Opowieść o duchach

"Seans" - reż. Zdzisław Derebecki - Bałtycki Teatr Dramatyczny

Zgodnie z definicją encyklopedii PWN komedia to jeden z dwóch głównych, obok tragedii, gatunków dramatu, obejmujący utwory, których podstawową właściwością jest komizm. Słownik doprecyzowuje: to utwór sceniczny lub filmowy przedstawiający w sposób zabawny lub satyryczny postacie, obyczaje, wydarzenia itp. Może "czarna komedia"? Ona operuje elementami groteski oraz ironią słowną i sytuacyjną, często odwołując się do poetyki absurdu i surrealizmu.

Trzy próby, trzy strzały, każdy niecelny - żadna bowiem z definicji nie pasuje do spektaklu zatytułowanego "Seans", który wyreżyserował Zdzisław Derebecki, sobotniej premiery Bałtyckiego Teatru Dramatycznego. Śmiesznie nie było.

Fabułę komedii Noëla Cowarda, zmarłego w 1973 roku brytyjskiego dramaturga, streścić można jednym zdaniem - to opowieść o seansie spirytystycznym, którego finał zakończył się fatalnie dla organizatora, fatalnie - bo wizytą świętej pamięci pierwszej żony. Można też dodać więcej - Karol (Wojciech Kowalski) to pisarz, który szukając inspiracji do nowej książki postanowił zaprosić do swej posiadłości parę znajomych. Przy stoliku zasiada też druga żona Karola - Ruth. Kwartet w wyjątkowo wytwornym wydaniu traktuje eksperyment z przymrużeniem oka. Na poważniejsze traktowanie nie pozwala osobowość medium - Madame Arcati, która wjeżdża na scenę... na rowerze. Niedowiarkowie "przechodzą do rzeczy", a stolik, jak rytuał nakazuje - podskakuje. I tylko dla jednej osoby dzieje się coś szczególnego. Przed Karolem materializuje się Elwira, jego zmarła siedem lat wcześniej żona. Okazuje się, że ani śmierć, ani upływający czas nie wpłynęły na jej temperament - męża pożąda, jest o niego zazdrosna, chce zabrać go na tamten świat. I aż się prosi, by te próby były zabawne. Nie są.

Tempo spektaklu jest nierówne. Senne fragmenty w pierwszej połowie na szczęście w drugiej ożywia Dominika Mrozowska. Wykreowana przez nią Madame Arcati to jedyna budowana komediowo rola w "Seansie", momentami karykaturalnie przerysowana. Tym bardziej jaskrawo przy jej ekspresji widoczna jest woskowa postać Karola. Nie wystarczy pobiegać po scenie, by widz uwierzył. Twarz jest zwierciadłem duszy, a ona w podobny sposób wyrażała przerażenie, zaciekawienie, zadowolenie (co w danej chwili? - tego domyślić się można tylko z kontekstu).

"Wieczór zapowiada się rozkosznie, jednak wkraczanie na niebezpieczne terytoria nie zawsze uchodzi bezkarnie. Madame Arcati, ekscentryczne medium, sprowadza do przytulnego domku nowa-starą lokatorkę. A potem napięcie rośnie" - czytamy w zaproszeniu na "Seans". I z jednym tylko można się zgodzić - w tym przypadku wkraczanie na niebezpieczne terytoria nie kończy się bezkarnie. Wystarczyło posłuchać po premierze opinii widzów... Delikatnie rzecz ujmując, dzieło to jest mało przekonujące. Na pewno nie można tej adaptacji postawić obok przedstawienia, które od premiery w 1941 roku było wielkim hitem londyńskiego West Endu i nowojorskiego Broadwayu. Na pewno nie obok "Medium", które humorem przyciągało do Teatru Kwadrat. Na pewno nie obok dowcipnych komedii czy fars, którymi BTD potrafił już zelektryzować widzów. Szkoda.

Joanna Krążelewska
Głos Koszaliński
2 lutego 2016

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia