Opowieść o ludziach, którzy walczą o władzę

"Filoktet" - reż. Barbara Wysocka - Teatr Polski we Wrocławiu

Jednoosobowy (Rafał Kronenberger) chór żeglarzy gra na basie, Odyseusz (Wiesław Cichy, który występuje też w dwóch innych rolach: Heraklesa i Zawiadowcy) zachowuje się jak prezes PGR-u, Neoptolemos (Adam Szczyszczaj) mówi z manierą hip-hopowca, a Filoktet (Marcin Czarnik) wije się niczym kot. Tego Sofokles, największy obok Ajschylosa i Eurypidesa tragik starożytnej Grecji, autor "Filoktetea", by nie wymyślił. Jednak nie przewraca się też w grobie oglądając swoje dzieło na scenie wrocławskiego teatru Polskiego w reżyserii Barbary Wysockiej i tłumaczeniu Roberta R. Chodkowskiego. W końcu sam był innowatorem tragedii swoich czasów.

A Wysocka (laureatka Paszportu Polityki sprzed dwóch lat za reżyserię "Zagłady Domu Usherów" w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej) spektaklem, który miał prapremierę w miniony piątek na Scenie na Świebodzkim, udowodniła, że traktujący o upokorzeniu i walce o władzę, tekst sprzed wieków potrafi mądrze uwspółcześnić bez epatowania pseudo brutalistycznymi, tak teraz modnymi, sztuczkami.

Po "Filokleta" teatr sięga dość rzadko. A szkoda, bo to historia zawsze aktualna. Łucznik Filoklet wyruszył z Grekami na podbój Troi, nie dotarł tam jednak, bo został ukąszony przez węża. Jego greccy towarzysze , dowodzeni przez Odysa, postanowili pozbyć się łucznika. Nie mogli znieść jego głośnych jęków spowodowanych bolesną raną i smrodu, który się z niej wydostawał. Filoklet dostał jednak święty łuk od Heraklesa, dzięki któremu Grecy mogliby bardzo szybko zdobyć Troję. Neoptolemos na prośbę Odysa (udając do niego niechęć, wszak Filoklet go nienawidzi), ma zwabić łucznika na statek, zabrać mu łuk, a jego samego pojmać. Neoptolemos zgadza się na intrygę Odysa dla sławy, jednak wkrótce ma dylematy moralne, bo brzydzi się oszustwem.

Wysocka nie ingerowała w tekst dzieła Sofoklesa i postawiła na bardzo ascetyczną scenografię, za którą wystarczyła wielka płyta, pokryta malowanymi przez aktorów imionami bohaterów sztuki.

"Filoktet" to jej drugi spektakl w Teatrze Polskim po "Szosie Wołokołamskiej" Aleksandra Beka. Podobnie jak dwa lata temu, znów zaprosiła do współpracy Adama Szczyszczaja i Rafała Kronenbergera. Wolałabym jednak zobaczyć w roli Neoptolemosa innego aktora z zespołu Teatru Polskiego, na przykład Michała Opalińskiego, który pewnie o wiele lepiej pokazałby emocje miotającego się syna Achilla. Natomiast Wiesławowi Cichemu uwierzyłam w każdej z ról. Szczególnie przekonująco wypadł jako Herakles, który w masce lwa zjawia się na scenie, jak na antyczną tragedię przystało, niczym deus ex machina. I to jego wolę wypełniają Grecy.

Na szczęście Wysokiej udało się w "Filoklecie" uniknąć patetyzmu, o co mogłoby być łatwo mając do czynienia z taką tematyką. Przełamuje ją subtelnym humorem: gładzącym się po torsie Heraklesem, zawodzącym Filoktetem ("o nogo, moja nogo!") czy sceną, w której Filoktet próbuje nieudolnie strzelić z łuku do Odysa.

Na finał Wysocka wybrała utwór "Riders On The Storm" The Doors, który słychać z off-u. Towarzyszy, mającym wypełnić rozkazy Heraklesa, bohaterom. A oni okazują się być jeszcze słabsi niż im się wcześniej wydawało.

Marta Wróbel
Polska Gazeta Wrocławska online
6 grudnia 2012

Książka tygodnia

Pokusa przebaczenia
Oficyna Literacka Noir Sur Blanc
Donna Leon

Trailer tygodnia

700. Krakowski Salon P...
Anna Dymna
W najbliższą niedzielę 23 stycznia, j...