O niej jest głośno!

o Nataszy Urbańskiej

Natasza Urbańska przyznaje, że dopiero po trzydziestce poczuła się pewniej jako kobieta i artystka. Nie boi się już panicznie krytyki - ani swojego męża, ani publiczności.

Ten rok należy do Nataszy - publicznie ogłosił jesienią Janusz Józefowicz. Wreszcie po latach ciężkiej pracy jego ukochana żona i zarazem utalentowana uczennica miała zabłysnąć. Dowód? W jednym czasie odbyły się premiery filmu "Bitwa warszawska 1920" i płyty "Poland... Why Not" oraz debiut w roli prowadzącej show "Taniec z Gwiazdami". A wszystko to miało być tylko przygrywką do najważniejszej premiery - musicalu o Foli Negri, w którym Natasza Urbańska (34) gra główną rolę. To z myślą o niej ten musical powstał. "Nie chciałabym, by to zabrzmiało nieskromnie, ale czuję, że z postacią Foli Negri łączy mnie wiele. Obie zaczynałyśmy jako tancerki, obie w odpowiednim momencie życia spotkałyśmy mężczyzn, którzy pomogli nam w karierze. Ona reżysera Ernsta Lubitscha, bo najlepsze filmy z nią zrobił właśnie on, a ja Janusza Józefowicza. No i obie zostałyśmy namaszczone przez wielkie aktorki. Ona przez Sarah Bernhardt, ja przez Ninę Andrycz", powiedziała w jednym z wywiadów niedawno Urbańska. Taka pewność siebie to niespodzianka. Do tej pory mówił za Nataszę głównie jej mąż. Czy jednak przemiana z nieśmiałej uczennicy w dojrzałą i świadomą swojej wartości kobietę wyszła Urbańskiej tylko na dobre?

Taniec z wilkami

Działając najwyraźniej według zasady "bez ograniczeń" Urbańska ostatnio łamie stereotypy krążące do tej pory na jej temat. Po raz pierwszy zdarzyło się to w jednym z klubów w Los Angeles, gdzie podczas występu do swojej piosenki z albumu "Poland... Why Not" wykonała erotyczny taniec na scenie. Nawet jej fanom... szczęka opadła ze zdziwienia. Tak odważnej i "gorącej" Nataszy jeszcze nie widzieli. Płyta mimo hucznych zapowiedzi nie stała się sukcesem. Dziś już nikt o niej nie pamięta, mimo że premiera odbyła się zaledwie dwa miesiące temu. Popowy repertuar w stylu wczesnej Britney Spears dał jednak "kopa" samej Nataszy. Idąc za ciosem radykalnie zmieniła swój styl ubierania. Mniej elegancji, więcej kontrowersji. Natasza nie boi się już odważnych rozwiązań. Co więcej, zaczęła sięgać tylko po takie. I zasłużyła przy okazji na miano nowej ikony stylu. Kwintesencją tej przemiany było założenie na szyję żywego pytona zamiast naszyjnika na galę rozdania Złotych Kaczek. Ten zabieg miał nawiązywać do klimatu lat 20. minionego wieku, kiedy gwiazdy, np. Pola Negri, lubiły otaczać się dzikimi zwierzętami. "Jest cieplutki i milutki. Myślę o tym, żeby takiego mieć również w domu", wyznała tego wieczoru Urbańska, głaszcząc delikatnie pytona. Na pytanie dziennikarzy, czy nie boi się krytyki ze strony obrońców praw zwierząt, a konkretnie innej gwiazdy, Joanny Krupy, Natasza odpowiedziała: "A co ona może mi zrobić?". "Może zmiażdżyć cię intelektem, kochana!", odpyskował jej Michał Piróg. Z jurorem "You Can Dance" Natasza już wcześniej zadarła, gdy w "Tańcu z Gwiazdami" położyła się na skórze wilka. Znany z nieposkromionego języka i wielkiej miłości do zwierząt Piróg skwitował to krótko: "Wstyd i wioska!". Jak się wkrótce miało okazać, nie on jeden nie był fanem Nataszy.

Pod górkę

"Drętwa. Śmieje się głupkowato. Kasiu, wróć!", takimi słowami najczęściej kwitowali widzowie występ Nataszy Urbańskiej w "Tańcu z Gwiazdami". Decyzja TVN, aby wymienić ciężarną Katarzynę Skrzynecką na Nataszę Urbańską i dołożyć do tego Janusza Józefowicza w jury, okazała się porażką. Nie udało się podnieść oglądalności - 14. edycję "TzG" oglądało najmniej widzów w sześcioletniej historii programu.

Niedawno ogłoszono również wyniki badań Instytutu Badawczego ARC Rynek i Opinia, w których Urbańska wypadła blado na tle prowadzących konkurencyjne show. Spośród wszystkich emitowanych programów - czyli "Must be the Musie", "Mam talent!", "The Voice of Poland" i "Taniec z Gwiazdami" - to Urbańska została wybrana najmniej sympatyczną gwiazdą. Polacy są dość jednomyślni, Natasza nie budzi ich zaufania. Co prawda dzięki słynnemu erotycznemu tańcowi w klubie nocnym w Los Angeles oraz pozowaniu na skórze wilka zajęła czwarte miejsce w kategorii najbardziej rozpoznawalnego prezentera, ale zaledwie sześć procent ankietowanych uważa, że aktorka jest dowcipna, a 18 procent, że jest bystra. Tak słabego wyniku na pewno nie spodziewała się ani stacja TVN, ani sama Natasza. Jakby się jednak nad tym głębiej zastanowić, nie jest to aż tak bardzo zaskakujące. Natasza już trzy razy wcześniej oblała test z sympatii widzów. W finale "Jak oni śpiewają" przegrała z Agnieszką Włodarczyk, a w 12. edycji "TzG" pokonała ją Anna Mucha. Niedaleko zaszła też ze swoją ekipą w show "Bitwa na głosy". Sam talent i ciężka praca nie zawsze są gwarancją sukcesu.

Tylko teatr?

Wiele razy zastanawiano się nad tym fenomenem, a niektórzy wręcz mówią złośliwie o syndromie Nataszy. Piękna, utalentowana, znana, ale... zawsze o mały krok od pełnego zwycięstwa. Czy to zwykła ludzka zawiść stoi na jej drodze do sukcesu? Czy nie może do końca rozwinąć skrzydeł przy dominującym mężu? A może za dużo srok ciągnie za ogon? Od kilku tygodni Natasza ma na głowie tylko jedną rzecz - premierę musicalu o Poli Negri. Próby po kilkanaście godzin dziennie. Mało snu. Ale emocje, jakich z niczym nie da się porównać. Natasza często myślami wraca do swojego debiutu w legendarnym "Metrze". Teatr muzyczny to jest jej żywioł! Pierwsze entuzjastyczne recenzje po pokazach scen z nowego musicalu są tego dowodem. Natasza prowadzona ręką swojego mistrza i męża Janusza błyszczy w nich najjaśniej. Wniosek? Czas na to, aby powiedzieć sobie szczerze: nie można być dobrym we wszystikim.

Sylwia Borowska
Party
3 stycznia 2012
Portrety
Franz Kafka

Książka tygodnia

Sztuka aktorska Aleksandry Śląskiej
Uniwersytet Gdański
Marta Cebera

Trailer tygodnia