Opuszczony artysta

"Molière, czyli zmowa świętoszków" - aut. Molier - reż. Rafał Szumski - Teatr Polski w Szczecinie

Moliere zmęczony życiem, przegrany, oszukany przez tych, którym ufał. Molier, nie zabawny komediant, ale rozczarowany życiem człowiek, który ponosi klęskę osobistą i zawodową. Molier, który ostatecznie odnosi moralne zwycięstwo. Taki obraz nam zostaje po spektaklu "Molière, czyli zmowa świętoszków" w Teatrze Polskim.

Zaczyna się pod publiczkę. Nie współczesną, ale XVII-wieczną, królewską, dworską, spragnioną rozrywki. Moliere jako Argan w „Chorym z urojenia" prezentuje swojego hipochondrycznego bohatera w koszuli nocnej, szlafmycy, przerysowanego, śmiesznego. Wokół niego biegają inni aktorzy z jego trupy, którzy odgrywają pozostałe role, a na widowni, w 9. rzędzie siedzi król Ludwik XIV i podziwia swojego protegowanego. Widownia współczesna jest może nieco zniesmaczona grą aktorów i niektórymi gagami. Widownia XVII-wieczna bawi się na całego. Sam król składa Molierowi gratulacje po przedstawieniu i zapewnia, że nadal będzie go wspierał i pozwalał mu grać jego sztuki na scenie Palais-Royal Theatre w Paryżu.

Widownia współczesna szybko jednak łapie, że to tylko konwencja teatralna potrzebna do zaprezentowania sytuacji, w jakiej znalazł się Moliere. W tle rozgrywa się akcja w garderobie, w której równolegle obserwujemy relacje między członkami trupy teatralnej. Jest Moliere, który cieszy się, że wszystko dobrze idzie. Co chwila ktoś wpada, ma do niego jakąś sprawę, ale nie udaje się jej załatwić, bo trzeba wracać na scenę. Względny spokój pojawia się po zakończeniu przedstawienia i wyjściu króla. Wtedy stopniowo poznajemy tajemnice Moliera.

Sztuka Michała Bułhakowa „Molière, czyli zmowa świętoszków" należy dziś do klasyki rosyjskiego dramatu, choć w Związku Radzieckim przez wiele lat znajdowała się na indeksie. Napisana w 1929 roku, natychmiast została uznana przez cenzurę za nieprawomyślną. Aż do śmierci Bułhakowa w 1940 roku władze nie pozwalały jej wystawiać. Wprawdzie w 1931 roku zakaz uchylono, ale na bardzo krótko. przedstawia pełną upokorzeń i rozczarowań egzystencję twórcy, którego współcześni nie doceniają, gdyż swym geniuszem przerasta otoczenie o całe epoki, a jego losy zależą od kaprysu tyrana.

Fabuła dramatu osnuta jest wokół ostatnich lat życia Moliera. Największy komediopisarz Francji znajduje się u szczytu kariery. Cieszy się względami i opieką króla, a jego sztuki biją rekordy popularności. Nad starzejącym się pomału artystą zbierają się wszakże ciemne chmury. A wszystko za sprawą „Świętoszka", komedii niesłychanie ostro atakującej obłudę religijną. Przeciwko pisarzowi występują dostojnicy kościelni, a markiz de Charron - arcybiskup Paryża różnymi sposobami próbuje pozbawić go łask króla. Monarcha jednak, choć z pewnym wahaniem, zezwala na wystawianie „Świętoszka". Arcybiskup nie rezygnuje...

Moliere w tej sztuce jest człowiekiem starszym, schorowanym, mającym za sobą lata walki o swoje status quo. Wydawać by się mogło, że osiągnął wszystko, o czym marzył. Ale pisząc swoje sztuki naraził się tym, którzy są w nich niepochlebnie przedstawiani, a to to zazwyczaj ludzie o silnej pozycji na dworze króla. I między nimi się toczy walka: między artystą, królem - mecenasem artysty, a przeciwnikami artysty.

