Opowieść o małym synu marnotrawnym

"Pinokio" - reż: Jarosław Kilian - Teatr Polski w Warszawie

Dawno temu żył sobie pewien stolarz Dżepetto. Człowiek wielkiej uczciwości i dobrego serca. Wraz z upływem lat coraz bardziej doskwierała mu samotność. Pewnego razu wpadł na pomysł, by wystrugać z drewna pajacyka. I tak zrobił. Drewnianą zabawkę potraktował jak synka i obdarzył iście ojcowską troską. Ale pajacyk okazał się niesforny, nieposłuszny, niechętny do nauki, za to ciekawy świata i przygód. Niczym syn marnotrawny porzucił "ojcowski" dom i wyruszył w świat. Kto wie, jak miał na imię ten pajacyk? Dla ułatwienia dodam, że gdy kłamał, okropnie wydłużał mu się nos.

Oczywiście, Pinokio! Powieść Collodiego znają wszystkie pokolenia. I duzi, i mali. Wielka szkoda, że dawne bajki dla dzieci zostały zastąpione dziś przez rozmaite gry komputerowe. Obecnie, w dobie elektroniki, płytki DVD czy ipody są niejednokrotnie głównym przekaźnikiem opowieści dla dzieci. A tematyka tych opowieści też najczęściej jest daleka od baśni Collodiego. Zgodnie z tzw. duchem czasu i poprawnością polityczną proponuje się najmłodszym historyjki okraszone koszmarnymi obrazkami z naciskiem na szeroko pojętą tolerancję. Wymowa tych koszmarków w niczym nie przypomina hierarchii wartości zawartej w powieści Carla Collodiego, gdzie wyrazisty podział na dobro i zło nie omamiał dzieci relatywizowaniem podstawowych wartości. Bo jeśli Pinokio postępował źle, dzieci natychmiast otrzymywały o tym informację w postaci wydłużającego się nosa bohatera. Prosta rzecz, a jakże doskonale wyrażona. 

Dobrze, że Jarosław Kilian, wystawiając "Pinokia" w Teatrze Polskim, przypomniał tę cudowną baśń liczącą już ponad 130 lat. Można powiedzieć, że dzieje Pinokia to po trosze historia syna marnotrawnego, który opuściwszy dom, doświadczył rozmaitych przygód, nieraz był głodny, poniewierany, okradany, aż wreszcie zrozumiał, że pora wracać do kochającego ojca.

Opowieść o drewnianym pajacyku, który bardzo, ale to bardzo chciał być prawdziwym chłopcem, na co musiał sobie jednak zasłużyć dobrymi uczynkami - bawi i wzrusza wszystkich, dorosłych i dzieci. A przy tym stanowi wspaniałą, nienachalną formę edukacji malucha w zakresie podstawowych zasad moralnych wyłożonych atrakcyjnie, komunikatywnie względem możliwości percepcyjnych dzieci w każdym wieku.

Przedstawienie "Pinokio" jest spektaklem typowo familijnym, przeznaczonym dla całych rodzin. Jarosław Kilian zrealizował rzecz kilkupoziomowo. Przez dzieci odbierane jest w warstwie podstawowej, fabularnej, cała zaś część refleksyjno-filozoficzna z odwoływaniem się do archetypów literackich, pastiszowanie znanych cytatów, jak na przykład słynne Hamletowskie "być albo nie być" itp. adresowane jest głównie do dorosłych. Ten początek Hamletowskiego monologu wiąże się tu z formą spektaklu utrzymanego w konwencji tzw. teatru w teatrze. Przedstawienie jest tak zrealizowane, że mały widz rozumie, iż wszystko to, co widzi, dzieje się na scenie, stąd też nie zabudowano scenografią maszynerii teatralnej, aby to podkreślić.

W widoczny sposób dokonuje się też zmiana dekoracji poszczególnych scen, no i rodzaj wspaniale pomyślanej scenografii w formie dużych płacht materii udającej czy to ścianę pomieszczenia, czy morze i fale morskie, czy też wnętrze brzucha wieloryba. Znakomite. Dzieci odbierają ten spektakl doskonale. Wchodzą w żywy kontakt z postaciami scenicznej opowieści. Gdy na przykład w scenie, gdzie Pinokio (Piotr Bajtlik) układa na ziemi monety, a chytry Lis (Dominik Łoś) i sprytny Kot (Maksymilian Rogacki) podkradają się doń, dzieci ostrzegają Pinokia: "Uważaj!".

Ten doskonale wyreżyserowany spektakl łączy wiele elementów typowych dla komedii dell\'arte, pantomimy, cyrku i minimusicalu, co w sumie tworzy przedstawienie bardzo żywiołowe, barwne, a jednocześnie niepozbawione liryzmu i głębokiej refleksji. Piotr Bajtlik doskonale wcielił się w rolę Pinokia, wykazując przy tym talenty wokalne, taneczne, ruchowe. Świetnie aktorsko prowadzona rola. Znakomicie swoją rolę poprowadziła też Izabella Bukowska-Chądzyńska. Jej pięknie śpiewająca błękitnowłosa Wróżka ratuje Pinokia w trudnych sytuacjach. Ogromnie zabawny jest Gadający Świerszcz w wykonaniu Katarzyny Stanisławskiej, wyrazisty Krzysztof Kumor jako Dyrektor Cyrku, do polubienia jest nawet straszny Ogniojad Marcina Jędrzejewskiego, wzrusza Dżepetto Adama Baumana. Trzeba przyznać, że cały zespół gra świetnie. Przedstawienie ma charakter zespołowy. To już zupełna rzadkość w teatrach. Jak się udało tego dokonać Jarosławowi Kilianowi?

Ten spektakl ma jeszcze dodatkowe znaczenie. Przedstawieniem "Pinokia" Jarosław Kilian żegna się z Teatrem Polskim, któremu przewodził artystycznie od 1999 roku. Jesienią teatr obejmie Andrzej Seweryn. Ta inscenizacja w swej podskórnej warstwie niesie wyczuwalny ładunek pewnej nostalgii. Zdawałoby się, że jeszcze nie tak dawno oglądaliśmy na tej scenie przedstawienia autorstwa znakomitego tandemu rodzinnego: ojca, Adama Kiliana, wybitnego scenografa, i jego syna, Jarosława Kiliana, reżysera. Mimo upływu lat mam świeżo w pamięci przepiękny "Sen nocy letniej" Williama Szekspira, a zrealizowany na tej scenie przez panów Kilianów. Był to wspaniały przykład pewnej wspólnoty myśli artystycznej, którą jakby "genetycznie" dziedziczył po ojcu Adamie syn Jarosław. Potem dało się zauważyć odrębność stylistyczną Jarosława Kiliana w realizowanych przezeń spektaklach. Ale tamten Szekspirowski "Sen nocy letniej" jest nie do zapomnienia. Podobnie zresztą, jak doskonała Schillerowska "Pastorałka" zrealizowana przez tandem Kilianów, by poprzestać tylko na tych przykładach.

Ostatnie przedstawienie jest dziełem wyłącznie syna, bez współpracy z ojcem. Tak samo zresztą, jak od pewnego czasu poprzednie spektakle. Stan zdrowia Adama Kiliana nie pozwolił już na wspólnotę przedsięwzięć artystycznych.

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
4 czerwca 2010

Książka tygodnia

Dzienniki 1945-1950
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Agnieszka Osiecka

Trailer tygodnia

Tylko jeden dzień
Bogdan Nauka