Ogród, wiersz i łopatka

Krakowski Salon Poezji z okazji Dnia Dziecka

Wiersze czytali Ewa Kaim, Natalia Strzelecka, Zbigniew W. Kaleta, Rafał Sadowski, Agnieszka Judycka, Karolina Kazoń i Katarzyna Zawiślak-Dolny. Pisze Paweł Głowacki w Dzienniku Polskim.

Niewiele większe od kotów dzieci, co dziesięć lat temu, u zarania Salonów Poezji, w finale pierwszego Salonu z okazji Dnia Dziecka recytowały wierszyki, marząc o nagrodzie - torbie pełnej cudowności - dziś mają czternaście, szesnaście lat. Kto wie, może nawet nieśmiało sposobią się już do dorosłości? Co z nimi dziś? Co im zostało z tamtej odległej godziny, kiedy słuchały, może pierwszy raz w życiu, wierszy na głos czytanych? Jeśli coś, to gdzie? W głowach? W żyłach? W nerwach? Jaki mają z tego pożytek? Utylitarnie - zerowy. Znów był Dzień Dziecka, w Salonie aktorzy - tym razem Ewa Kaim, Natalia Strzelecka, Zbigniew W. Kaleta, Rafał Sadowski, Agnieszka Judycka, Karolina Kazoń i Katarzyna Zawiślak-Dolny -- znów czytali i śpiewali, nowe koty znów słuchały, tym razem zdań Marii Konopnickiej.

Nie wiem, czemu akurat teraz, na ostatnim Salonie, aż tak mocno przypomniała się wielkiego Nabokowa odpowiedź na pytanie: "Po co czyta się literaturę"? Może dlatego tak mocno, że w teatrze odrodził się stary gen Służby Polsce i prawie wszyscy maniakalnie zmieniają teatr w społecznie użyteczny śrubokręt, którym naprawiają, co zepsute w ojczyźnie, kurażu sobie dodając świeżą wersją lewackiego aforyzmu "Traktorzystki na traktory!"? Może. A Nabokow odpowiedział: "Po nic". Po nic czyta się literaturę. I tak jest z obcowaniem ze sztuką wszelką. Gapienie się na portret jelenia, zdobiący jaskinię w Lascaux, nie pomogło naszym braciom włochatym dogonić jelenia realnego. Słuchanie fug Bacha nie załatwi ci roboty. "Myśliciel" Rodina nie zrobi z ciebie Kanta. "Słoneczniki" van Gogha nie wyleczą szalonych. Siedem tomów Prousta nie obróci się w osiedle domków dla kloszardów. Z "Osiem i pół" Felliniego nie spłynie na głowę twą osiem i pół miliona euro. Nie chce być inaczej: fantastycznie po nic się czyta, cudownie po nic się słucha, zachwycająco po nic się ogląda. Anna Dymna, twórczyni Salonów Poezji, dobrze o tym wie. I dlatego, wielbiąc wiosenne prace w swoim ogrodzie, nigdy, przenigdy nie robi z siebie kontestującej normalność kretynki i kwiatów nie okopuje tomikiem wierszy w twardych okładkach, tylko zawsze tą łopatką specjalną, przez normalnych ludzi skonstruowaną w celu wykonywania prac ogrodowych wiosną. Ufam, że cudownym kotom, co w niedzielę wsłuchiwały się w maestrię Konopnickiej, myśl ta potężna zostanie na życie całe. Że wiersz to wiersz, a łopatka to łopatka.

Paweł Głowacki
Dziennik Polski
6 czerwca 2014

Książka tygodnia

Amantka z pieprzem
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Grażyna Barszczewska, Grzegorz Ćwiertniewicz

Trailer tygodnia