Reżyser Rafał Szumski powierzył rolę Moliera Michałowi Janickiemu, który poradził sobie z nią bardzo dobrze. Przez trzy godziny możemy obserwować jego wszystkie przemiany. Jako aktor na scenie jest lekko przerysowany z głosem starego safanduły. Jako szef ekipy teatralnej nerwowy, kontrolujący bieg wydarzeń, niepokojący się o efekty pracy zespołu i o opinię króla. Jako poddany króla zależny od jego łaski – usłużny, cały w pokłonach i pochlebstwach. Jako mężczyzna – raniący i raniony w relacjach z kobietami. Zakochany i zazdrosny. Jako ofiara knowań arcybiskupa – poważny, złamany i przybity. To rola, którą Michał Janicki może wielu zaskoczyć, szczególnie tych, którzy przyzwyczaili się do jego ról komediowych. Jego Moliere jest zmęczony życiem, przeciwieństwami losu, wieczną walką o wszystko – o byt, o sławę, o kobiety. Wszyscy powoli go opuszczają, a on pozostaje sam i samotny w obliczu klęski, do której przyczyniły się dworskie intrygi jego zażartego przeciwnika. Ten Moliere to nie jest sławny i silny mężczyzna, obiekt marzeń kobiet. To bardziej twór złożony z kawałków bohaterów swoich sztuk, którzy są raczej godni ubolewania niż chwały.

Wojciech Wysocki, który gra króla Ludwika XIV, lśni na tle Moliera i ponurego Markiza de Charron niczym prawdziwe słońce. W żółto-złotym kostiumie i blond peruce wkracza na scenę, żeby wyrazić swoje uznanie dla Moliera i pognębić Markiza, co niewątpliwie sprawia mu przyjemność. Wojciech Wysocki prezentuje króla jako wytrawnego gracza, który, w przeciwieństwie do Moliera, doskonale czyta intrygi, potrafi wykonać ruchy wyprzedzające i wyjść ze wszystkiego obronną ręką. Niczego nie traci, wiele zyskuje. Jest dowcipny, ironiczny, a przy tym stanowczy. Lepiej nie wchodzić mu w drogę, mimo sympatycznego uśmiechu, może budzić grozę.

Sławomir Kołakowski po raz kolejny („Iwona księżniczka Burgunda) wciela się w ponurego typa i całkiem dobrze mu to wychodzi. Rzuca zimne spojrzenia, mówi przez zaciśnięte zęby, kiedy coś jest nie po jego myśli lub kiedy król go pognębia, bo przecież król w głębi duszy trzyma stronę Moliera, a pognębianie przedstawicieli Kościoła sprawia mu niewypowiedzianą radość.

Wśród postaci kobiecych najciekawiej wypada Olga Adamska jako Siostra Robour. Mimo że na scenie nie pojawia się zbyt często, to daje się zapamiętać. Jej postać, lekko nieogarnięta, zahukana, trochę pomiatana przez władczego arcybiskupa, chwilami wzbudza współczucie, a chwilami bawi. Wielka to zasługa aktorki, która kreśli tę postać lekko, ale wyraziście.

Dorota Chrulska jako Magdalena Bejart tworzy postać kobiety silnej, ale siłą miłości, którą czuje do Moliera, a kiedy dowiaduje się, że nie jest już mu potrzebna, a jej miejsce zajmie młodsza, do tego jej córka i być może córka Moliera, jakby kurczy się w sobie, jest przybita, zbolała, jest chodzącym bólem i przygnieciona wielką tajemnicą, którą wyznaje na spowiedzi.

Rafał Szumski stworzył przedstawienie nowoczesne i w formie i treści. Postawił w centrum uwagi życie artysty i jego zależności na linii artysta – władza. Pokazał, że to, co błyszczy na scenie, może być ciemne i pozbawione blasku za kulisami. Pokazuje, że artyści, żeby tworzyć, muszą być uwikłani w wiele relacji, często dla nich niekorzystnych. Że są poddawani nieustannej ocenie i krytyce, a niełatwo to znosić, szczególnie, jeśli się może źle dla nich skończyć. To uwikłania, które nigdy nie tracą na aktualności.

Kiedy przegrany Moliere milcząco wysłuchuje racji króla, który mówi mu, że nie mógł inaczej postąpić, jak zakazując wystawienia „Świętoszka", mamy obraz jednostki zniszczonej przez sprytnego polityka i potęgę Kościoła. Król nie pozostawia jednak swojego ulubieńca całkiem na lodzie, pozwala mu grać w teatrze komedie.

I po raz kolejny Moliere wchodzi na scenę jako Argan w „Chorym z urojenia", sztuce będącej ostatnim dziełem francuskiego komediopisarza. Po raz pierwszy wystawiono ją w roku 1673. W trakcie czwartego przedstawienia komedii Molière przeżył zapaść, gdy odgrywał scenę śmierci, a wkrótce po tym zmarł.

Ale to nie koniec, bo Moliere po śmierci trafia na dwór Wolanda z „Mistrza i Małgorzaty", innej sztuki Bułhakowa, gdzie spotyka wierną i kochaną Magdalenę, która wciąż wierzy w jego geniusz i niczym Małgorzata walczy o dzieło – „Świętoszka". U Wolanda spotyka też króla i arcybiskupa, którzy usługują Wolandowi. Sprawiedliwości stało się zadość.

Reżyser wspólnie z realizatorami postawił na klasyczne kostiumy z epoki, podkreślając w ten sposób pewną ciągłość problemów, natomiast scenografia jest współczesna, otwarta, bardzo umowna, a dominują w niej duże schody w głębi sceny, na których rozgrywa się sporo scen. Wszystko jest stalowe, lustrzane, transparentne, jakbyśmy znaleźli się w jakiejś przestrzeni kosmicznej. Przestrzeni nie rozpoznanej, nieokreślonej czasowo. To nadaje dramatowi rozgrywającemu się na naszych oczach uniwersalność.

To spektakl dobrze poprowadzony aktorsko i pełen smaczków, które się odkrywa z wielką przyjemnością.

Obsada: Moliere Jean-Baptiste Poquelin oraz jako Argan oraz Orgon - MICHAŁ JANICKI, Lagrange Charles oraz jako Berald oraz Woland - DARIUSZ MAJCHRZAK, Magdalena Bejart oraz jako Belina - DOROTA CHRULSKA, Armanda Bejart oraz jako Aniela - JOANNA MIZGIER, Marietta Rival oraz jako Antosia oraz Hella - NATALIE BRODZIŃSKA, Poliszynel oraz jako Behemoth - PIOTR BUMAJ, Kleant oraz jako Korowiow - ZENON KLAUS, Moirron Zachariasz oraz jako Tartuffe - MARCIN SZTENDEL, Ludwik XIV – Król Francji - WOJCIECH WYSOCKI, Markiz de Orsigny – Jednooki - KAROL OLSZEWSKI, Markiz de Charron - SŁAWOMIR KOŁAKOWSKI, Siostra Robour - OLGA ADAMSKA, Ojciec Bartłomiej - ALEKSANDER RÓŻANEK oraz skrzypce – Natalie Brodzińska, gitara elektryczna – Aleksander Różanek, Marcin Sztendel, fortepian elektryczny – Zenon Klaus.

Przekład: Jerzy Pomianowski, reżyseria, opracowanie tekstu: Rafał Szumski, dramaturgia: Daria Kubisiak, scenografia, kostiumy: Aleksandra Grabowska, muzyka: Karol Nepelski, Oktawia Pączkowska, choreografia: Aleksander Kopański, reżyseria świateł: Monika Stolarska, asystent reżysera: Natalie Brodzińska, autor plakatu: Ludwika Hawryszuk, zdjęcia Włodzimierz Piątek.

Premiera 6 stycznia 2024.

Małgorzata Klimczak
Dziennik Teatralny Szczecin
15 stycznia 2024

Książka tygodnia

Białość
Wydawnictwo ArtRage
Jon Fosse

Trailer tygodnia