po raz przybiera inną postać, upodabniając się do swoich kolejnych ofiar, i jest nieodłącznym cieniem każdej z nich. Wchodzi w szczeliny ich istnienia, wykorzystuje nieuwagę, drobne przyzwyczajenia, złe ^nawyki... Kleinman rozważa L wprawdzie możliwość śmierci, opuszczając nocą bezpieczne mieszkanie, ale uznaje ją za atrybut starości, konsekwencję zużycia organów wewnętrznych. Według niego, człowiek przypomina maszynę z długoletnią gwarancją. Dlatego śmierci poszczególne, mieszkańców przywoływanych z nazwiska, potęgują poczucie zagrożenia i przypominają, że walka wciąż trwa...

Istotą przedstawienia, zdaniem reżysera, jest "nieautentyczność istnienia i poczucie utraty tożsamości". Główne pytanie, z którym muszą zmierzyć się postacie i widzowie, brzmi: kim jestem? Modernistyczny człowiek bez właściwości współcześnie przemienił się w człowieka bez tożsamości, nie wie, kim jest i nawet nie jest zainteresowany tą wiedzą. Postacie Allena nie różnią się między sobą. Żyją z dnia na dzień, zapominając o sprawach zasadniczych, by nagle stanąć w obliczu śmierci. Świat Allena, jak zwykle, trąci groteską, a aktywność bohaterów zależy od okoliczności i towarzyszących im emocji. Kleinman nie potrafi podjąć jakiekolwiek decyzji, jest zagubiony i wciąż dziwi się światu. Pozostali zdają się równie niejednorodni: zwariowany doktor czy filozofująca prostytutka, choć wszyscy odczuwają równie silnie tajemnicę świata.

Kleinman wielokrotnie pozostaje sam na pustej scenie, co w dawnym teatrze stałoby się pewnie okazją do wygłoszenia monologu, ujawniającego jego światopogląd czy przesłanie dla potomnych, ale Allenowska postać nie ma nic szczególnego do powiedzenia. Taki człowiek na scenie wzbudza śmiech aż do chwili, gdy nie dostrzeżemy w nim siebie. Wówczas to widz musi samodzielnie odpowiedzieć na pytanie o istotę śmierci i w zależności od odpowiedzi przyjąć jedną z możliwości - strach, rezygnacja... Wszak jeśli prawdą jest to, co mówi umierający Kleinman, że Jedynym wrogiem jest Bóg", to wówczas działania człowieka nie powinny koncentrować się na tropieniu mordercy, ale raczej na uporządkowaniu świata, zbudowaniu lepszej koalicji międzyludzkiej, która zastąpiłaby dawną sztukę dobrego umierania sztuką dobrego życia. W każdym razie spektakl częstochowski zarówno z powodu przesłania, jak i doskonałej gry powinien stać się wydarzeniem obowiązkowym.

Joanna Warońska
Śląsk
1 kwietnia 2014

Książka tygodnia

Dostojewski. Portret intymny
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Alex Christofi

Trailer tygodnia