O sztuce wzlotów

"Testament cnotliwego rozpustnika" - Teatr Kamienica, Warszawa

"Testament cnotliwego rozpustnika" to tytuł przedstawienia, które przepełnione flamenco, erotyzmem i dobrym dowcipem, nie pozwala się nudzić. Jest opowieścią o sztuce wzlotów, ale też upadku nie do końca oznaczającym porażkę. A wszystko to na podstawie sztuki Anatolija Kryma w adaptacji i reżyserii Emiliana Kamińskiego.

Spektakl Teatru Kamienica, który miał premierę w lutym tego roku, śmiało można nazwać komedią. Łączy on w sobie doskonały humor z erotycznymi podtekstami oraz gorące rytmy flamenco. Widz nie może jednak pozostać obojętny na rozmyślania o Bogu czy sensie życia. Sztuka przygotowana przez w większości młody zespół stanowi pewnego rodzaju świadectwo.

Don Juan (Emilian Kamiński) zostaje przez zazdrosną kobietę raniony sztyletem w plecy. Rana jest na tyle poważna, że wkrótce przyniesie mu śmierć. Prosi więc swojego sługę (Jarosław Witaszczyk), aby sprowadził do niego księdza. Nikt jednak nie chce się podjąć wyspowiadania grzesznika, który według świętego oficjum uwiódł w życiu aż sześćset sześćdziesiąt sześć kobiet i jest wcieleniem szatana. W ostateczności na sakrament zgadza się młody mnich (Przemysław Cypryański/Marcin Przybylski). Umierający uwodziciel odkrywa przed duchownym swoją tajemnicę, ten zaś mówi o miłości do tajemniczej damy w czerni (Maria Niklińska). W ten sposób zaczyna się temperamentna historia zakazanych uczuć oraz opowieść o sztuce wzlatywania. Don Juan tłumaczy mnichowi jak pozwolić kobiecie poczuć największą rozkosz, a sam powoli gaśnie. Jednocześnie toczy swoisty spór z Bogiem, któremu nie chce pozwolić zabrać się z tego świata. W czasie trwania tej opowieści przeplata się jeszcze naga kobieta (Weronika Dębicka), której obecność wyznacza początek, środek i koniec sztuki. Na scenie pojawiają się także Anna Iberszer – na zmianę z Agatą Teodorczyk i Małgorzata Nowak – wszystkie doskonale tańczące flamenco w rytmach gitary Andrzeja Lewockiego.

Nie sposób zapomnieć o Jolancie Pachowskiej, która przygotowała scenografię. Przestrzeń została zagospodarowana w takim klimacie, że widz czuł nastrój tamtych chwil. Ze smakiem, bez przesady i zbędnych elementów dekoracyjnych. No, może prawie. W każdym razie wszystko składało się na harmonijną całość i wraz z kostiumami Jolanty Szymańskiej, stanowiło odzwierciedlenie świata słonecznego południa sprzed kilku wieków.

Trzeba przyznać, że sztuka robi wrażenie. Zdecydowanie pozytywne, bo trudno cokolwiek zarzucić jej twórcom. Zasługuję na pochwałę perfekcjonizm aktorski oraz smak. Z pewnością przedstawienie, w którym wino leje się w rytmie andaluzyjskiej muzyki, nie może znudzić widza. Jest dynamiczne, zabawne i… Pozwala dobrze się bawić, a przecież o to chodzi w teatrze – żeby poruszał.

Maciej Doryk
Dziennik Teatralny
16 sierpnia 2010

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia