Odbrązowić herosa

"Korczak" - reż. Roberto Skolmowski - Opera i Filharmonia Podlaska

W dzień po otwarciu nowego gmachu Opery i Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku, odbyła się prapremiera polska musicalu, autorstwa Chrisa Williamsa i Nicka Stimsona, "Korczak". To niestandardowe przedsięwzięcie muzyczno-teatralne miało swoją prapremierę w 1997 roku na deskach Theatre Royal Plymouth

Chris Williams, brytyjski kompozytor i aktor widowisk dla młodej widowni do napisania muzyki do „Korczaka” został „twórczo natchniony”, kiedy w czasie pobytu w Polsce w 1990 roku wraz z Nickiem Stimsonem - autorem libretta, nieoczekiwanie natknął się w Teatrze Muzycznym w Gdyni  na projekcję filmu Andrzeja Wajdy – „Korczak”. Wtedy to po raz pierwszy usłyszeli opowieść o życiu Janusza Korczaka, zachwycili się nią i postanowili uwiecznić na teatralnej scenie w muzyce i wierszu. Od prapremiery w Plymouth spektakl miał kilka premier na ternie Wielkiej Brytanii. Ostatnia w 2011 roku w Youth Music Theatre spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem londyńskiej publiczności. W 2012 dzięki staraniom pracowników OiFP musical zawitał do Polski, kraju, w którym doktor Korczak pracował, leczył, wychowywał i gdzie zginął.
 
Spektakl jest doskonałą okazją do przypomnienia legendy Starego Doktora, jak mawiano o Korczaku. Przygotowania do wystawienia polskiej wersji musicalu, którego reżyserii podjął się Roberto Skolmowski, dyrektor OiFP, trwały niemal rok i rozpoczęły się od przeprowadzenia castingu do spektaklu i do chóru wśród dzieci i młodzieży z Podlasia, albowiem to właśnie one są – obok postaci Korczaka – bohaterami tego widowiska. Podczas castingu wyłoniono ponad setkę młodych aktorów, które wzięły udział w przedstawieniu. Kilkanaścioro z nich zagrało drugoplanowe role, pozostali pełnili rolę statystów i chóru (spektakl ma dwie obsady, stąd taka liczba uczestników).   

Musical składa się niejako z dwóch części i opowiada o ostatnich miesiącach życia Janusza Korczaka. Jego historia została ujęta w swojego rodzaju ramę kompozycyjną: spektakl rozpoczyna się… od końca, tzn. od dotarcia dzieci i Korczaka do obozu w Treblince i wejścia do komory gazowej. Kolejne sceny przenoszą nas w przeszłość, a dokładniej w ostatnie przedwojenne lato 1939 roku, podczas którego Korczak wraz ze swoimi wychowankami bawi na letnisku. Atmosfera jest beztroska jednak dorośli, w tym Korczak, przeczuwają, że wojna nadciąga i może w każdej chwili wybuchnąć. Życie płynie jednak spokojnie swoim rytmem, dzieci bawią się i kłócą, rozrabiają i uczą. Spektakl przemyca niektóre z postulowanych przez Korczaka metod wychowywania dzieci. Nie stosowanie kar cielesnych, poważne traktowanie ich problemów oraz szacunek. Jedna ze scen obrazuje tzw. sąd korczakowski, czyli sposób, w jaki doktor postulował rozwiązywanie konfliktów pomiędzy wychowankami prosząc strony sporu (winnego, obrońców i oskarżycieli) o przedstawienie swoich racji, po czym dochodzono do wspólnych wniosków. Pogodna część historii kończy się wraz z nadejściem wojny. Cezurą staje się tutaj przeniesienie sierocińca do warszawskiego getta i uwięzienia wszystkich za jego murami. To ostatni „przystanek” na drodze do „dalekiego kraju”, jak nazywa się tutaj śmierć. Druga część spektaklu opowiada o kłopotach Korczaka za murami getta i próbach utrzymania poczucia godności własnej i dzieci. Doktor, wracając z więzienia na Pawiaku, czuje się źle, przede wszystkim psychicznie. Myśli o tym, czy nie popełnić samobójstwa. Nie chce jednak pozostawić swoich dzieci, dlatego też wyrusza w ogarnięte wojną miasto i żebrze o pieniądze i jedzenie. Druga część historii o Korczaku szerzej prezentuje jego postawę i problemy natury psychicznej, kiedy jest bliski załamania. Jednak miłość do dzieci pozwala mu przezwyciężyć chwile słabości i do końca opiekować się swoimi wychowankami. Mimo składanych mu propozycji, mimo próśb życzliwych znajomych, którzy chcieli pomóc doktorowi w opuszczeniu murów getta Korczak pozostał jednak w sowim postanowieniu i jedyne, co przekazuje na aryjską stronę, jest jego pamiętnik. 

„Korczak” w reżyserii Roberto Skolmowskiego to ogromne przedsięwzięcie logistyczne, przygotowane z pietyzmem i dbałością o szczegóły. Rozmach inscenizacyjny i odmienny charakter przedsięwzięcia niż np. „Strasznego dworu” wymusza na realizatorach stosowanie niezwykłej scenicznej dyscypliny, znajomości dziecięcej psychiki i zastosowanie innych niż zwykle środków scenicznych, wymagań wobec aktorów. Spektakl bowiem składa się głównie ze scen zbiorowych, które budują klimat i wpływają na niezwykle pozytywną reakcję publiczności. Nie bez znaczenia są również gabaryty sceny OiFP. Jej ogromna przestrzeń została przez twórców – reżysera Roberto Skolmowskiego i scenografa Pawła Dobrzyckiego „okiełznana” i wykorzystana do podniesienia jego dynamiki.

Właśnie zastosowanie interesujących zabiegów scenograficznych, znakomicie współgrających z mądrze i stosownie zaprojektowanymi kostiumami, ich kolorystyką, a także pozorną skromnością (przeważają brązy i szarości, rozświetlane w pierwszej, radośniejszej części różnymi odcieniami bieli) pozwalają uwagę widza skierować na sprawy najważniejsze, czyli na dramat dziejący się pomiędzy bohaterami. Pozwalają przyjrzeć się walce Korczaka ze wszystkimi przeciwnościami okrutnego losu, jego determinacji w zachowaniu godności, także własnej, ale przede wszystkim nie pozwolić na odebranie dzieciom w tych ostatnich chwilach życia - radości życia. Kiedy opowieść zbliża się ku końcowi inscenizacja staje się coraz bardziej oszczędna pod względem scenograficznym. W scenie finałowej zostajemy sam na sam z dziećmi i aktorami na pustej scenie. Obraz ten jest niezwykle wymowny i poruszający. Siła tej sceny tkwi bowiem w stojących na baczność, w równym rzędzie śpiewających dzieciach i aktorach. Śpiewających o swojej ostatniej drodze. Wokół nich znajduje się pusta przestrzeń, rozświetlona światłem reflektorów. W pewnym momencie platforma, na której stoją wszyscy wykonawcy zaczyna powoli osuwać się w dół i znika w głębi sceny. Tak kończy się „Korczak”.  Scenograficzna „nicość” okazała się być  świetnym pomysłem.     

Ogromne uznanie należy się reżyserowi spektaklu oraz wszystkim tym, którzy pracowali nad okiełznaniem i wyćwiczeniem wokalnym oraz choreograficznym tak wielkiej liczby dzieci. Porządek panujący na scenie i sprawność organizacyjna, wytężona praca z dziećmi i dorosłymi aktorami dały jedyny w swoim rodzaju efekt rzadko spotykany na scenach, zwłaszcza musicalowych – emocjonalnego zaangażowania widza w prezentowaną historię. Świadczy o tym najlepiej wzruszenie malujące się na twarzach gorąco oklaskujących spektakl widzów.

Świetnie spisał się odtwórca roli tytułowej, czyli Tomasz Steciuk jako Korczak (w drugiej obsadzie w rolę Korczaka wciela się Damian Aleksander). Aktor dosyć skutecznie starał się odbrązowić heroiczność Korczaka walczącego nie tylko z demonami wojny, ale i ze swoimi słabościami, zwątpieniem w sens tego co robi. Właściwie każdy, kto wziął udział w tym musicalu zapracował sobie na słowa uznania.

Niezaprzeczalnie „Korczak” to obecnie najlepszy pod względem artystycznym i inscenizacyjnym musical w Polsce. Myślę, że zarówno młodociana publiczność jak i dorośli doznają podczas oglądania go wielu pozytywnych emocji, mimo że opowiada on o tak trudnych, wrażliwych i złożonych  sprawach jak wojna, cierpienie i śmierć. 

Marta Odziomek
Dziennik Teatralny
20 października 2012

Książka tygodnia

Muzyczne narracje o kochankach z Werony
Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika
Małgorzata Pawłowska

Trailer tygodnia

Dziadek do orzechów
Jurij Grigorowicz
W wielu krajach nie ma Bożego Narodze...