Odkrywanie tajemnic Witkacego

Janusz Degler - "Witkacego portret wielokrotny"

Janusz Degler w "Witkacego portrecie wielokrotnym" tropi pseudosensacje i obala fałszywe mity. Książka ukaże się w 70. rocznicę tragicznej śmierci artysty - pisze Monika Kuc w Rzeczpospolitej.

Profesor Degler nie kryje, że najbardziej interesuje go dojrzały Witkacy, od 1918 do 1939 roku. - Starałem się zebrać w książce wszystko, co zachowało się na temat tych ponad 20 lat - wyjaśnia "Rz". - O burzliwej młodości napisano już wiele. O późniejszych losach Stanisława Ignacego Witkiewicza mniej, choć to wyraźnie nowy rozdział jego życia. Niezwykle twórczy, bo napisał w tym czasie 40 dramatów, dwie powieści, trzy książki teoretyczne, traktat filozoficzny i namalował setki portretów. A także ożenił się z Jadwigą Unrug i przez dziesięć lat romansował z Czesławą Oknińską-Korzeniowską.

Ale w książce nie brakuje też dygresyjnych powrotów do przeszłości. Czytelnicy zaczną zapewne lekturę od końca, bo w apendiksie autor wyjaśnia wiele tajemnic z intrygującego pobytu Witkacego w Rosji w latach 1914 - 1918. Wszyscy badacze są zgodni, że ten okres uformował go jako człowieka i artystę. Jak pisał Konstanty Puzyna, tam Witkacy ujrzał twarz XX wieku.

Z tropików do Petersburga

Witkacy znalazł się w Rosji na skutek splotu różnych wydarzeń. Zaczęło się od tragedii w Zakopanem. Jego narzeczona Jadwiga Janczewska w lutym 1914 roku strzeliła sobie w serce. W pożegnalnym liście nie obwiniała nikogo, ale Witkacy czuł się moralnie odpowiedzialny za jej śmierć. Popadł w depresję i chciał odebrać sobie życie.

Przyjaciel Bronisław Malinowski - wybitny antropolog, przyszły autor "Życia seksualnego dzikich" - nie przysłał mu trucizny, o którą błagał, ale zaprosił na wspólną wyprawę do Australii. Po paru miesiącach podróży przyjaciele się pokłócili (Malinowski pisał, że podziwia wielkość indywidualności Stasia, ale nie znosi jego charakteru). W rezultacie rozstali się i w październiku 1914 roku Witkacy dotarł do Petersburga.

Trwała wojna. Witkiewicz postanowił walczyć o wyzwolenie Polski - przeciw Niemcom u boku Rosji. W Petersburgu został dowódcą 4. kompanii Lejbgwardii Pawłowskiego Pułku, ekskluzywnej carskiej jednostki.

Krążą legendy o jego służbie, o alkoholowych orgiach i erotycznych wyczynach oficerów, jak i traumatycznych przeżyciach na froncie i podczas rewolucji. Przez lata badacze głowili się, ile jest prawdy w tym, że Witkacy został czerwonym komisarzem.

To bzdura - dowodzi profesor. I powołując się na dokumenty z moskiewskiego Centralnego Państwowego Archiwum Wojskowo-Historycznego i Centralnego Archiwum Wojskowego w Rembertowie, odtwarza przebieg służby Witkacego od 1914 do 1918 roku. M.in. jego udział w krwawej bitwie z Niemcami nad rzeką Stochod w lipcu 1916 roku, podczas której został ciężko ranny. Od tej pory był urlopowany.

Choć więc był w Petersburgu podczas rewolucji lutowej 1917 roku, gdy jego pułk zbuntował się i stanął po stronie robotników, nie uczestniczył w tych wydarzeniach. Sam zresztą pisał w "Niemytych duszach": "patrzyłem na to jak z loży". A zaraz po bolszewickiej rewolucji październikowej wystąpił z armii carskiej i zgłosił się do polskich władz wojskowych.

- Nie wiadomo, co robił od rewolucji październikowej do powrotu do kraju w lipcu 1918 roku - mówi prof. Degler. - Kolejna legenda głosi, że musiał się ukrywać, bo byłym oficerom Lejbgwardii groziły w Rosji są-dy doraźne. Ale brak dowodów.

Zaszyfrowany współpracownik

Kolejną tajemnicę ujawnia prof. Janusz Degler, pisząc o dwóch współautorach prowokacyjnych "Narkotyków".

Zakopiańskiego morfinistę i okultystę Bohdana Filipowskiego przedstawił czytelnikom sam Witkiewicz. Natomiast specjalistę od eteru zaszyfrował pod pseudonimem Dezydery Prokopowicz.

Kiedy Anna Micińska po raz pierwszy wydała "Narkotyki" w 1975 r., nie wiedziała, kim jest Prokopowicz. Korespondencja Witkacego z żoną pomogła jej rozwiązać tę zagadkę w końcu lat 90. Dezydery to matematyk i poeta Stefan Glass, który w wieku 37 lat popełnił samobójstwo. Micińska zamierzała o tym napisać, ale nie zdążyła. Szczęśliwie podzieliła się swym odkryciem z prof. Deglerem.

Uratuj przyjaciela

Witkacy był zafascynowany niemieckim filozofem Hansem Corneliusem. "Pańskie poglądy mam we krwi" - pisał do niego i wciągał w krąg swych spraw prywatnych. Zarówno potężna korespondencja z Corneliusem, jak i listy do żony i przyjaciół tworzą swoisty dziennik intymny artysty. Prof. Degler poświęca korespondencji wiele miejsca i dzięki niej uzupełnia kronikę codziennego życia bohatera.

Listy wymieniane z Corneliusem rzucają światło nie tylko na problemy filozoficzne, ale i romans Witkacego z młodszą o 17 lat Czesławą Oknińską-Korzeniowską. Choć nie miała w sobie nic z demonicznej kobiety, ich związek był pełen rozstań i powrotów.

Gdy zerwała z Witkacym w kwietniu 1939 roku (bo ją zdradził z Marią Zarotyńską, kochanką zakopiańskiego fryzjera), zrozpaczony Witkacy słał dramatyczne listy do Corneliusa, Schulza, Malinowskiego. Cornelius był tak poruszony, że sam napisał do Czesi, błagając: "Uratuj mojego przyjaciela". Do pojednania doszło po 151 dniach rozstania. Gdy wybuchła wojna, Witkacy odrzucił propozycję żony, by razem opuścili Warszawę. Na Polesie wyjechał z Czesią. Dzień po wkroczeniu Sowietów na teren Polski razem z nią targnął się na życie. Ona przeżyła, on zginął jak bohater "Pożegnania jesieni".

Czekanie na cud


- Pozostała jeszcze do przełożenia część korespondencji z Corneliusem z lat 1938 - 1939 - mówi "Rz" prof. Degler. - No i wciąż liczymy na "cud św. Witkacego", czyli odkrycie 20 zaginionych dramatów, jakie na pewno napisał, scenariusza baletu i dziennika z okresu rosyjskiego, który zaginął po powstaniu warszawskim. Pozostaje też zagadką, dlaczego nie zachowały się fotografie i rysunki Witkacego z tropikalnej wyprawy z Malinowskim. Towarzyszył mu przecież jako rysownik i fotograf.

Monika Kuc
Rzeczpospolita
9 września 2009

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia