Okrutna baśń

"Kumernis czyli o tym, jak świętej panience broda rosła" - reż. Agata Duda-Gracz - Teatr Muzyczny w Gdyni

Jeśli akurat nie mamy dzieci, to jako dorośli ludzie raczej rzadko czytamy baśnie. One uczyły nas w przeszłości i uświadamiały pewne prawdy, dotyczące funkcjonowania naszego świata.

Agata Duda-Gracz wzięła na warsztat legendę o świętej Kumernis, z której uczyniła współczesną baśni, przekładając ją na język sceniczny. Wybrane motywy składają się na piękną i straszną opowieść – świetnie zagrany i fantastycznie przygotowany spektakl „Kumernis, czyli o tym, jak świętej panience broda rosła".

Kiedy zajmujemy miejsca, krzesła toną w niebieskim świetle, a na scenie, wokół konstrukcji wielkiego, metalowego krzyża tłoczą się ludzie. Na krzyżu jest młoda dziewczyna, której postaci pomagają zejść. Po chwili okaże się, że to mieszkańcy wioski – typowej, polskiej wsi, na którą (jak w tytule filmu Sasnala) „Z daleka widok jest piękny". Na początku wszystko wydaje się proste i beztroskie – jak rozmowa dzieci. Jednak z czasem na wierzch wychodzi patologia małej społeczności. Społeczności, która teoretycznie mówi jednym głosem, ponieważ cała muzyka opiera się na pieśniach lub utworach bez słów, wykonywanych jedynie za pomocą ludzkiego głosu przez wszystkich aktorów. Efekt jest niesamowity.

Święta Panienka Kumernis ma dwie przyjaciółki – niedorozwiniętą Ludkę i bitą przez ojca Świętą Benwenutkę. Dziewczęta dorastają razem w trudnym, niebezpiecznym i nienormalnym świecie, z którym nie radzą sobie też ich rodzice. Wszyscy mieszkańcy noszą przydomek „święty". Tym sposobem mamy Świętego Jeremiasza, Świętego Izydora itd., jednak żaden z nich nie zasługuje, żeby mieć aureolę nad głową. Duda-Gracz pokazuje stereotypowy obraz polskiej wsi z wszechobecnymi gwałtami, rozpustnymi zabawami w remizie i życiem w oparach alkoholu. To rzeczywistość, w której kobieta jest poniewierana przez męża, ojca lub chłopaka i zgadza się na to, uważając to za coś zupełnie normalnego.

Całość dzieje się w obrębie monumentalnej scenografii, która przypomina gigantyczną ścianę z oknami. Dzieli ona głęboką scenę na pół, stanowi też obraz mieszkań – małych, oddzielnych światów, w których żyją poszczególne rodziny. W wielkiej przestrzeni cały czas niosą się głosy ludzkie – słowa szeptane, śpiewane, mówione. Właściwie nie ma ciszy. Na scenie panuje raczej półmrok, a z tego półmroku wyłaniają się tylko ci, którzy biorą udział w danej scenie. Ogląda się to jak pięknie skonstruowaną, zaskakującą, okrutną baśń, której trzeba potraktować jako metaforę. Wśród chaosu i patologii rodzi się miłość – Kumernis kocha Młodzieńca Świętego Cyryla, jednak burzliwe są dzieje także ich uczucia, ponieważ chłopak serce swe powierzył również Bogu.

Co to za świat, w którym zrozpaczona dziewczyna idzie na łąkę, porozmawiać z inwentarzem? Co to za świat, w którym Wołek Święty Polny jest mądrzejszy od ludzkiej matki czy staje się większym autorytetem niż ojciec? Co to za świat, w którym Kogutek Święty Napłotny rozbija pielęgnowane wcześniej jajo ze swoim niewyklutym jeszcze kurczęciem? Kumernis gubi się w rzeczywistości, której nie rozumie i nie radzi sobie z emocjami dorastania. Jest jak dziecko z wielopiętrowego bloku, które samo siedzi na wielkim podwórku i patrzy na świat. Z czasem życie staje się trudniejsze, bo człowiek zaczyna coraz więcej zauważać w sobie i wokół siebie. Jednak wiedza nie zawsze jest błogosławieństwem.

Na koniec cała radość zostaje starta na proch. Z każdą kolejną sceną, które płynnie przechodzą jedna w drugą, coraz mniej mamy powodów do śmiechu. Scena pokrywa się mrokiem, ludzie sukcesywnie znikają – jest prawie pusto, a Święty Kamień Wołający opowiada o tragicznej śmierci Cyryla. Leżąca na scenie Kumernis budzi się – przeżyła ciężką próbę: Bóg jednak ją wyratował. Za to szybko orientuje się, że nie ma już dla kogo żyć. Chce, żeby Cyryl znów na nią nakrzyczał, kiedy przebierze się za Jezusa, ale to się nie stanie. Zrozpaczona wchodzi na metalową konstrukcję w formie krzyża. Wszystko może zacząć się od nowa.

Ruchomy obraz trwa, a widownia znów oblana jest niebieskim światłem. Nieśmiało klaszcząc można wyjść, ale piękna i smutna historia Kumernis zostanie w pamięci na długo. To nie jest opowieść jedynie o kobietach, które w dzisiejszym świecie nadal są często osaczane przez mężczyzn. To również metafora dorastania w okrutnym świecie, w którym nic nie przychodzi łatwo, nie jest oczywiste, a sami jesteśmy często zaplątani w rodzinno-sąsiedzkie koligacje, których nie rozumiemy. Agata Duda-Gracz w „Kumernis..." uświadamia, że życie w hermetycznej społeczności, z której nie potrafimy się wyrwać nie prowadzi do niczego dobrego. Natomiast jeśli my sami nie potrafimy przekroczyć granic stworzonego nam świata – możemy zginąć.

Joanna Marcinkowska
Dziennik Teatralny Kraków
17 grudnia 2016
Portrety
Agata Duda-Gracz

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia