O Szekspirze

"Othello" - reżyseria: Maciej Sobociński, Teatr Bagatela w Krakowie

Wbrew oczywistości, z jaką Othella wymienia się tuż obok Hamleta, Makbeta, czy Romea i Juli, po ten szekspirowski dramat reżyserzy sięgają rzadko.

Być może obawiając się, że historia o miłości, zazdrości i zdradzie jest za prosta i banalna, by zajmować się nią w dzisiejszych czasach. 

Ale rzeczywista przejrzystość Othella wydaje się jednak jego niezaprzeczalna zaletą. O tym, jak go można rozumieć i czytać w XXI wieku, mówi Maciej Sobociński - reżyser przedstawienia. 

Othello nie zawraca 

- W tej historii poza zdradą jest wiele kolorów, odcieni, kondycji miłości. Ten dramat to nie tylko opowieść o Desdemonie i Othellu, ale również o opozycji, w jakiej ta dwójka stoi wobec reszty świata, w naszym przedstawieniu skomponowanego nie jako struktura wojskowa, lecz jako rodzaj zamkniętej kasty politycznej, grupy trzymającej władzę. 

Miłość Desdemony i Othella jest w uczuciem nienasyconym, niezaspokojonym wiecznie pragnieniem, w swojej czystości stojącym w odwrocie w stosunku do świata. To co im się przydarza jest wyjątkowe. Miłość z drugiej strony jednak od początku tragiczna, zbudowana na wątłych podstawach; intensywnej namiętności, instynkcie i cielesności, bazująca na czystych emocjach. Jest wielka i porażająca w swej sile, ale nie ma w niej elementów, które mogą zagwarantować przetrwanie. Taki obraz miłości jest szalenie aktualny, bo w ogromnej mierze dzisiejsze związki wyglądają bardzo podobnie i stąd ich kruchość, rozpad, ulotność.

Poza tym, bardzo mi zależy, by w tym Othellu upatrywać inność Maura w jego jasnym, przejrzystym, mocnym kręgosłupie moralnym, otwartej i przejrzystej konstrukcji wewnętrznej. Być może na tym polega współczesna othellowska odmienność. 

Odrzucając opartą na kolorze skóry szekspirowską egzotykę Othella chcę pokazać, że ta jego moc inności leży w jego bezkompromisowym, czystym charakterze. A tej postawy nie umieją zaakceptować pozostali utopieni w relatywizmie.

Brak tolerancji w stosunku do Othella nie wynika z tego, że on jest Maurem, tylko z tego, że nie jest taki sam jak otaczający go ludzie, "nie wpisuje się w nich". Poszedłbym dalej mówiąc, że fizyczna egzotyczność Maura jest właściwie jego zaletą. To ona w pierwszym odruchu rodzi nim zainteresowanie i pozorną dla niego życzliwość. 

A więc nie przez kolor skóry świat nie jest w stanie go zaakceptować. Świat wypluwa go, bo Othello jest człowiekiem, który nie zawraca. To konsekwentne postępowanie wyróżnia go i definiuje tak silnie, że doprowadza do tragedii. W momencie, kiedy dokonał wyboru, już go nigdy nie zmienia. W Maurze nie ma za grosz relatywizmu. 

Bezwarunkowa Desdemona 

Desdemona - córka weneckiego patrycjusza jest z kasty. Wychowała się i dorastała w określonych warunkach. Nie jest prowincjonalną, naiwną gąską tylko pełnowartościową, świadomą swojej urody kobietą. Obdarzona silnym, prawie równie zdecydowanym i jednoznacznym charakterem jak Othello, jest jednak bardziej podatna na zewnętrzne wpływy. Trudniej jej - co wydaje się po ludzku naturalne - zapomnieć, skąd pochodzi.

Niemniej jej miłość dla Othella jest bezwarunkowa. Oddaje jej się cała, a to totalne oddanie skazuje ją na klęskę. Przekraczanie przez Desdemonę granic w oddaniu i zapamiętanie się w uczuciu, staje się budulcem wątpliwości Othella. Oszałamiająca intensywność jej uczucia zaskakuje go - budzi potencjalne zagrożenie, irracjonalny lęk, umiejętnie potem ukierunkowany przez Jago. Intensywne dni na Cyprze - w oderwaniu, zawieszeniu na metafizycznej wyspie stają się dla niej spiralą kaźni. Niedokonana zdrada - śmierć za wyobrażony potencjał nieczystości Kobiety. 

