Oberek w transowym rytmie

"Wesele. Poprawiny" - reż. Marcin Liber - Polski Teatr Tańca - Balet Poznański

Jesteśmy skacowani. Jesteśmy ksenofobami. Jesteśmy homofobami. Jesteśmy antysemitami. Jesteśmy narodem wybranym. Jesteśmy zglobalizowani. My, Polacy.

Chodzimy w chińskich ubraniach. Śpimy ze smartfonami z narysowanym jabłuszkiem. Oglądamy dziesiąty sezon serialu o narkomanach. Robimy zdjęcia jedzenia. Wydłużamy nogi w Photoshopie i korygujemy niedoskonałości za pomocą filtrów na Instagramie, żeby tylko być idealnym. Tacy jesteśmy i co gorsza, uważamy, że tacy powinniśmy być. Nie chwytamy już chwil, tak jakby każda mogła okazać się ulotna, a wśród wielu barw dostrzegamy tylko to skrajne i antagonistyczne: białe lub czarne, dobre lub złe. Żyjemy w bojaźni ze swoją własną świadomością. Żyjemy mitem przeszłości, chcąc jednocześnie stać się kimś innym niż nasi przodkowie. Nie ma już między ludźmi więzi. Są tylko te ulotne - "międzyimprezowe", a może kiedyś odnajdziemy się na Facebooku lub Tinderze i poprzez fizyczność zdecydujemy o losach osoby, którą spotkaliśmy na swojej drodze...

Jesteśmy narodem bardzo smutnym, który nie potrzebuje stałości rzeczy, lecz skupia się na dysonansach, a to w polityce, a to w ekologii, a to w sztuce. Wszystko skrajnie krytykujemy, bądź nadmiernie chwalimy. Takich Polaków przedstawia Marcin Liber w spektaklu "Wesele. Poprawiny", który zrealizował z Polskim Teatrem Tańca. Czasy się zmieniają. My, Polacy, również. O tym opowiada ten spektakl i to pokazują tancerze, którzy mówią w spektaklu nie tylko ruchem i gestem. Początkowo na jednym oddechu wymieniają wszystkie realizacje dramatu Wyspiańskiego - od pierwszej realizacji w 1901 r. po Wesele Jana Klaty z 2017 roku.

Autorka dramaturgii Magdalena Zaniewska zachowała pierwotną koncepcję dramatu, gdzie pierwszy akt ma charakter obyczajowy, drugi nawiązuje do przeszłości, a trzeci ma pesymistyczny finał. Tylko chochoł w dyskotekowym, mieniącym się kostiumie towarzyszy tancerzom przez cały spektakl.

Reżyser przenosi nas z wesela, na którym grała wiejska kapela, złożona z tradycyjnych muzykantów, o których świat dawno zapomniał, a oberków i tańców tradycyjnych przez nich wygrywanych nikt nie chce pamiętać. Młodym wystarczy już tylko głośne disco polo, bombardujące, pulsujące światła i morze wódki. I tylko ta wódka pozostaje łącznikiem międzykulturowym. Etnografia ludu polskiego - ludu weselnego, opatrzona jest cytatami wyjętymi z Wesela Wyspiańskiego, choć trzeba zaznaczyć, że jest ich bardzo mało. Są za to nagrania weselnych uroczystości z minionych dekad, zarejestrowane na kasetach wideo. I taniec (w choreografii Iwony Pasińskiej), który odzwierciedla zabawy z kolejnych dekad XX i XXI wieku. Nie brakuje fragmentów tańców narodowych, jak i elementów współczesnych. Jest oberek i krakowiak, a także słynne podnoszenia z opoczyńskiego oberka w wykonaniu Zespołu Ludowego Pieśni i Tańca "Mazowsze". Pieczę nad całą teatralną konstelacją sprawuje transowa muzyka RSS B0YS, która dziś porywa młodych, tak jak kiedyś wiejskie oberki, potrafiące wprowadzić tancerza w inny wymiar.

Nie tylko inscenizacje "Wesela" Wyspiańskiego się zmieniały, ale sam obrzęd wesela. A w prywatnych "historiach weselnych" kreowane są losy Polek i Polaków. Ktoś jeszcze nie wie, że ukrywający się w lesie, obok weselnej zabawy, partyzanci nazwani zostaną kiedyś "żołnierzami wyklętymi". A kiedy już przybędą na wesele, by bawić się i tańczyć, to państwo młodzi będą musieli ukrywać się w skrzyniach - tak na wszelki wypadek.

Później pojawia się kapitalizm i demokracja. Bliżej nam do Zachodu, aniżeli do siebie. I tak panie kreują wizje wesela idealnego. Każda na swoim ślubie chce być księżniczką w białej sukni, a najlepiej spełnić american dream i wziąć ślub pod gołym niebem. Stara czy młoda, dziewica czy wdowa.

My, Polacy, wciąż istniejemy gdzieś pomiędzy narodową tradycją i współczesnością. Czy jednak aż ta gorzko powinniśmy żałować swojej przeszłości, przetwarzając ją na nowo w wielokrotnie powtarzanych schematach? Osobiście - o sobie i polskiej historii nie dowiedziałam się ze spektaklu Polskiego Teatru Tańca niczego więcej. Chrystus ubrany w szatę z balonów narodowych, wiszący nad sceną - moim zdaniem - był zupełnie niepotrzebny. Spektakl umocnił we mnie tylko mityczne spojrzenie na polską kulturę i polskie stereotypy. Może ktoś inny będzie umiał dostrzec w nim coś więcej?

Katarzyna Nowicka
kultura.poznan.pl
23 stycznia 2018
Portrety
Marcin Liber

Książka tygodnia

Szekspir bez cenzury. Erotyczny żart na scenie elżbietańskiej
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Jerzy Limon

Trailer tygodnia