Okres próbny

"Sztuka" - reż. Robert Czechowski - Lubuski Teatr w Zielonej Górze

Spektakl „Sztuka" w reżyserii Roberta Czechowskiego, został wystawiony na scenie kameralnej Teatru Lubuskiego. Przy wejściu do sali, na ścianach wiszą obrazy, są to białe blejtramy, a pod każdym z nich znajduje się tytuł, ale widzowie przed spektaklem ich nie doceniają, jeszcze nie. Mijają płótna obojętnie jak mija się bezpańskie zwierzęta i przejęci zajmowaniem miejsc szybko zapominają, że w ogóle je widzieli. Na scenie już obecni są aktorzy, czekają na sygnał, aby rozpocząć sztukę.

Tekst Yasminy Rezy to opowieść o spotkaniu trzech mężczyzn, których łączy wieloletnia przyjaźń. Jeden z nich- Serge (Wojciech Romańczyk), kupił właśnie obraz, jest to pomalowany na biało kawałek materiału, z ukośnymi białymi paskami, na którym pojawiają się „różne odcienie bieli i szarości". Ponadto dzieła nie należy oprawiać w ramę- tego życzył sobie autor. Spotkanie przyjaciół odbywa się w domu Serge'a, gdzie Marc (Robert Kuraś) i Yvan (James Malcolm) mają okazję zobaczyć świeżo zakupiony obraz. Okazji takiej nie mają widzowie, dla których obraz istnieje tylko w wyobraźni, znajduje się bowiem gdzieś w przestrzeni ponad ich głowami, w umysłach aktorów. Powoduje to, że owa „sztuka" pozwala widzom pozostać obiektywnymi odnośnie do dzieła, ale też pozostawia pole do stworzenia obrazu samodzielnie.

Sceniczny dom Serge'a jest niezwykle kolorowy, wygląda jak pokój dla dzieci. Na regałach stoją roboty, lampy z lawą i plastikowe misie. Półki ustawione są we wszystkie strony i wymyślnie pomalowane, oprócz tego z sufitu zwisają złote zasłony. Gdzie się znaleźliśmy? Czy tak wygląda pokój dorosłego, poważnego mężczyzny? Być może wystrój pokoju to symbol zdziecinnienia nie tylko Serge'a, ale też dzisiejszych mężczyzn w ogóle, a może nie jest to zdziecinnienie, ale właśnie sztuka, której tak zagorzale broni Serge. To nie jedyna ekstrawagancja na jaką sobie pozwala. Przyjmuje on gości w szlafroku, mimo, że jak wynika z rozmowy, spotkanie było ustalone już wcześniej, miał więc czas na odpowiedniejszy ubiór, ale nie, on pozuje na artystę, krytyka sztuki, konesera, musi więc zachowywać się ekscentrycznie, jak na artystę przystało. Czytuje Senekę i kupuje drogie obrazy, których przesłania nikt nie rozumie, może też przyjmować gości w szlafroku- bo dlaczego nie?

Z pozoru nieistotny fakt zakupu obrazu, staje się przyczyną burzliwej dyskusji między bohaterami. Marc nie może pojąć, że jego przyjaciel wydał fortunę na biały obraz i nie omieszka powiedzieć mu o tym w dobitnych słowach. Serge z kolei konsekwentnie trzyma się swojego zdania- ten obraz to dzieło sztuki. W tym wszystkim pojawia się Yvan, który chce być mediatorem pomiędzy nimi, ale przytłaczają go jego własne problemy. Całe zdarzenie jest punktem wyjścia do rozmowy na temat tego co jest sztuką, a co nią nie jest, czy przy interpretacji sztuki możemy pozostać obiektywni wobec niej, ale też czy osoba autora wpływa na odbiór dzieła (i jego cenę). To białe płótno to w rzeczywistości biała karta, na której bohaterowie malują swoje emocje i skrywane przez lata opinie, ale też wątpliwości odnośnie do sensowności ich przyjaźni w ogóle.

W trakcie rozmów, przyjaciele popijają drinki i pykają sziszę, sprawiając wrażenie, jakby w gruncie rzeczy nic ich nie obchodziło. Czy są obojętni, a może są po prostu „dziećmi swojej epoki", których nic nie może wyprowadzić z równowagi, których nic nie interesuje, którzy są często bierni wobec życia? Co jakiś czas jeden z nich zasiada w fotelu by z okularami przeciwsłonecznymi na nosie i popcornem w ręku przysłuchiwać się rozmowie pozostałej dwójki z niewzruszonym dystansem godnym filmowego widza.