Jago - reżyser dzieła 

- Ale prawdopodobnie do tragedii między dwojgiem zakochanych by nigdy nie doszło, gdyby nie Jago - reżyser dzieła. Autor w dziele. Oczywistością w traktowaniu jego postaci jest stwierdzenie, że Jago to samo zło. Ja wyszedłem z założenia, że on chce dobrze. Że - kiedy widzowi przyjdzie go uczciwie osądzać - okaże się, że on nic złego nie zrobił. Nie budujemy go jako chłodnego kalkulatora, który tylko i wyłącznie przelicza i planuje. On raczej nacina i sprawdza, ile się da znowu i jeszcze naciąć. Jak głęboka jest rana i kiedy zacznie płynąć krew. Pyta Boga - gdzie jest kres? Zaskoczony łatwością przekroczeń, kruchością Człowieka i jego Wolnej Woli pcha świat w nieodwracalny Chaos. 

Jagonowska siła sprawcza polega na uruchomieniu demonów, które w nim drzemały. Demonami z siebie zaraża wszystkich w około, uruchamia to, co w człowieku skryte, przyczajone, nieujawnione w pierwszym spojrzeniu. To staje się jego obsesją - sprawdzić do końca. Kiedy przelał swoje obsesje na Othella, zobaczył jak fantastycznie zaczyna funkcjonować zniszczenie. Granice zła się przesuwają i zaczynają być płynne, a nikt tego nie zauważa. Idzie dalej, brnąc w swym eksperymencie w rejony, o których na początku nawet mu się nie śniło. 

Sacrum - Profanum 

- Być może także nie byłoby żadnego dramatu, gdyby nie pomieszani bogowie. Chrześcijanin Otello jeszcze niedawno wyznawał Islam. Jego wiara jest składową tych religii. Jako osoba konsekwentna i podejmująca ostateczne decyzje, w "nowego" Boga wierzy silnie i szczerze. No ale trudno uwierzyć, że o "starym" do końca zapomniał. I nie zapomina. W efekcie wraca do korzeni. Destrukcja, która w nim następuje dopomina się pierwocin, z których wyszedł. Ani bowiem sam człowiek, ani otoczenie nie może zmienić człowieka w jego podstawowej konstrukcji.

Wplątanie w inną rzeczywistość nie spowoduje, że Maur stanie się Wenecjaninem, Europejczykiem. To dotyczy również pierwotnej sfery sacrum, którą zmianą religii i impulsywnym do niej powrotem, profanuje. 

Zdrada 

- W dzisiejszym rozemocjonowanym świecie temat zdrady wydaje się wart zbadania i przeanalizowania. Mam takie wrażenie, że zdradza się z o wiele bardziej błahych powodów niż w cokolwiek haftowana chusteczka. 

Pochylamy się nad pytaniem, czy człowiek umie się po takiej katastrofie, jaką jest domniemana czy rzeczywista zdrada, pozbierać. Bo Othello - pomimo silnej wewnętrznej konstrukcji - nie potrafi. Jemu rozsypał się świat i chaos powraca. Jego rozumowanie brzmi w ten sposób: jeżeli mnie zdradziłaś, świat powtórnie osunie się w pierwotny chaos. Harmonia, którą w sobie zbudował i pielęgnował Othello, legła w gruzach. Świat osunął się w katatonię.

Taką walkę o wewnętrzną harmonię dużo wcześniej przegrał Jago. I on o tym wie. Z tej samowiedzy wynika jego rozgoryczenie, sceptycyzm, destrukcyjne rozczarowanie boskim tworem, jakim jest Człowiek i jego wyborami. I to jest jego dramat. 

Tolerancja 

- Pierwsze pytanie jakie zadałem aktorom brzmiało: czego wokół siebie nie tolerujecie?

Jakie są granice tolerancji? Dokąd można się posunąć uważając się za człowieka tolerancyjnego?

Traktując dramat Szekspira jako studium zachowań typów ludzkich, chcę spróbować odpowiedzieć na te pytania. Śledząc genezę zła badam możliwości dobra. Sprawdzamy formy objawiania się miłości, nienawiści, pożądania - skrajnych międzyludzkich zderzeń - przestrzeni "pomiędzy". 

Konstrukcja 

- Desdemona jest osią tego przedstawienia. Skupiam się na relacji, jaka panuje pomiędzy nią a Othellem i przez ich związek śledzę bieg pozostałych wydarzeń. 

Całą tragiczną historię Maura weneckiego, nie dziejącą się w jakimś określonym czasie, widz ogląda z perspektywy sceny morderstwa. Retrospektywy i flesze pomagają unaocznić genezę dramatycznej historii. Strzępy zdarzeń, które nabierają nieokiełznanego tempa. Chaos. 

Idąc za Szekspirem role powierzyłem aktorom w wieku, który on sam określił. Rzeczywista młodość uwierzytelnia i legitymizuje przedstawione zachowania. 

Rozmawiała Magdalena Furdyna

Fundamentalnym pytaniem, jakie zostało postawione przy realizacji Othella jest pytanie o tolerancję i jej granice. O to, czy idealna mityczna miłość ma szanse. Okazuje się bowiem, że we współczesnym, teoretycznie tolerancyjnym, świecie stosunek do Innego i jego Inności jest problemem. 

