Okiem Obserwatora: "Osy"

"OSY" - reż. Iwan Wyrypajew - Och-Teatr w Warszawie

Cały świat i wszystko co nas otacza składa się z formy i treści. Spektakle teatralne też! Zresztą właśnie w nich ta zależność, a właściwie współzależność jest szczególnie ważna. Jednym z najpoważniejszych wyzwań stających przed każdym reżyserem jest takie dopasowanie formy, aby współgrała z treścią. Tu otwiera się nieograniczone wręcz spektrum możliwości. Często próby tego mariażu przynoszą mierne efekty, ale na całe szczęście, w przyrodzie występują również takie przypadki jak ten, z którym mamy do czynienia w Och-Teatrze, na autorskim spektaklu "Osy", Iwana Wyrypajewa (autor i reżyser).

Jego opis zacząć trzeba od treści, czyli odpowiedzi na pytanie "O czym on jest?" No właśnie - o czym?

Małżeństwo i ich serdeczny przyjaciel, prowadzi rozmowę na luźne tematy, taką jakich wiele odbywa się przy okazji spotkań towarzyskich. W jej trakcie dochodzi do kontrowersji między Żoną (Sara - Magdalena Boczarska), a przyjacielem domu Donaldem [Dariusz Chojnacki]. Mąż (Robert - Marcin Dorociński) uważa ją za błahostkę, którą można i należy natychmiast wyjaśnić. I jak to często bywa w życiu, ta drobna pomyłka - tak mogło by się wydawać postronnemu słuchaczowi - staje się główną osią gigantycznego nieporozumienia/afery/awantury/kłótni/konfliktu itd., który w pewnym momencie osiąga taki stopień absurdu, że już kompletnie nie wiadomo gdzie jest prawda, gdzie fałsz? Kto mówi prawdę, a kto kłamie i dlaczego? Jakie są przyczyny tego kłamstwa i kto ma w tym interes i jaki - żona, czy przyjaciel?

Wszystkie trzy osoby dostają wystarczająco dużo czasu aby przedstawić swoje racje, a każda z nich, gdyby je przyjąć z osobna, wydawałaby się tą jedyną, prawdziwą. No ale gdy widzowi wydaje się, że wyjaśniło się już wszystko, okazuje się, że interlokutor przedstawia krańcowo różną i równie wiarygodną wersję. Nic dziwnego, że mąż / Robert miota się coraz bardziej bezradny i nic nie rozumiejący.

I tu dochodzimy do zasygnalizowanego na wstępie drugiego elementu spektaklu, czyli formy.

Muszę przyznać, że w pierwszych scenach byłem nią mocno zaskoczony i starałem się dociec "o co tu chodzi"? Dlaczego jest, tak jak jest? Po co aktorzy grają, tak jak grają? A gdy nic się nie zmieniało, stwierdziłem, że ta forma nie za bardzo mi odpowiada! Jednak w miarę upływu czasu i rozwoju sytuacji, propozycja Wyrypajewa zaczęła mnie wciągać, a gdzieś tak od jednej trzeciej spektaklu uznałem, że jest ona jedyną możliwą do zastosowania! W przeciwnym razie, gdyby spektakl grany był konwencjonalnie, szybko przerodziłby się w jakąś ramotę pseudo filozoficzną, włoską tragifarsę, krwawą rzeźnię psychologiczną, lub coś w tym rodzaju. A tak, "Osy" z każdą minutą wciągały mnie coraz bardziej i ten sposób grania aktorów wydaje mi się jedynym możliwym do zastosowania.

Niestety nie mogę opisać go szczegółowo, bo to muszą Państwo sami zobaczyć i ocenić. W każdym razie uchylę rąbka tajemnicy, że bohaterowie nie rozmawiają ze sobą face-to-face. Nawet nie za pośrednictwem modnych znowu małych mikroportów, nazywanych kiedyś "madonnami" (zaczepiony na uchu cienki drucik z mini mikrofonikiem przed ustami i zasilaczem okrytym w kostiumie) i udających, że ich w ogóle nie ma. Nie! W tym spektaklu aktorzy porozumiewają się za pomocą dużych, mających swoja wagę, doskonale widocznych, bezprzewodowych mikrofonów. To warunkuje sposób podawania tekstu. Ani razu nie ma równoczesnego mówienia: po kolei, każdy wygłasza swój tekst z należytym namaszczeniem, czy często wręcz z emfazą. Przez cały spektakl, wszyscy mają co najmniej jedną rękę zajętą mikrofonem, co w zasadniczy sposób ogranicza ich ekspresję ruchową i wpływa na sposób zachowania się na scenie.

Nie ma bezpośredniej rozmowy, nawet w sytuacji ostrego sporu. Jest przesyłanie komunikatów, formułowanie myśli i stanowisk w sprawie, wygłaszanie manifestów i prawd życiowych, itd. Bohaterowie zachowują się zupełnie tak, jakby rozmawiali ze sobą za pomocą messengera, skypa, gadu-gadu, czy jeszcze innego komunikatora lub, jak nie przymierzając na filmach z czasów II wojny światowej: komunikat - odbiór - komunikat - odbiór - komunikat itd.

O tym, że w dzisiejszych czasach sztuka prowadzenia bezpośrednich rozmów zanika całkowicie, że młodsze roczniki (ale nie tylko one!) wymieniają myśli i poglądy (jeżeli je w ogóle mają) głównie za pomocą wspomnianych przed chwilą gadgetów technologicznych, nie trzeba nikogo myślącego przekonywać! Wystarczy wyjść na ulicę, czy przez chwilę poprzebywać w większym gronie ludzi, żeby doświadczyć tego osobiście. Ze wszystkich stron jest się potrącanym przez odklejone od rzeczywistości zombi, całkowicie pogrążone w wirtualnym świecie, tzn. wpatrzone w większy lub mniejszy ekranik i wygłaszające w jego kierunku (gdzieś tam ukryty jest mini mikrofonik) jakieś teksty, w podobny sposób jak to robią bohaterowie w "Osach". Zupełnie inna jest artykulacja i ekspresja w czasie rozmowy twarzą w twarz, a zupełnie inna gdy odbywa się ona za pośrednictwem cudów techniki.

Ja osobiście bardzo nad tym ubolewam, ponieważ żadna transmisja on-line, żaden komunikator z najnowszą technologią audiowizualną, nie zastąpi kontaktu z żywym człowiekiem. I bardzo cieszę się, że mogłem zobaczyć spektakl, w którym ten problem został pokazany, chociaż formalnie jest on zupełnie o czymś innym.

A trójka aktorów biorących w nim udział, chociaż postawiono przed nimi trudne zadanie, wywiązała się z niego znakomicie!

Krzysztof Stopczyk
www.kulturalnie.waw.pl
31 stycznia 2019
Portrety
Iwan Wyrypajew

Książka tygodnia

Trening fizyczny aktora. Od działań indywidualnych do zespołu
Wydawnictwo Biblioteki PWSFTviT
Rodowicz Tomasz, Jabłońska Małgorzata, Toneva Elina

Trailer tygodnia