Orfeusz z Rawicza

"Nie przestaję być Orfeuszem. Artysta – człowiek bez kresu" - aut. Wojciech Pospiech - Dom Wydawniczy: Margrafsen

Śpiew mitycznego Orfeusza rzucał czar na ludzi i przyrodę. Claudio Monteverdi skomponował pierwszą operę „L'Orfeo" z liryczną arią "Possente spirto". Motyw Orfeusza przenieśli do muzyki także inni wielcy kompozytorzy, a wśród nich Franciszek Liszt, Józef Haydn czy Igor Strawiński.

Czyż można sobie wyobrazić ciekawszy początek od tego, jaki otwiera rozmowę-rzekę Anity Nowak z prof. sztuki muzycznej, Wojciechem Pospiechem, który jako kilkunastoletni chłopiec, przemierzając ulice rodzinnego Rawicza, nuci ułożoną przez siebie melodię na wzór piosenek popularnego wówczas Marino Mariniego, bo akurat zakochał się w dziewczynie, co uczyniło go najszczęśliwszym na świecie?

A który w przyszłości zostanie jedynym w Polsce głosem „haute contre", wyższym od „contre tenor"? Czyli posiadającym „rozszerzenie głosu tenorowego w górę bez uciekania się do pomocy falsetu", jak napisała Dorota Szwarcman po obejrzeniu spektaklu „Orfeusz" na deskach toruńskiego teatru w latach 90-tych, w którym Wojciech Pospiech występował. A na dodatek, po zdobyciu zawodowych doświadczeń, niczym mityczny Orfeusz, nie tylko uwodził pięknem głosu, lecz także doceniając potęgę muzyki, zajął się muzykoterapią i jej pozytywnym oddziaływaniem na ludzi. I tak został Kierownikiem Katedry i Zakładu Muzykoterapii Collegium Medicum UMK w Bydgoszczy, obchodzącej niedawno 10-lecie swego istnienia.

Anita Nowak, tak prowadzi rozmowę, aby dotrzeć do źródeł; do całego kontekstu rodzinnego i szkolnego, by pokazać, w jaki sposób rodzą się talenty, i które, dzięki uwarunkowaniom rodzinnym, mogą się rozwijać i kształtować. Ale w tej przestrzeni, już sam chłopiec odkrywa, że muzyka daje mu szczególną moc, uskrzydla go, wprawia w pogodny nastrój i daje nieograniczoną wprost żywiołową radość życia. Warto dodać, że wspomnieniom związanym z rodzinnym domem towarzyszy klimat refleksji, przemyśleń, a przede wszystkim pojawia się metafizyka, tak charakterystyczna dla osobowości i pracy twórczej Wojciecha Pospiecha. Pojawia się jego niezwykły dar pojmowania i interpretacji muzyki, głosu ludzkiego i jego oddziaływania na innych. Rozmówczyni bardzo subtelnie wyławia te wrażenia i przeżycia z „duszy" profesora i konstruuje z nich paralele do życia mitycznego Orfeusza. To bardzo ciekawy, literacki zabieg. – Wiele radości twórczej dawało mi przedzieranie się przez enigmatyczne meandry zaszyfrowanych myśli tego niezwykłego artysty i człowieka, a potem tłumaczenie ich na język potoczny – wspomina.

Ale pojawia się i Eurydyka. Zakodowana w kobietach, które miały ogromny wpływ na życie artysty, i które kocha. To matka, emocjonalnie mu bliska i w dzieciństwie, i w wieku dojrzałym oraz żona. A sam mit Orfeusza podczas rozmowy jest reinterpretowany przez Wojciecha Pospiecha, kiedy to mówiąc o twórcy, nawiązuje do „misterium osobowości" i jako przykład przywołuje trackiego śpiewaka. Zastanawia się nad Orfeuszem funkcjonującym w czasach baroku i współcześnie.

Anita Nowak rozmawia także z Wojciechem Pospiechem o teatrze. Profesor wspomina swoje kontakty w wieloma artystami, np. z Henrykiem Tomaszewskim. Wspomina czasy, kiedy w Poznaniu chodził na próby „Opery za trzy grosze" Bertolda Brechta w reżyserii Izabeli Cywinskiej. Szuka i tłumaczy związki pomiędzy teatrem a muzyką. Przywołuje postaci, które wywarły na niego ogromny wpływ. I tak pojawia się profesor Henryk Stuligrosz, w chórze którego śpiewał, a o którym mówi, że chciałby mu podziękować za „wypełnienie nas, którzy przyszliśmy do niego jako mali chłopcy, tej skądinąd oczywistej pustki". Przywołuje też, legendarną w świecie muzyki, nie tylko bydgoskiej, postać Andrzeja Szwalbe. Z rozmowy dowiadujemy się również, jak ogromną rolę w naszym życiu może pełnić muzyka i jakich wrażeń dostarczać. Wojciech Pospiech zaraża wprost czytelnika swoją miłością do niej.

Kompozycja wywiadu jest niezwykle przejrzysta i uporządkowana, a wspierają ją w tym, układające się seryjnie, cytaty z wypowiedzi Wojciecha Pospiecha zatytułowane „pierwsze, (drugie, trzecie, czwarte i piąte) tchnienie Orfeusza", ułożone w formę wiersza białego. I to one zwracają uwagę czytającego na istotne treści w każdej części wywiadu-rzeki, stanowiąc zarazem jej przesłanie.

I sam tytuł. Trafnie oddający sens i cel tej rozmowy. Orfeuszem się człowiek rodzi i pozostaje nim na zawsze. Nosi go w sobie, pielęgnuje jego idee, a przede wszystkim czuje z nim duchową wspólnotę. A jeśli tak jest, to wtedy artysta staje się prawdziwym człowiekiem „bez kresu". Bez żadnych ograniczeń w czasie i w przestrzeni.

Nienaganna oprawa plastyczna książki została wzbogacona ogromną ilością fotografii pochodzących z prywatnego archiwum artysty. To bardzo cenny zabieg, uzupełniający, szczególnie dzisiaj, treść we współczesnych biografiach, autobiografiach oraz wywiadach-rzekach; biegnący równolegle do słów. I chociaż potrafią opowiedzieć poprzez obraz historię życia i działalności człowieka, to szkoda, że nie zostały podpisane. Szkoda, bowiem ukazują historię polskiej kultury, muzyki, a przede wszystkim wybitne, znane i może trochę mniej znane wydarzenia i postaci kształtujące artystyczne oblicze Polski.

Ilona Słojewska
Dziennik Teatralny Bydgoszcz
9 lutego 2018

Książka tygodnia

Szekspir bez cenzury. Erotyczny żart na scenie elżbietańskiej
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Jerzy Limon

Trailer tygodnia