Marc w poszukiwaniu poplecznika dzwoni do Yvana, chce się dowiedzieć jaka jest jego opinia na temat nabytku Serge'a. Yvan ma jednak tolerancyjny charakter, nie chce urazić żadnego z nich. Rozmowa między przyjaciółmi odbywa się poprzez mikrofony stojące na scenie, służą one do wzmacniania wypowiedzi bohaterów, ale są też symbolicznymi telefonami- może jest to też aluzja do świata, w którym każda rozmowa może być podsłuchiwana. Bardzo spodobał mi się właśnie ten sposób wykorzystania mikrofonów- jako swego rodzaju aparatów telefonicznych, podczas rozmowy Marca z Yvanem. To, co aktorzy robią w tej scenie jest naprawdę godne uwagi. Nie tak łatwo prowadzić rozmowę telefoniczną na scenie nie używając nienaturalnie długich wyrażeń, ale też nie odpowiadać cały czas takim samym tonem głosu. Potrafili też uchwycić zabawny ton całej rozmowy. Podobną sztukę udało się powtórzyć Jamesowi Malcolmowi w scenie, kiedy opowiada o problemach z zaproszeniami ślubnymi- bo Ivan niedługo bierze ślub, ale czy jest z tego powodu szczęśliwy? Nie, jest przerażony, schudł cztery kilo. To kolejna z emocji, o jakich istnieniu bohaterowie uświadamiają sobie dopiero podczas wspólnej rozmowy.

W gruncie rzeczy Yvan jest postacią tragiczną. Męczą go przygotowania do ślubu, stał się płaczliwy i niepewny, od sześciu lat chodzi na terapię, nie może dojść do ładu z zaproszeniami ślubnymi i obecnością na nich (lub nieobecnością) nazwisk rodziców i macoch, jest zdominowany przez narzeczoną, przyjaciele szczerze odradzają mu ślubu, a on chce udowodnić im, że „ma jaja", że potrafi podejmować ważne decyzje. Zasłyszał też przez przypadek, że w odniesieniu do ich znajomości któryś z przyjaciół użył sformułowania „okres próbny". Czy w obliczu takiej informacji można spojrzeć na minione lata i stwierdzić, że była to przyjaźń prawdziwa? Czy można też patrzeć wstecz bez żalu, wiedząc, że dla pozostałych, przyjaźń była tylko „okresem próbnym"? Na to pytanie odpowie nam Yvan, który po takim wyznaniu po raz kolejny wpada w rozpacz.

„Sztuka" kończy się bez konkretnej puenty. Widzowie opuszczają już teatr i znów mijają te same obrazy, ale tym razem są ciekawi, zatrzymują się, przyglądają tytułom pod białymi płótnami i zastanawiają: czy jest to sztuka? Co możemy nazwać „sztuką"? Czy opinię w tej dziedzinie należy pozostawić tylko ekspertom, koneserom, czy jako odbiorcy też mamy prawo do wyrażenia swojego zdania?

Dawno nie oglądałam spektaklu tak równego aktorsko, w którym nie byłoby słabego ogniwa. W pamięci zapadła mi scena, kiedy Serge wskazuje Marcowi drogę, mówi „przód", „tył", „w lewo", a ten idzie niepewnie, chwytając się dłońmi napotkanych mebli, jakby w nadziei, że wskażą mu drogę lub chociaż uchronią przed upadkiem. Równie dobra była scena, w której Yvan opowiada o swojej rozmowie z matką i narzeczoną, naśladując raz jedną raz drugą. To właśnie taki poziom aktorstwa, takie sceny powodują, że sztuka ma szanse zostać zapamiętana.

Reżyseria: Robert Czechowski, Scenografia, kostiumy: Adam Łucki, Opracowanie muzyczne: Damian neogenn Lindner, Obsada: James Malcolm- Yvan, Robert Kuraś- Marc, Wojciech Romańczyk- Serge.

Teresa Wysocka
Dziennik Teatralny Zielona Góra
17 marca 2022

Książka tygodnia

Czas zdrajców
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Marek Krajewski

Trailer tygodnia