Od autora

" Teatr świata – świat teatru. Felietony 2016–2017" - aut. Krzysztof Orzechowski - Wydawnictwo Universitas

Zaczęło się jak zwykle od przypadku. Było lato 2016 roku. W „Wielkim Budynku przy placu Św. Ducha" pakowałem swoje rzeczy. Przez tyle lat zebrało się tego sporo. Od 1 września miał się tutaj wprowadzić mój następca. Nie było mi po drodze z propozycją wywiadu, którą otrzymałem z wortalu internetowego „Dziennik Teatralny". Dziennikarzy i mediów miałem serdecznie dosyć, dali mi się we znaki podczas przepychanek związanych z moim odejściem, po siedemnastu latach dyrektorowania w Teatrze im. Juliusza Słowackiego.

Nie wiedziałem o jakie sensacje będą mnie wypytywali nowi „wywiadowcy". W odruchu samoobrony usiadłem przy komputerze i napisałem spory artykuł, nie tylko o sobie, ale o świecie, w którym przychodzi nam żyć, o trudnych czasach dla kultury poddawanej najróżniejszym manipulacjom, wreszcie o teatralnych zawirowaniach ostatnich miesięcy. Mój artykuł ukazał się w dwóch częściach, zamiast planowanego wywiadu. W tej książeczce zamieściłem skrót mojej pisaniny, sprowadzony do jednego tekstu. Podczas rozmów z p. Ryszardem Klimczakiem, redaktorem naczelnym wortalu, powstała idea cyklicznych felietonów pod wspólnym tytułem „przeczytane... zasłyszane... obejrzane...", pisanych na różne tematy związane ze sztuką, których osią byłby teatr, przywoływany mniej lub bardziej bezpośrednio. No bo wiadomo - Boże, cóż to za banał, ale jakże prawdziwy - że teatr jest światem, a świat teatrem!

Właściwie, dlaczego nie? Szereg osób po przeczytaniu mojej wspomnieniowej książki „Podróż do kresu pamięci" mówiło, że powinienem pisać. A teraz, jako teatralny emeryt, korzystając z wolnego czasu, którego nagle zrobiło się tak dużo - chyba tym bardziej? Zgoda. Spróbuję.

Zanim zacząłem - postawiłem przed sobą parę założeń. Że nie będę pisał z pozycji starca i - jako teatralny tradycjonalista - nie będę krytykował wszystkiego co nowe, na zasadzie: „nie bo nie". Ale to co dzieje się dzisiaj, będę komentował, oglądając się czasami wstecz. Jeśli krytycznie, to udowadniając swoje racje. Że spróbuję w sposób przystępny przemycić trochę wiedzy historycznej, przede wszystkim z myślą o młodszych czytelnikach. Że zachowam takt i umiar, o które coraz trudniej w debacie publicznej i w środkach masowego przekazu. Że postaram się być obiektywny i uczciwy, przede wszystkim wobec siebie, ale i wobec czytelnika. A tam, gdzie mam wątpliwości, nie będę wstydził się znaków zapytania. Jak na dzisiejsze czasy to zaiste program ambitny! I tak sobie myślę nieskromnie, że być może moje założenia przekraczają ramy tego, co dzisiaj rozumiemy pod nazwą „felietonistyka". Że ma być krótko, dosadnie i jednoznacznie. Może są to raczej mini – eseje? Ale dla współczesnego odbiorcy to jeszcze bardziej tajemnicze słowo, pachnące jakąś pseudonaukową ględą.

Wierzę w nowe środki przekazu i chętnie się nimi posługuję. Wierzę w potęgę i zasięg Internetu. Ale jestem człowiekiem starej daty. Jedynie książka jest dla mnie materialnym i trwałym dowodem czyjejś twórczej działalności. A przyjemność wzięcia jej do ręki nie ma sobie równych. Wiem, wiem: audiobooki, blogi, portale (to jeszcze ambitnie!), ale i fanpage'e na Facebooku, tweety na Twitterze zastępują dzisiaj szelest przewracanych kartek. Jednak dla mnie ten nowoczesny przekaz jest ulotny, choć w danej chwili trafia do tak wielu. Z duszą na ramieniu zjawiłem się u dyrektora TAiWPN UNIVERSITAS, p. Andrzeja Nowakowskiego, z propozycją wydania moich felietonów, a jeśli się zgodzi, to możliwie szybko, bo zapisane przeze mnie sytuacje rychło przestaną być aktualne i utoną w mrokach niepamięci. Potem będą już tylko coraz odleglejszą historią. Poprosił o czas na decyzję. I przyjął moją propozycję. Bardzo mu za to dziękuję.

Teraz pozostaje mi jedno: życzyć Państwu dobrej lektury!

Krzysztof Orzechowski
Dziennik Teatralny Kraków
6 września 2017

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

"Edyta Stein" - Synago...
Roberto Skolmowski