Szekspirowski dramat skondensowany przez reżysera, Macieja Sobocińskiego, jak laboratoryjne studium różnych postaw ludzkich, śledzi genezę zła i próbuje poznać granicę dobra, pokazać kolory miłości. Dzisiejszy Othello mówi o demonach, które budzą się nawet w najszlachetniejszych umysłach. 

Wywiad z Urszulą Grabowską zamieszczony w marcowym numerze miesięcznika "KARNET":

Czy aktorka, Urszula Grabowska, posiada którąś z cech szekspirowskiej Desdemony? 

To, co posiadam, to zdolność wyobrażenia i zrozumienia postaci, którą gram. A skoro zaufał mi w tym względzie reżyser przedstawienia - Maciej Sobociński, powierzając mi rolę Desdemony, to znaczy też, że dostrzegł we mnie należyty potencjał do tego, abym mogła tę rolę grać. A Desdemona jest: kobieca, zmysłowa, posiada coś, co powoduje, że mężczyźni do niej lgną, jest świadoma wrażenia, jakie wywołuje na mężczyznach, a przy tym w intencjach i w myśleniu nieskażona i czysta, uwodzi nie uwodząc, nie potrafi kalkulować, jest bezpośrednia, spontaniczna, organiczna, biologiczna.i można by mnożyć tak, ale z mojego punktu widzenia ważniejsze i ciekawsze jest to, jakich uczuć i emocji doświadcza, kiedy uruchamia się pomiędzy nią, a Othellem samonapędzająca się spirala nieporozumienia. 

Jaką Desdemonę zobaczymy w marcu na deskach Bagateli? W ciężkim kostiumie z epoki czy może we współczesnym ubiorze? 

Ubiór tak naprawdę nie ma tu znaczenia. Nie przenosimy się w czasy elżbietańskie, ani też nie zmierzamy do nachalnego uwspółcześnienia. Nasze wysiłki, jak i całe przedstawienie, koncentrują się na problemie, na zderzeniu kondycji, dlatego też ubiór pełni role absolutnie służebne i pozostaje znakiem zaledwie, ale jest przemyślany bardzo konsekwentnie, a kostiumy bardzo dobrej jakości i bardzo piękne. 

Desdemona daje Othellowi miłość idealną, bezinteresowną. Próbuje uświadomić mężowi, że nie jest "czarny", dopóki sam tak o sobie nie pomyśli. Często, jeśli nie akceptujemy czegoś w sobie, na siłę szukamy wroga. I wszystko zaczyna się wtedy sypać. Zamiast naprawiać, niszczymy. Jak pani myśli, skąd w ludziach tyle sprzeczności? 

Skąd w ludziach tyle sprzeczności? Nie wiem! Zarówno psychologia, filozofia, religia jak i sztuka próbuje na to pytanie odpowiedzieć, ale od lat każdy na nowo to pytanie podejmuje, a temat się nie wyczerpuje. Gdybyśmy potrafili czerpać i wyciągać wnioski z wiedzy i doświadczeń innych ludzi, bylibyśmy mądrzejsi i pewnie szczęśliwsi, ale niestety taką mamy konstrukcję, że o wszystkim musimy przekonać się na własnej skórze... Widać nauka to jedno, a doświadczenie to drugie.W "Othellu" również prawda przed głównymi postaciami odsłania się tylko częściowo. Rysuje się rozpiętość między świadomością i słabością. Nieuchronność i niemożność odrzucenia podszeptu, pohamowania instynktu, poskromienia rozumu, opanowania woli.Problem zawsze rodzi się tam, gdzie wkrada się relatywizm moralny. A relatywizm niesie świat.a to nasuwa pytanie, czy w dzisiejszym świecie ma szansę obronić się miłość idealna. 

Który z aspektów premierowego "Othella" wyróżniła by Pani chcąc polecić go widzom? 

Myślę, że bardzo dojmująca jest tematyka tego dramatu, jak i zawarta w nim kondensacja emocji i akcji. Dla mnie najważniejsze jest to, że w centrum uwagi cały czas stoi człowiek i jego kondycja. A tak naprawdę ta irracjonalna zdolność człowieka do zniszczenia i samozniszczenia. My próbujemy badać wszystko to, co jest nieprzewidywalne, momentami balansujemy na granicy rzeczywistego i nierzeczywistego, w czym bardzo pomaga nam obsesyjność struktury - uważam - świetnie napisanej adaptacji. Co mogę powiedzieć więcej? Przyjdźcie Państwo, zobaczcie sami.

(-)
Materiały Teatru
3 kwietnia 2007

Książka tygodnia

Teatr lalek w dawnej Polsce
Fundacja Akademii Teatralnej i Akademia Teatralna
Marek Waszkiel

Trailer tygodnia