Odmienność musi być ukarana

"Chłopi" - reż. Wojciech Kościelniak - Teatr Muzyczny w Gdyni

Druga premiera "Chłopów" w Teatrze Muzycznym potwierdziła wyjątkowość dzieła Wojciecha Kościelniaka. To arcydzieło międzygatunku, który powołał do życia reżyser gdyńskiej "Lalki". Typowy "kościelniak", zawierający najważniejsze elementy języka teatralnego twórcy, który jeszcze we wrześniu otworzy swym spektaklem kolejną scenę teatru muzycznego w Polsce ("Mistrz i Małgorzata" we wrocławskim Capitolu).

W "Chłopach" mamy oryginalne, a nie licencjonowane składniki (scenariusz, muzykę i teksty oraz, co oczywiste, pozostałe elementy dzieła teatralnego), obowiązkową tajemnicę i niedopowiedzenia-absolutny rarytas w świecie teatru muzycznego, otwartą scenografię, wielogatunkowość muzyczną (nawet swing w piosence Kowala). Tak jak w tradycyjnym musicalu broadwayowskim psychologia i emocjonalność oraz ogólny przekaz najczęściej są na poziomie dziecka, tak w najlepszych "kościelniakach" mamy absolut: atrakcyjną formę teatru muzycznego połączoną z głębią przekazu i zaproszeniem do współtworzenia spektaklu przez widza. To święto dla aktorów, radość dla widzów ze wszystkich pięter kompetencji kulturalnych i trudny orzech do zgryzienia dla najbardziej wymagających krytyków: czy wypada uznać "kościelniaka" za arcydzieło bezwzględne, czy tylko w gatunku, czy to tylko świetny teatr muzyczny, czy też teatr totalny?

Gdyńscy "Chłopi" linearnie opowiadają najważniejsze wątki z eposu Reymonta. Udało się też przedstawić bardzo wiele z obrzędowości i zwyczajów polskich (nawet dziady), ale nie ma w nich kolbergowskiej dokładności, najczęściej jest to przetworzenie. Cepeliady i komiksowości Kościelniakowi udaje się uniknąć m.in. dzięki dodanym scenom(jak choćby obtańcowywanie Jagny na początku), postaci Anioła, grze świateł oraz nastrojowości muzyki ilustracyjnej, zabawnym lub skontrowanym kolorystycznie rekwizytom oraz elementom scenografii (krowa z koralowymi jelitami, szare kiełbasy czy świnie). Mamy tajemnicę, niepokój, mrok oraz mnóstwo atrakcji dla widza, który szuka w teatrze rozrywki. Tańce, pieśni i przyśpiewki, monumentalne sceny zbiorowe, popisy aktorskie, może mniej wokalne, bo aktorzy zbyt wiele muszą śpiewem opowiedzieć. "Chłopi" oszałamiają bogactwem i wyobraźnią, są niezwykle atrakcyjnym przedstawieniem, które aż się prosi o ponowne obejrzenie.

Jagna Reni Gosławskiej nie jest chłopką, nie pasuje do stereotypowych wyobrażeń wiejskiej dziewczyny i do zezwierzęconej, kierującej się prawem lasu, społeczności lipeckiej. Jagna potrafi zrezygnować z korzyści materialnych, które są sensem życia dla pozostałych (oddaje zapis na 6 morgów), lituje się nad biednymi, jak nikt inny we wsi, w której dzieci potrafią skazać na śmierć swoich rodziców. Pazerna matka skazuje ją na małżeństwo z mężczyzną, który mógłby być jej dziadkiem, mężczyźni wykorzystują swoją pozycję i uległość wiejskiej piękności, która nie potrafi się nikomu oprzeć. Gosławska stworzyła postać Jagny w kontrze do naszych oczekiwań, przez co jej cierpienie i ostateczny upadek są bardziej przejmujące. To nie wiejska dziewczyna, która niczym Jagienka potrafi orzechy łuskać wiadomą częścią ciała, ale wrażliwa, nieco wycofana, marząca o miłości czystej, nieszczęśliwa kobieta, skazana za swą urodę, za swą odmienność, jest zagrożeniem dla dla prymitywnej społeczności. Lipce to państwo patriarchalne, w którym kobieta nie ma żadnych praw (wyjątkiem potwierdzającym regułę jest Dominikowa), a mężczyźni są bezkarni. Jagna jest postacią tragiczną, a nie wiejską dziwką.

Przeglądanie się w lipeckim bajorze jak w polskim zwierciadle może prowadzić do głębokiej frustracji. Kościelniak nie pozostawia nam złudzeń: tacy jesteśmy. Obłudni, zawistni, pazerni i głupi. Kierują nami popędy i emocje, a nie rozsądek i zasady moralne. Sympatia, jaką ostatecznie darzymy niektóre postaci, jest podobna do tej, jaka towarzyszyła gangsterom z "Ojca chrzestnego". Świat przedstawiony jest okrutny i bezwzględny, ale to Polska właśnie.

Kościelniakowa ekipa niczym drużyna barona Munchausena po raz kolejny potwierdziła mistrzostwo. Piotr Dziubek to Ennio Morricone polskiego teatru; napisał blisko 3 godziny mieniącej się wieloma barwami muzyki, zawierającej kilka ewidentnych hitów (na pewno: "Lament Kuby", "Święty, święty, święty!...", "Ja bym chciała kiej dziedziczka...", "Jarmark w Tymowie" czy "Boryna posłał z wódką do Jagny..."). W superlatywach można się wyrażać także o Rafale Dziwiszu (teksty piosenek), Damianie Styrnie (scenografia), Katarzynie Paciorek (kostiumy) i Ewelinie Adamskiej-Porczyk (choreografia). Dariusz Różankiewicz z werwą prowadzi poszerzoną na tę okazję orkiestrę Teatru Muzycznego.

Po raz kolejny, po "Lalce", kreację u Kościelniaka stworzył Zbigniew Sikora i odniesienia do arcydzielnej prezentacji Tadeusza Fijewskiego są jak najbardziej zasadne. Antoni i Maciej Borynowie, którzy nieświadomie walczą o pozycję samca Alfa i względy Jagny, dają siłę i oparcie całym Lipcom, scenicznie Rafał Ostrowski (Antek) i Bernard Szyc (Boryna) tworzą mocarny tandem, na którym zawieszony jest cały spektakl. Wyjątkową postacią jest Anioł, grany przez odkrycie spektaklu, Maję Gadzińską. To postać, której w powieściowych "Chłopach" nie ma, a bez której niemożliwi byliby "Chłopi" sceniczni. To klasyczna, Kościelniakowa postać "metafizyczna", która tworzy warstwę metaforyczną, bez której spektakl byłby zdarzeniem codziennym. Sasza Reznikow w roli Księdza łączy w sobie jowialność i ludowość, które podlewa obłudą, Kowala, jednego z przedstawicieli lipeckiej middle class, bardzo wyraziście zaprezentował Krzysztof Wojciechowski, wykorzystując też okazję na popis wokalny. Potwierdzają talent Katarzyna Kurdej jako Wójtowa i Agnieszka Kaczor, której Dominikowa w innych czasach z pewnością zrobiłaby karierę w drapieżnym, bezwzględnym biznesie. "Chłopi" są przede wszystkim kreacją zbiorową. Reżyser chciał uhonorować każdego z solistów choćby małą partią, ale ze zrozumiałych względów nie wszyscy mogli dostać tyle, na ile zasłużyli. Szczególnie zabrakło mi nut dla niezwykłego barytonu Łukasza Dziedzica, chciałbym też więcej dla Jerzego Michalskiego i kilkorga innych.

Idźcie na "Chłopów", by się wzruszyć i zachwycić. Dostaniecie w jednym: najwyższych lotów rozrywkę i artystyczny przekaz - to kombinacja wyjątkowa i do obejrzenia obowiązkowa. "Chłopi" już trafili do historii polskiego teatru, a wy musicie tylko trafić do Muzycznego.

Piotr Wyszomirski
Gazeta Świętojańska
23 września 2013

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia