Operetkowe szlagiery bez ognia

"Kocham operetkę: Mów mi "Ty"!" - reż. Tomasz Podsiadły - Opera Bałtycka w Gdańsku

Po ciepło przyjętych przez publiczność koncertach wakacyjnych zdecydowano się kontynuować w Operze Bałtyckiej program operetkowy. Koncerty z cyklu "Kocham operetkę" składają się z największych operetkowych szlagierów, promując przy okazji bieżący repertuar Opery. Jednak poprawna pierwsza część i udana druga październikowej odsłony cyklu (powtórka w sobotę 21 października) nie porwały niezbyt licznej widowni.

Konwencja zaproponowana przez reżysera i prowadzącego koncerty Tomasza Podsiadłego znana jest z okolicznościowych gal Opery Bałtyckiej - artyści występują na tle projekcji (częściowo również znanych z poprzednich koncertów). Publiczność drugiej odsłony "Kocham operetkę" (pierwsza odbyła się we wrześniu) przywitano uwerturą do "Barona cygańskiego" z pocztówkowymi zdjęciami Paryża w tle.

Niemal cały program składał się z najbardziej znanych partii z "Barona cygańskiego" oraz "Zemsty nietoperza" Johanna Straussa (syna), uzupełnionych dwoma utworami z "Nocy w Wenecji" Straussa, dwoma tańcami umożliwiającymi zaprezentowanie baletu Opery Bałtyckiej oraz słynną arią ze śmiechem, "Pericholą" Jacquesa Offenbacha. Pustą scenę, poza grą świateł, urozmaicała jedynie garderoba, zgrabnie zaaranżowana z tyłu sceny i "chowana" za przesłonami, na których wyświetlane były projekcje. Od czasu do czasu nad sceną pojawiał się efektowny żyrandol zapożyczony z opery "Traviata".

Soliści - Anna Fabrello (sopran), Gabriela Kamińska (sopran), Łukasz Gaj (tenor), Ryszard Smęda (bas), podobnie jak orkiestra, prowadzona przez Jerzego Wołosiuka, rozkręcali się z utworu na utwór. Po dość smętnym "Wielka sława to żart" (w wykonaniu Łukasza Gaja), przeciętnej arii Żupana (Ryszard Smęda) i niezbyt przekonującym duecie "Kto ślub dał nam" (Łukasz Gaj, Gabriela Kamińska) ożywienie wprowadził zespół baletu, z bardzo dobrym tańcem na puentach w wykonaniu solistki baletu Min Kyung Lee w towarzystwie Michała Lewandowskiego podczas czardasza z operetki "Ritter Pásmán".

Najzabawniejszym momentem pierwszej części koncertu był jednak marsz z III aktu operetki "Baron cygański" w wykonaniu Chóru Opery Bałtyckiej, dowcipnie wyreżyserowany przez Tomasza Podsiadłego. Później z dużym wdziękiem "Pericholę" wykonała Anna Fabrello.

Jednak to, co najlepsze, czekało widzów po przerwie. Mocnym punktem była już uwertura do "Zemsty nietoperza" na otwarcie tej części wieczoru, bardzo dobrze zagrana przez orkiestrę. Potem Gabriela Kamińska wspólnie z Łukaszem Gajem i Anną Fabrello rozbawiła publiczność dobrze zagranym i zaśpiewanym tercetem "Ach, jakże mi serduszko drży". Jednak prawdziwy popis aktorstwa dał Ryszard Smęda, brawurowo wykonując monolog Frocha z III aktu "Zemsty nietoperza". Efektownie polkę "Tritsch Trasch" zatańczył również zespół baletu (szczególnie dobrze wypadła para nowych solistów: Gento Yoshimoto i Maria Kielan). Udaną arię Rozalindy z "Zemsty nietoperza" wykonała obdarzona imponującym głosem Gabriela Kamińska.

Jednak publiczność, która widownię Opery Bałtyckiej wypełniła podczas pierwszego z dwóch październikowych koncertów "Kocham operetkę" zaledwie w połowie, nie dała się namówić prowadzącemu na żywiołowe reakcje. Mimo sugestii, by śpiewać wspólnie z artystami, widzowie słuchali koncertu w pełnym skupieniu i powadze, niemal bez emocji odbierając blisko dwugodzinny program operetkowych hitów. Pomimo wysiłków prowadzącego i solistów zabrakło energii, która porwałaby ludzi do wspólnej zabawy. Pewnie dlatego na koniec nagrodzono artystów zasłużonymi, ale pozbawionymi przesadnej ekscytacji brawami.

Łukasz Rudziński
www.trojmiasto.pl
24 października 2017

Książka tygodnia

Iłła. Opowieść o Kazimierze Iłłakowiczównie
Wydawnictwo Marginesy
Joanna Kuciel-Frydryszak

Trailer tygodnia