Obowiązkowy punkt repertuaru

"Dziadek do orzechów" - chor. Giorgio Madia - Teatr Wielki w Łodzi

Sądzę, że dorośli nigdy tak naprawdę nie dorośleją a przynajmniej w okresie zimowym większość z nas przypomina sobie, jak to przyjemnie było być dzieckiem. No i kiedy zbliżają się święta chętniej oglądamy na scenie baśnie niż dramaty, szczególnie zaś te baśnie, które są pięknie zrealizowane, jak na przykład „Dziadek do orzechów" w Teatrze Wielkim w Łodzi, którego miałam przyjemność obejrzeć 7 lutego.

„Dziadek do Orzechów" a właściwie „Dziadek do orzechów i Król Myszy" (niem. „Nussknacker und Mäusekönig") to baśń wydana po raz pierwszy w Berlinie w 1816 roku a napisana przez Ernsta Theodora Amadeusa Hoffmanna, urodzonego w Królewcu niemieckiego poetę i pisarza epoki romantyzmu, uważanego za jednego z prekursorów literatury grozy. Opowieść, która od początku wzbudzała duże zainteresowanie czytelników, utrzymana jest w baśniowej konwencji i opowiada o przygodach małej Klary w świecie ożywionych zabawek. Być może nie wszyscy wiedzą, że dla czytelnika francuskojęzycznego tę baśń przetłumaczył Aleksander Dumas (ojciec) i to właśnie jego przekład stał się inspiracją dla Piotra Czajkowskiego.

„Dziadek do orzechów" w Teatrze Wielkim to balet w choreografii Giorgia Madii. Premierę miał już dość dawno temu, bo w październiku 2008 roku, ale nieprzerwanie cieszy się dużą popularnością wśród teatralnej publiczności. Zresztą nie ma co się dziwić: doskonała muzyka, ciekawe libretto i bajkowa inscenizacja. A jeżeli dodać do tego świetny zespół baletowy pod kierownictwem Wojciecha Domagały – sukces i powodzenie wydaje się oczywistością. Scenografię i kostiumy do tej realizacji baletu zaprojektowała Cordelia Matthes. Piękne, oszczędne w formie - a jednocześnie znakomicie nawiązujące do czasu akcji - dekoracje doskonale budowały odświętny nastrój i przykuwały uwagę. Ogromna choinka skonstruowana w czerwonych kul – bombek była centralnym punktem scenografii w scenach „realnych". Przy pomocy czerwieni została zresztą zbudowana cała przestrzeń sceny i ta sama intensywna czerwień dominowała także w kostiumach. W scenach „odrealnionych", kiedy Klara (jej rolę odegrała Alicja Bajorek) zasypia i przenosi się w marzeniu sennym do krainy, w której ożywają zabawki i dzieją się rzeczy cokolwiek dziwne, dekoracja skrzy się srebrem, złotem i bielą stanowiąc doskonałe tło dla tanecznych popisów.

A były to popisy wyśmienite, skomponowane przez choreografa z przymrużeniem oka i dużą dawką humoru a przy tym z niezwykłym urokiem. W tańcu hiszpańskim byczek miał różową pupę, w tańcu włoskim humorystycznie nawiązano do stereotypowego postrzegania rodziny i religijności przez Włochów, ze szczególnym uwzględnieniem szacunku wobec głowy rodziny, ale także do ich zamiłowania do kobiet. Podobnie w tańcu rosyjskim choreograf przyjaźnie rozprawia się ze stereotypem. Szczególnie pięknie natomiast skomponował taniec arabski. Tancerka ani razu podczas tego tańca nie dotknęła swoimi stopami ziemi! Brawo! Był to układ bardzo trudny do wykonania i niezwykle widowiskowy. Bardzo ładnie wypadło śnieżne adagio w wykonaniu Laury Korolczuk i Joshui Legge, podobnie jak walc w wykonaniu Riho Okuno. A już wyjątkowo perfekcyjnie zatańczyli Alicja Bajorek i Yuki Itaya, który nie dość, że świetnie partnerował, to wypadł także doskonale pod względem wyrazowym. Wraz z Alicją Bajorek stworzyli piękny duet i oby częściej publiczność miała okazję ich razem oglądać, bo mając do wykonania tak trudną choreografię wykazali się prawdziwym kunsztem tanecznym. Należy tu także wspomnieć o występujących w spektaklu uczniach Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej im. F. Parnella w Łodzi. Publiczność ostatniego w tym sezonie pokazu „Dziadka do orzechów" nagrodziła ich gromkimi brawami i uczyniła to zasadnie, ponieważ zaprezentowali się świetnie. Szczególnie urokliwie wystąpili najmłodsi uczniowie łódzkiej szkoły.

Jak sądzę „Dziadek do orzechów" w choreografii Giorgia Madii nie zestarzeje się szybko i jeszcze długo będzie zachwycał publiczność w Teatrze Wielkim w Łodzi, bowiem ze względu na prezentowane kompozycje ruchowe jak i plastykę spektaklu, realizacja wciąż pozostaje interesująca i świeża. Oczywiście będą zmieniać się soliści wykonujący poszczególne tańce, ale to tylko zachęci tych, którzy już widzieli balet w tej odsłonie do ponownego obejrzenia go. Realizacja jest nowoczesna, muzyka i libretto ponadczasowe i chociaż zazwyczaj uznaję brak żywej muzyki za mankament pokazu, tym razem ów brak nie przeszkadzał.

Wprost przeciwnie - pomógł mi w skupieniu się na pięknie ruchu, którego w wykonawstwie tancerzy baletowych łódzkiego teatru było pod dostatkiem.

Agnieszka Kowarska
Dziennik Teatralny Łódź
2 marca 2020
Portrety
Giorgio Madia

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia