Odkrycie na nowo tekstu Norwida

"Aktor" - reż: Michał Zadara - Teatr Narodowy w Warszawie

Każda przemiana w "Aktorze" Norwida - pokazuje w Teatrze Narodowym Michał Zadara - ma swoje przyczyny w świecie ekonomii

Dwie najbardziej zaskakujące rzeczy, które udały się Michałowi Zadarze w "Aktorze" - to odkrycie na nowo tekstu Cypriana K. Norwida, oraz uczynienie momentami archaicznego trzynastozgłoskowca niezwykle komunikatywnym i atrakcyjnym. I choć wydobywana przez reżysera z dramatu ironia nieraz jest gorzka, to mamy tu zarazem do czynienia z subtelnym komizmem, z intelektualną lekkością humoru, riposty, językowych gier i puent. To nie tylko zasługa uwspółcześnienia kostiumów, czy odtworzenia na scenie prawdziwego wnętrza teatralnej kawiarni Antrakt, odległej o dwie minuty od Sceny na Wierzbowej.

Tekst dramatu - za którym Zadara wiernie podąża, minimalizując ilość skrótów - miejscami urywa się; znana nam wersja skompilowana jest z dwóch różnych rękopisów, stąd luki. Ale nie tradycyjny przebieg akcji jest tu najważniejszy. W autotematycznych passusach postaci zastanawiają się nad znaczeniami wypowiadanych przez siebie słów, komentują swoją współczesność, mówią o estetyce i przemianach społecznych. Zresztą, o czym nie ma tu mowy - finansowy kryzys i moda, teatr i (w wyciętym co prawda przez Zadarę fragmencie) wojna secesyjna w USA. "Aktor" wyprzedza swój czas nie tylko kolażową formą. Uwagę zwraca również przyjęta przez Norwida społeczna perspektywa.

Rodzina hrabiego Jerzego (Oskar Hamerski) traci majątek w wyniku giełdowego bankructwa. Dla arystokracji nastają ciężkie czasy - "handlowy wiek, nie batystowy, i nie perfumowany, ale ekonomski". Hrabiego odwiedza szkolny kolega Gotard (Arkadiusz Janiczek) - wybitny aktor i dyrektor teatru. Matka Jerzego, hrabina (Ewa Wiśniewska), traktuje gościa z wyższością; nie chce przyjąć go osobiście, postrzegając artystę niemal jako przedstawiciela półświatka. Zdziwi się, gdy w zainscenizowanym z rozmachem przez Zadarę finale aktorstwo okaże się nowym zawodem jej zubożałego syna.

Czytając "Aktora", warto pamiętać, że w 1867 roku, w którym Norwid skończył pracę nad dramatem, ukazał się drukiem pierwszy tom "Kapitału" Marksa. "Proces wymiany, przenosząc towary z rąk do rąk, stanowi społeczną przemianę materii" - pisze klasyk z Trewiru. Każda przemiana w sztuce Norwida - niezależnie od tego, czy dotyczy spraw małżeństwa, stosunku do sztuki i artystów, czy rozumienia Biblii - ma swoje ukazane na scenie przyczyny właśnie w świecie ekonomii.

Ze światem ekonomii "osoby dramatu" muszą sobie jakoś radzić. Werner (Krzysztof Wakuliński), kiedyś nauczyciel domowy, którego wygrana w loterii uczyniła milionerem, doświadcza kosztów i paradoksów nieoczekiwanego awansu. Choć wykupuje hrabiowską bibliotekę, by wyświadczyć przysługę dawnym chlebodawcom, to Eliza - kiedyś jego wychowanica, dziś chyba obiekt fascynacji - wciąż traktuje go z pobłażliwą wyższością. Nowi sąsiedzi zaś tytułują guwernera baronem. Spektakl otwiera scena, w której Werner taksowany jest przez bywalców kawiarni, którzy choćby po sposobie noszenia laski starają się dociec, do jakiej klasy społecznej należy nowy gość. Czy niedbałość jest zagrana i wyróżnia arystokratę, czy też - zdradza parweniusza?

Niezależnie od tego, jak radzą sobie z nowymi ekonomicznymi realiami, wszyscy bohaterowie "Aktora" szukają również opowieści, która pasowałaby do ich sytuacji. To, czego doświadczają, próbują odnieść do tekstów kultury, na których zostali wychowani i które obszernie przytaczają. Te przymiarki jednak nie udają się: nie działa ani klasyka dramatu (powracający "Hamlet" w przekładzie samego poety), ani teksty objawione jak Księga Hioba. Na hamletyczne "być albo nie być" nie ma miejsca, gdy trzeba odpowiedzieć na pytanie "z czego żyć".

Akcja "Aktora" rozgrywa się w świecie, którym rządzi zmiana; rzeczywistość jest tu w ciągłym ruchu. Do pustego wnętrza grupa mężczyzn wnosi dzieła sztuki i designerskie meble - tylko po to, by po niedługim czasie wynieść je w asyście komornika. Przeprowadzki, egzekucje, długi i bankructwa. Cała ta dynamika ekonomiczno-społecznych zmian znajduje swoje odzwierciedlenie w fenomenalnej - i dynamicznej - scenografii Roberta Rumasa. W Narodowym widz kręci się wokół czterech scen, czterech naturalistycznych dekoracji. Po trzech laboratoryjnych warszawskich projektach - w Muzeum Powstania, Teatrze Żydowskim i Instytucie Teatralnym - Zadara wraca do rozmachu inscenizacyjnego z bydgoskiego "Wielkiego Gatsby'ego", gdzie skonstruował teatr atrakcyjny dla widza, komunikatywny, inteligentny - ale i rozrywkowy. Reżyser nie wraca jednak do tej koncepcji bezrefleksyjnie.

Co w rozbuchanej formie "Gatsby'ego" było może trochę zbyt serio - tu wybrzmiewa z ironią. Sspektakularna sprawność teatralnej maszyny w Teatrze Narodowym doprowadzona jest zręcznie do granicy, w której jeszcze nie drażni, ale już zdradza swój nawias. Choć w obu przedstawieniach mowa jest poniekąd o teatrze jako metaforze życia, to w "Wielkim Gatsby'm" Zadara zdawał się serio konkurować z hollywoodzką ekranizacją. W "Aktorze" bawi się teatralnym medium, przestrzenią sceny na Wierzbowej, a także nieco przykurzonym aktorstwem, które chciałoby czasem uchodzić za szczyt rzemiosła. Obiektem zabawy są także znaczenia niesione przez realnie istniejące miejsca, które reżyser podstawia pod tekst, by ukazać ruch także na mapie kulturalnej stolicy. To nie w warszawskim Antrakcie spotyka się przecież kwiat współczesnej teatralnej "bohemy"; także to nie do Narodowego walą współcześni teatralni neofici - nuworysze-kapitaliści czy państwowi oficjele - by podkreślić swój status człowieka kulturalnego. Choć i tam, gdzie chodzą - dyrektorami bywają przedsiębiorczy aktorzy.

Witold Mrozek
Strona Kultury
23 lutego 2012

Książka tygodnia

Amantka z pieprzem
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Grażyna Barszczewska, Grzegorz Ćwiertniewicz

Trailer tygodnia