Opera? Si! zagląda do Francji

Rozmowa z Jerzym Snakowskim

- Najpopularniejszym kompozytorem XIX wieku nie był Wagner, nie był Verdi, a Meyerbeer. Ludzie mieli bzika na jego punkcie. Dziś kompletnie nikt nie zna tej muzyki. Chcę wygrzebywać takie ciekawostki - mówi Jerzy Snakowski, twórca i prowadzący cyklu "Opera? Si!", który po raz dziewiąty rusza w Operze Bałtyckiej 22 października. Spotkania z tego cyklu odbywać się będą raz w miesiącu przez cały sezon. Rozmowa Łukasza Rudzińskiego w portalu trojmiasto.pl.

Łukasz Rudziński: Sezon francuski to i "Opera? Si!" zwróci się stronę kraju nad Sekwaną?

Jerzy Snakowski: Opera francuska stwarza większe możliwości niż opera włoska, która była tematem poprzedniego sezonu w Operze, więc również myślą przewodnią ubiegłorocznych spotkań z cyklu "Opera? Si!". To prawda, że opera kojarzy się głównie z Włochami, ale niesłusznie. Przecież Paryż był przez długi okres światową stolicą kultury. Wszyscy włoscy kompozytorzy - Dionizetti, Verdi, Spontini - odnosili sukcesy we Włoszech, ale marzyli o podbiciu Paryża. Dlatego umizgiwali się do publiczności w Paryżu, która była bardzo kapryśna - raz wynosiła ich na piedestał, a potem bez pardonu ich z tego piedestału zwalała. Opowieść o operze we Francji to opowieść o wielkich nadziejach, porażkach... to trochę jakby opowiadać dziś o aktorach, którzy jadą do Hollywood - zostają kelnerami, później gwiazdami, a czasem gwiazdami nigdy nie zostają i wracają do domu. Tak samo było z kompozytorami. Do Paryża walili wszyscy - nawet nasz Moniuszko dwukrotnie jechał tam w nadziei, że mu się uda.

Jacques'owi Offenbachowi, o którym opowiesz 5 listopada, się udało, choć nie był Francuzem, podbił Paryż i światową operetkę.

- To fakt, ale za niebycie Francuzem Offenbach dostał niezłe cięgi. Francja go pokochała, ale do czasu. Do czasu, aż nie zmieniła się sytuacja polityczna. Publiczność jest strasznie kapryśna i to jest świetny temat do opowieści. Nie tylko o kompozytorach, ale też o publiczności. Sarah Bernhardt mówiła, że publiczność to stugłowy potwór. Jesteśmy tym stugłowym potworem, który w każdej chwili może odgryźć im głowę.

Już 22 października opowiesz o Paryżu, a w grudniu miłość za pieniądze. Jakie jeszcze tematy podejmiesz w tegorocznym "Opera? Si!"?

- Będę mówił o kolosach na glinianych nogach. Paryż to moda, także moda na kompozytorów. Opowiem o nazwiskach, które w XVIII, XIX wieku budziły dreszcz podniecenia, a dzisiaj kompletnie nic nie mówią. Tacy twórcy jak Gaspare Spontini czy Giacomo Meyerbeer. Najpopularniejszym kompozytorem XIX wieku nie był Wagner, nie był Verdi, a Meyerbeer. Ludzie mieli bzika na jego punkcie. Dziś kompletnie nikt nie zna tej muzyki. Chcę wygrzebywać takie ciekawostki.
- Będzie też spotkanie o "Carmen", a raczej o jej twórcy. Melomani kojarzą operę "Carmen", część z nich wie, że to opera francuska, a nie włoska. Jeszcze mniej osób ma pojęcie, że skomponował ją Bizet. Ale jeśli zapytać jak miał Bizet na imię, to nie wie już prawie nikt, zaś szczegóły jego biografii właściwie pozostają nieznane. A okazuje się, że miał fascynującą biografię - był jednym z niewielu ludzi na świecie, którzy świetnie dogadują się ze swoją teściową. Planuję też m.in. spotkanie poświęcone Claude'owi Debussy, autorowi niegrywanej u nas opery "Peleas i Melisanda".

Będzie też polski akcent?

- Oczywiście. Muszę przecież wytłumaczyć obecność "Hrabiny" Stanisława Moniuszki w sezonie francuskim. I zrobię to bez problemu, bo to faktycznie opera napisana pod wpływem francuskich idei, prądów i po pobycie Moniuszki w Paryżu. Kompozytor porozglądał się po Paryżu i pomyślał, że bardzo chętnie napisałby operę, która byłaby tam wystawiona. Napisał więc "Hrabinę". Jednak Paryż się nią nie zainteresował.

Formuła spotkań ulegnie zmianie?

- Opera? Si! to przedsięwzięcie tworzone bardzo szybko. Nie ma właściwie czasu na próby, wiele elementów jest improwizowanych i jak sądzę na tym też polega urok tych spotkań. Jako prowadzący niczego nie gram, nie uczę się tekstów, staram się reagować na publiczność. Żebym ja nie zwariował i stali widzowie się nie znudzili, muszę oczywiście wprowadzać pewne zmiany. Najważniejsze jest, żeby każde spotkanie miało odpowiednią dramaturgię i tempo. Zależy mi na tym, żeby to nie był wykład, ale też żeby to nie był koncert. Dwa lata temu bawiliśmy się w układanie słownika operowego, była to forma "scenopedii". W tym roku zadbałem o to, żeby pojawiały się miniscenki, żeby wszystko miało określoną dramaturgię.
Uważam, by nie było zbyt wiele teatralizacji, bo nie ma na to specjalnie czasu. Mam też ambicje, by nie wałkować w kółko trzech numerów, które publiczność lubi - "Habanera", "Libiamo ne' lieti calici", "Va, Pensiero" - zawsze na Opera? Si! daję te dwa, trzy numery, których nikt nie zna. Nie ograniczamy się tylko do historii, choć na pewno będzie sporo wątków biograficznych i ciekawostek historycznych. Zamierzam wprowadzać elementy współczesne - np. 22 października połączymy się przez Skype'a z wybitnym basem Rafałem Siwkiem, który śpiewa w Operze Paryskiej.

Po co przyjść na "Operę? Si!"?

- Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie jednym zdaniem. Jeśli ktoś chciałby przeczytać jedno zdanie, by się przekonać do opery, to nie tędy droga. Opera jest dla tych, którzy mają czas i dla tych, którzy chcą wyhamować. "Opera? Si!" również. Moje spotkania to nie jest substytut opery, tylko forma zachęcenia do opery i swoje zadanie uważam za wykonane nie wtedy, kiedy opada kurtyna "Opera? Si!", tylko wtedy, gdy widzów mojego cyklu widzę wieczorem na spektaklu.

___

"Opera? Si! Paryż dotarłeś do celu" opera / operetka, wykład / prezentacja, 22 października 2017 (niedziela) godz. 12:00, Gdańsk, Opera Bałtycka: wystawy, spotkania.

Łukasz Rudzińsk
www.trojmiasto.pl
23 października 2017
Portrety
Jerzy Snakowski

Książka tygodnia

Iłła. Opowieść o Kazimierze Iłłakowiczównie
Wydawnictwo Marginesy
Joanna Kuciel-Frydryszak

Trailer tygodnia