Opera z torebką Tinkyego Winkyego

"Napój miłosny" - reż: Michał Znaniecki - Opera Wrocławska

Spektakularne superwidowiska operowe stały się już wizytówką Wrocławia. Tym razem 20 tys. widzów zobaczyło i usłyszało "Napój miłosny", jedną z najbardziej popularnych oper Gaetano Donizettiego.

Po sukcesie "Giocondy" Ponchiellego, którą nad brzegami Odry obejrzało w 2003 roku ponad 30 tys. widzów, Opera Wrocławska przywraca tradycję Letniego Festiwalu Operowego. Tym razem jako miejsce zdarzeń wybrano Pergolę w parku Szczytnickim, tuż przy Hali Ludowej, gdzie wystawiono "Napój miłosny". 

Spektakle plenerowe mają długą tradycję sięgającą początków XX stulecia - by wymienić teatr rzymski w Weronie, amfiteatr we francuskim Orange czy spektakle nad Jeziorem Bodeńskim w Bregencji w Austrii. Warto pamiętać, że sopocka Opera Leśna swego czasu gościła festiwale wagnerowskie. W Polsce idei połączenia otwartej przestrzeni z operą pozostaje wierna jedynie Ewa Michnik, dyrektor Opery Wrocławskiej. Ogromne ryzyko takich przedsięwzięć mimo wszystko się opłaca. 

I choć do wrocławskich produkcji można mieć wiele zastrzeżeń, jedno wydaje się pewne: Pergola świetnie przyjęła Donizettiego. 

Największym sukcesem Michała Znanieckiego - polskiego reżysera, który wystawia w Europie Zachodniej, w marcu pokazał "Cyrano de Bergerac" Franco Alfano w Walencji z udziałem Placida Domingo - było pełne zaadoptowanie przestrzeni Parku na Pergoli, w konsekwencji zaś stworzenie prawdziwie interaktywnego spektaklu, w którym ważne było zarówno to, co dzieje się na głównej scenie, jak i to, co wokół niej.

Scenę - 150 na 200 metrów - zamienioną w wioskę rybacką, zbudowano pośrodku akwenu wodnego. Wyspę połączyły z "lądem" pomosty. Przestrzeń zamykała pergola, w którą wmontowano 50 ekranów. Akcja rozgrywała się na wyspie, ale także w wodzie i za stanowiącą swoistą transparentną, kolorową kurtynę pergolą. Znaniecki stworzył widowisko z rozmachem: rybacy stawiają sieci w wodzie, Nemorino dopływa do swej ukochanej Adiny łódką, Dulcamara - wędrowny lekarz szarlatan - przylatuje balonem, dookoła stawu rezydują w namiotach żołnierze.

Powstał spektakl, który wabił oko ładnymi strojami i przyjaznym, nasyconym zielenią i fioletem oświetleniem (zwłaszcza początek II aktu). A do tego jeszcze gagi, których Znaniecki nam nie szczędził - w II akcie Dulcamara pojawia się we fioletowym kostiumie, z czerwoną torebeczką Tinky Winky. Reżyser, co istotne, tworząc taki spektakl, nie zapomniał o głównych bohaterach. Wprawdzie z kameralnej opery Donizettiego nie pozostało wiele, ale nie zgubiono tego, co najważniejsze - opowieści o ludziach, uczuciach i sposobie ich wyrażania. 

Strona muzyczna superwidowiska schodzi, niestety, na dalszy plan - nagłośniona orkiestra, trudne do ujarzmienia echo, śpiewanie do mikroportów, które czasami zawodzą i zniekształcają głos. Albo dostosowujemy nasze uszy do odbioru "amplifikowanej" orkiestry, albo nic tu po nas. Poza tym koordynowanie takiego przedsięwzięcia, z technicznego punktu widzenia, jest piekielnie trudne. "Napój miłosny" zabrzmiał we Wrocławiu w międzynarodowej obsadzie, w której wyróżnili się Włoszka Maria Constanza Nocentini (Adina), Amerykanin Gregory Turay (Nemorino) oraz zabawny Bogusław Szynalski w roli Dulcamara. Choć odbiór solistów, w sterylnych teatralnych warunkach byłyby zapewne inny.

Ewa Michnik snuje plany, chce by "Napój miłosny" był pierwszym krokiem ku powstaniu we Wrocławiu letniej sceny operowej. Podczas pierwszego spektaklu operę obejrzało ponad 3 tys. osób. Jeżeli frekwencja się utrzyma - a pogoda dopisze - spektakl łącznie, na sześciu pokazach, obejrzy niemal 20 tys. widzów. 

Za rok, w tym samym miejscu, na wyspę w parku Szczytnickim ma przybyć Otello.

Jacek Hawryluk
Gazeta Wyborcza
18 czerwca 2007

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia