Orgazm w wydaniu kabaretowym

"Kabaret warszawski" - reż. Krzysztof Warlikowski - Nowy Teatr w Warszawie

Międzynarodowa produkcja „Kabaretu warszawskiego" w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego zgromadziła bogatą publiczność na 6. Międzynarodowym Festiwalu Boska Komedia. Z pewnością był to spektakl wyczekiwany przez wszystkich widzów. A jaka była recepcja przedstawienia?

Entuzjastyczna grupa, która została na rozmowie z twórcami po spektaklu, wylewnie wypowiadała swoje opinie o tym, jak bardzo urzekało i zachwycało to, co przed chwilą zobaczyli. Co ciekawe, w gronie tych osób byli widzowie, którzy po raz pierwszy widzieli spektakl Krzysztofa Warlikowskiego, więc może wbrew opinii, która pojawiła się w prasie: „Warlikowski się skończył" Reżyser i cała ekipa mają się znakomicie, a zamiast o upadku powinniśmy mówić o pewnego rodzaju przemianie, która dokonała się w zespole Teatru Nowego w Warszawie.

Twórcy prezentują (z założenia) bardzo nierówne przedstawienie, oscylujące pomiędzy dwoma czasoprzestrzeniami. Pierwsza część („Berlin") zainspirowana została głównie sztuką Johna van Drutena „I am Camera" (adaptacja „Pożegnania z Berlinem" Christophera Isherwooda) oraz filmem „Kabaret". Druga („Nowy Jork") to remiks „Shortbusu"  – w reżyserii Johna Camerona Mitchella – oraz kilku innych tekstów (Johna Maxwella Coetzee, Jonathana Littella, Patti Smith). Widzowie usilnie starają się znaleźć sieci łączące te dwie sfery; nie jest to jednak proste zadanie, bo i miejsca wspólne są albo zbyt oczywiste, albo są wynikiem przypadkowego wzoru rachunkowego, w którym rozwiązanie równania całkowicie zaskakuje. Sytuacja w Republice Weimarskiej lat 30. była wprost porównywana przez reżysera do obecnej kondycji polityczno-społecznej Polski. Dalszym już odniesieniem jest Nowy Jork po ataku terrorystycznym na WTC w 2001 r., amerykańskie wizje apokaliptycznego niebezpieczeństwa i medialne teorie spiskowe. Dokonywanemu ze śmiertelną powagą badaniu nadchodzącej brunatnej fali towarzyszy jednak refleksja na temat „potencji orgazmicznej" i seksualnej wolności. W tym cały kabaretowy chwyt Warlikowskiego.

Pewne tezy oraz światopogląd reżysera są powtórzone i zaczerpnięte z jego innych spektakli. W tym przedstawieniu po raz kolejny Warlikowski zagrał na prywatności Andrzeja Chyry i Magdaleny Cieleckiej, nie dziwi też kreacja Stanisławy Celińskiej, kiedy po raz kolejny śmiejemy się z jej cielesności. Oprócz powtórzonych chwytów cały spektakl to intertekstualny worek, a twórcy grają z widzem w zgaduj-zgadulę. Odbiorca tropi nawiązania i rozkoszuje się swoją elokwencją, jeżeli uda mu się odgadnąć podsunięte tropy. Nie jest to jednak konieczne do zrozumienia spektaklu lub odczucia przyjemności z jego oglądania. W stosunku do oczytanego widza ten chwyt też nie jest ciekawą propozycją, bo co za radość oglądać na scenie elementy z innych tekstów kultury, które dobrze znamy. Reżyser proponuje odbiorcy jeszcze inny rodzaj emocjonalno-intelektualnej przyjemności, mianowicie „orgazm". Teorie spiskowe, faszyzm, nazizm – to wszystko spowodowało, że nie potrafimy doznać tego pięknego uczucia. Co trzeba zrobić w takiej sytuacji? Udać się na terapię do nocnego klubu, gdzie zostaje wysłana Maja Ostaszewska, a pomoc przynosi jej Magdalena Popławska. Sceny lesbijskie pokazywane są symultanicznie z gejowskimi – w ten sposób uznano lesbijstwo za grupę społeczną, a nie erotyczną zabawę.

Losy Mai są paralelne do losów widza, który również zostaje wysłany na terapię. Odbywa się ona w teatrze, gdzie reżyser pokazuje odbiorcom, że spektakl teatralny to nie tylko inteligenckie przepracowanie dyskursów, wstrząsające obrazy – stawiające pewną tezę – dekonstruujące świat i poddające wszystko w wątpliwość. Kabaret też należy do sfery teatru, a jego główną ideą jest dobra zabawa. Nie wymagajmy, więc może wciąż od twórców teatralnych nowych prawd o świecie, ale idźmy do teatru dobrze się bawić i odprężyć, spoglądając na znakomitych, wysportowanych i zwinnych aktorów. Ot i to cały klucz do osiągnięcia orgazmu.

Daria Kubisiak
Dziennik Teatralny Kraków
1 stycznia 2014

Książka tygodnia

Nice, cosie i duchy. Eseje o sztuce
Pewne Wydawnictwo
Michał Krawczyk

Trailer tygodnia

"Powrót" - reż. Michał...
Michał Zdunik
Bywa tak, że odwiedzamy dom rodzinny ...