Odyseja małego Jasia

Władca Skarpetek" - reż. Jacek Timingeriu - Teatr Lalki i Aktora w Wałbrzychu

Schemat fabularny spektaklu „Władca skarpetek" w reżyserii Jacka Timingeriu z pozoru wydaje się prosty: mały Jaś poszukuje zaginionej skarpetki. Kiedy jednak okaże się, że akcję osadzono w „magicznym czasie, gdy mama i tata śpią", a duchy ożywiają domowe przedmioty, wędrówka chłopca przez kolejne pomieszczenia, od biblioteczki po piwnicę, stanie się ekscytującą przygodą.

Główny bohater przedstawienia zjawia się na scenie zrazu jako dorosły Jan (spóźniony „na premierę"), który wprowadza widzów w świat niezwykłych opowieści z dziecinnych lat. Jan (Zbigniew Koźmiński) chowa się zatem za lalką małego Jasia, użyczając mu swoich stóp (odzianych, rzecz jasna, tylko w jedną skarpetkę). Owo „rozdwojenie" bohatera okazuje się pierwszym z licznych, zaskakujących pomysłów inscenizacyjnych.

Mały Jaś, prowadzony przez duchy (czwórka aktorów ubranych w czarne kombinezony, wydające zabawne piski), przemierza domowe pomieszczenia, natykając się na ożywione (czy wręcz uczłowieczone) zabawki i sprzęty. Każda ze scen jest zresztą zamkniętym epizodem, do którego wstęp stanowi piosenka lub charakterystyczny rytm wybijany na przeróżnych przedmiotach (od patelni po gazety i książki).

Bohater rozmawia z kolejnymi postaciami, otrzymuje od nich wskazówki, jak odnaleźć zaginioną skarpetkę, gdzie i do kogo zwrócić się o pomoc. Na swojej drodze spotka przezabawne, wykreowane z wielką pomysłowością, postaci: wśród nich śpiewające słoiki z oczami na pokrywkach, mówiące książki (pana-kryminał i panią-romans), czajnik tęskniący za ukochaną-filiżanką, śmieciowe potwory czy...pralkę automatyczną (która „nie je dzieci, tylko brud"). Każdy z epizodów wprost skrzy się humorem: komizm słowny docenią na pewno dorośli widzowie, śledzący pilnie językowe „smaczki" (jak choćby tekst „nie pękaj!" wygłaszane przez słoiki).

„Władca skarpetek" to uczta dla ucha i oka. Rytm przedstawienia wyznaczają piosenki z muzyką Krzysztofa Pachołka i świetnymi tekstami Ewy Zielińskiej, śpiewane przez bohaterów. Zwraca uwagę również barwna scenografia Katarzyny Karmańskiej i Jacka Timingeriu: kontrasty ostrych kolorów (żółć, czerwień, zieleń) sprawiają, że wykreowana na scenie wizja dzieciństwa staje się prawdziwie bajkowa. Wykorzystanie ruchomych parawanów, sprawia zaś, że miejsce akcji zmienia się błyskawicznie (gdy aktorzy ustawiają czarne ściany w różnych konfiguracjach).

Sam pomysł ożywienia przedmiotów codziennego użytku stwarza pole do rozmaitych eksperymentów animacyjnych. Pralka automatyczna jest właściwie rozpiętą na sporej ramie białą płachtą z otworem, który, poruszany z tyłu przez aktorów, przypomina nie tylko obracający się bęben, ale i gigantyczne usta, pożerające ubrania. „Żywe" książki unoszą się niby na skrzydłach, poruszając papierowymi oczami. Śmieciowe potwory zaś mają ciała zrobione z kolorowych, szeleszczących worków na śmieci.

Wędrówkę małego Jasia przez – jak się okazuje – tylko pozornie znane przestrzenie, postrzegać można jako swoistą odyseję,która jest nie tylko przygodą, ale i drogą do zdobycia wiedzy o świecie. Spektakl ma bowiem ważny wymiar edukacyjny: uczy młodych widzów, że sprawdzonych wiadomości należy szukać w książkach, przypomina też o konieczności sprzątania i segregacji śmieci (bo – jak głosi refren jednej z piosenek - „porządek jest w porządku!).

Połączenie oryginalnej historii z ciekawą scenografią i piosenkami sprawia, że „Władcę skarpetek" ogląda się z otwartą po dziecięcemu buzią. Bo któż z nas nie marzył kiedyś, by porozmawiać z ukochanym pluszowym misiem lub ołowianym żołnierzykiem? Spektakl bardzo wiarygodnie – i pięknie – ożywia świat wyobraźni małego chłopca zdobywającego wiedzę o tym, że czasem sama droga jest ważniejsza niż cel, do którego dążymy.

Karolina Augustyniak
Dziennik Teatralny Wrocław
13 marca 2014

Książka tygodnia

Nekroperformans. Kulturowa rekonstrukcja teatru Wielkiej Wojny
Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego
Dorota Sajewska

Trailer tygodnia

Słowo o Jakóbie Szeli
Michał Kmiecik
Buntownik z wyboru czy z przymusu? Bo...