Od Andrzeja dla Zuzanny

"Hotel Babilon" - reż. Paweł Szumiec - Teatr Ludowy

Zuzanna Kollarova, kobieta z natury łagodna i opanowana, pracuje jako przedszkolanka w spokojnej mieścinie na Słowacji. Co takiego musiało się wydarzyć żeby pewnego letniego wieczoru w hotelu Babilon w Zakopanem wystrzeliła serię z karabinu w kierunku portiera? I skąd wzięła karabin?!

To był uroczy wieczór. W górskiej scenerii księżyc świecił w pełni, a goście Babilonu zasiadali w hotelowej restauracji. W kawiarnianej atmosferze tliły się romanse, toczyły interesy. Nic jednak nie miało szczęśliwego (ani innego) zakończenia – spokój przerwała pewna niepozorna Słowaczka, która wpadła do lokalu i bez wahania sięgnęła po karabin. „Hotel Babilon" to monodram, w którym dowiadujemy się kto i dlaczego znajdował się w tamtym miejscu o tamtym czasie, a co najważniejsze – jaki był powód owej strzelaniny. Wraz z kolejnymi zeznaniami układanka nabiera kształtów – Zuzanna chciała zabić z miłości!

Poznali się dosyć prozaicznie – on pracował w hotelu, ona przyjechała żeby w górskiej scenerii przemyśleć kilka spraw sercowych. Romans przerodził się w obietnicę małżeństwa i w tej nadziei Zuzanna żyła rok cały doskonaląc swój język polski i gotując polskie potrawy. W kolejne lato spotkała ukochanego Jędrka Parzenicę, który był już niestety zajęty podrywaniem kolejnej turystki. Łatwo już domyślić się reszty.

Akcję można by streścić w kilku zdaniach, jednak najbardziej interesujący jest sam sposób opowiadania. Aldona Jankowska wciela się kolejno w role wszystkich gości obserwujących finał związku Zuzanny i Jędrka. Reprezentuje więc rzeczoną parę, a także Helgę z Niemiec, Genowefę Maciejową z Wielkopolski, Pierre'a Reno z Marsylii, Jenny Johnson z Chicago. Każda z tych postaci mówi inaczej, używa składanki innych języków, dialektów, w zabawny sposób połączonych z językiem polskim. Sposób opowiadania uwypukla też stereotypy, które są gdzieś zakorzenione w każdej polskiej głowie. Jankowska radzi sobie z tymi wyzwaniami aktorskimi brawurowo! Do dyspozycji ma tylko (ale i aż!) scenę, krzesło, nieco wyświetlanych zdjęć i muzykę w kluczowych momentach. Świetne są w jej wykonaniu piosenki rodem z dancingów, zamawiane z dedykacją dla konkretnej osoby. Aktorka kreuje więc siedem różnych postaci, a każda z nich chce opowiedzieć własną historię – wśród innych gestów, w innym języku.

Monodram ogląda się z wielką przyjemnością. Historia tak pełna dowcipu i aktorskiej zręczności niesie ze sobą jednak kilka innych refleksji. Zadziwia banalny na pozór fakt, że w każdej kluczowej sytuacji człowieka otaczają inni ludzie pełni rozmaitych historii i powiązań, a do każdego zdarzenia doprowadza splot innych wydarzeń. Szczególnie zapada też w pamięć jedyna smutna kwestia Zuzanny, która po wszystkich miłosnych perturbacjach stwierdza, że „już nie miłuje" - jej poranione serce nie jest już w stanie nikogo pokochać.

 

Agnieszka Bednarz
Dziennik Teatralny Kraków
21 lipca 2014
Teatry
Teatr Ludowy

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia