Okaleczeni życiem

"Proca" - reż. André Hübner-Ochodlo - Teatr im. A. Mickiewicza w Częstochowie

Spektaklem "Proca" Nikołaja Kolady, w reżyserii André Hübnera-Ochodlo Teatr Atelier rozpoczął kolejne Lato Teatralne. Rozpoczął obiecująco. Zastanawiałem się po sobotnim przedstawieniu "Procy" Nikołaja Kolady w Teatrze Atelier, jak też zabrzmiałaby ta teatralna opowieść, gdyby opowiedzieć ją inaczej. Czyli jak? Realistycznie, werystycznie wręcz, nie starając się wzmocnić tego, co w samym tekście jest wystarczająco dobitne.

André Hübner-Ochodlo, reżyser tego przygotowanego w częstochowskim Teatrze im. Mickiewicza przedstawienia, poszedł inną ścieżką, zgodną ze swoim artystycznym temperamentem i także swoją wizją ludzkiego życia jako kłębowiska mrocznych emocji. Trzeba jednak przyznać, że Hübner-Ochodlo jak na siebie zachowuje się w roli reżysera "Procy" dosyć powściągliwie. Można wątpić, czy emocjonalne przerysowania pomogły tekstowi Kolady, ale nie można zaprzeczyć, że to mocny spektakl.

Kolada wybrał na bohaterów swojej sztuki bohaterów jakoś dla tego dramaturga typowych: ludzkie kadłubki, okaleczone na duszy i ciele, wiodące nędzne, niewarte życia życie, rozpaczliwie szukające w swojej ciasnej egzystencji uzasadnienia i nadziei. W "Procy" Kolada skumulował kilka na raz okaleczeń i wykluczeń. Główny bohater, Ilja (Adam Hutyra) jest beznogim inwalidą, żebrzącym co dzień pod sklepem na kolejną butelkę samogonu. Anton (Tomasz Włosok) wydaje się jego przeciwieństwem: to ubierający się w tenisowe biele paniczyk z dobrego, inteligenckiego domu. Trudno zrozumieć, co go przyciągnęło do brudnego, zapitego inwalidy, dopóki nie dowiemy się, że ten chłopak ma swoją ciemną stronę, że nie układa mu się z dziewczynami i te erotyczne niepowodzenia doprowadziły go do samobójczych myśli. Jest jeszcze Larysa (Iwona Chołuj), sąsiadka Ilji, o której możemy myśleć, że kocha Ilję tak, jak tylko potrafią kochać Rosjanki w rosyjskich książkach i dramatach: na umór, z całkowitym poświęceniem siebie - dopóki nie dowiemy się, że to dzielnicowa wywłoka, a jej poświęcenie jest wyrachowaniem, bo dybie na mieszkanie Ilji.

I tak to jest z bohaterami "Procy": to, co w nich dobre, okazuje się pozorem, a to, co brudne i złe, może ukrywać pod spodem piękno. Taki właśnie jest Ilja: ten nieszczęśnik, zapijający swoje przegrane życie samogonem, nie wyrzekł się jeszcze pragnienia czystości i niewinności. Uosobieniem tych ukrytych głęboko w jego duszy tęsknot staje się Anton. Młody chłopak obudzi w Ilji homoseksualną namiętność. Obaj przeżyją najpiękniejsze spotkanie w swoim życiu. Ale u Kolady nie ma łatwych happy endów: czystość zostanie zaraz unurzana w brudzie, nadzieja okaże się złudzeniem.

Między tym trojgiem dzieje się więc dosyć, by dramat układał się niejako sam z siebie. Nie do końca zaufał temu sam Kolada, dorabiając symboliczne rekwizyty (tytułową procę, z której Ilja strzela do ludzkich okien, żeby wziąć na kimś odwet za swoje życie). Zaś reżyser André Ochodlo nie zaufał tekstowi i to, co mocne, postanowił wzmocnić. Hutyra i Włosok muszą się więc np. przedzierać wielokrotnie przez to samo zadanie aktorskie: zagrania różnych stopni upojenia alkoholowego. Nie najgorzej sobie z tym radzą, ale nie na tym polega sukces przedstawienia. Wszystkie te dramaty okaleczonego ludzkiego życia rozgrywają się na naszych oczach w ciasnej, zapluskwionej norze mieszkanka Ilji (scenografię współtworzyli André Hübner-Ochodlo i Stanisław Kulczyk). Światło reżyserowane jest tak, że często na ścianach widzimy dwa cienie któregoś z bohaterów.

Tak, człowiek rzuca podwójny cień, jest dobry i zły zarazem. Duet Hutyra-Włosok tę podwójność zagrał. Mimo przerysowań brzmi to prawdziwie. I z całego spektaklu najmocniej pozostaje w pamięci.

Jarosław Zalesiński
Polska Dziennik Bałtycki
13 lipca 2016

Książka tygodnia

Starożytny teatr i dramat w świetle pism scholiastów. Leksykon
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Katarzyna Chiżyńska, Jadwiga Czerwińska, Małgorzata Budzowska

Trailer tygodnia

Miłość do trzech pomar...
Zbigniew Głowacki