Osiecka naszych czasów

A teraz zaśpiewa Agnieszka Chrzanowska...

Aktorka, autorka tekstów i muzyki, absolwentka Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie. Przed pierwszym występem w Piwnicy pod Baranami Piotr Skrzynecki zapowiedział ją w sposób znamienny:
„A teraz zaśpiewa Agnieszka Chrzanowska. Jak się wam spodoba, to zostanie. Jak nie, to nie zobaczycie jej nigdy więcej".

Minęło dwadzieścia lat.

Szybko po Krakowie rozeszła się wieść, że w Piwnicy pojawiła się nowa Ewa Demarczyk. Gdy wydała pierwszą płytę dziennikarze nazwali ją „Turnauem w spódnicy". Oczywiście, pierwsze skojarzenia z jej twórczością to „Camille Claudel" i „Nie bój się nic nie robić". Krakowska publiczność pamięta ją również ze spektakli muzycznych „Warjutkowie" oraz „Pan Kazimierz". Wędrowała po kulturalnej mapie Krakowa z Piwnicy pod Baranami przez Alchemię, Scenę pod Ratuszem i Krzysztofory do Radia Kraków, gdzie założyła Radiowy Teatr Piosenki, a dziś prowadzi niedzielny program „Artyści Krakowa, czyli jesteś tym, czego słuchasz".

Od pamiętnego występu w Piwnicy pod Baranami skomponowała paręset utworów, napisała parędziesiąt tekstów i wydała osiem albumów. A zaczęło się od tego, że gdy była małą dziewczynką malowała klawisze fortepianu na parapecie. Później, już podczas studiów, gdy Profesor zadał jej skomponowanie utworu na zaliczenie spytała, jak długi ma być... „Jak długi, jak długi – żachnął się siwobrody Profesor – na półtora metra." Pocięła papier nutowy i skleiła z niego pasek o długości stu pięćdziesięciu centymetrów. Spisała na nim zadany utwór i nawinęła na dwie zapałki, Profesor oszalał z zachwytu...

Wszyscy, którzy ją spotkali w lot poznawali się na jej artystycznym talencie. Należy do tego rodzaju artystów, którzy po wyjściu na scenę natychmiast anektują przestrzeń swoją obecnością. Jest w nich bezkompromisowość. Zdecydowanie, by zawsze przemawiać tylko i wyłącznie własnym głosem. Brać rzeczywistość pod włos, rozpruwać i doświetlać z nowej strony. Dotknąć wszystkiego, co na świecie istnieje. Agnieszka Chrzanowska od samego początku pozwoliła sobie na odwagę i luksus bycia sobą. Gwiżdżąc na konsekwencje, mody i trendy. Zawierzyła swojemu scenicznemu charakterowi, by po wyjściu na scenę, jakby spuszczony ze smyczy - przejmował kontrolę nad rzeczywistością. I co najważniejsze, nie ma w niej żadnej pozy. Działań policzonych na konkretnie zamierzony efekt. Publiczność uwielbia ją za spontaniczność. Ogromne poczucie humoru, które objawia się właśnie podczas koncertów. Gdy próbuje się ze swoją widownią: kto szybciej odbije piłeczkę, kto kogo zapędzi w róg bez odpowiedzi.

Czerpie z różnych stylistyk szukając najtrafniejszego sposobu, by w pełni wyrazić to, co chce powiedzieć. Co ją nurtuje, co boli, co bawi. Obdarzona wyjątkową wyobraźnią muzyczną, ma pełną świadomość swoich możliwości wokalnych. W swoich kompozycjach bawi się melizmatami własnego głosu. Zalotnie wyciąga poszczególne dźwięki. Bawi się możliwościami, jakby te wybryki wyobraźni były ledwie zabawą, klejnotami rozsypanymi od niechcenia, by po tym wszystkim pokazać publiczności, że to dopiero początek. Jej styl jest niepodrabialny, nieporównywalny do tego, co znaliśmy do tej pory.

Przez długi czas śpiewała cudze teksty, m.in. Michała Zabłockiego i Włodzimierza Dulemby. Pisał dla niej nawet Papież. Nastał jednak czas, gdy zaczęła sama przekuwać myśli w słowa. I znów, objawił się talent. Do obrazowania sugestywnego, malarskiego. Kucia metafor, które semantycznie przyszpilają sensy na gorącym uczynku. Urzekają, że ktoś jeszcze potrafi o emocjach mówić w taki sposób. Jak podsumował jeden z widzów: „Osiecka naszych czasów".

Jeśli spojrzymy na jej twórczość od pierwszego nagranego albumu, zaobserwujemy diachronicznie zarejestrowany rozwój osobowości scenicznej. Kolejne etapy zaliczane w życiu. Proces, jak zmieniało się jej podejście do świata. Agnieszka Chrzanowska pisze tylko o sprawach, które są dla niej ważne. W ten sposób zachęca swojego widza do dialogu. W ostatnich latach jej zainteresowania oscylują przede wszystkim wokół relacji damsko-męskich. Problemów samotności, rozczarowania, poszukiwania i wiary, że ideał jednak istnieje. Że jest możliwe spełnienie, które przekroczy wyobrażenia... Poddaje wiwisekcji stereotypy i oczekiwania. Stara się przy tym zrozumieć obie strony. Tak powstały albumy „Piosenki do mężczyzny" oraz „Mężczyzna prawie idealny" - skomponowany dla Artura Gotza cykl 13 piosenek poświęconych kondycji psychofizycznej mężczyzn u progu XXI wieku. W wywiadach zawsze podkreśla, że zależy jej, by zasypywać przepaście, które powstają pomiędzy ludźmi. Byśmy w końcu zrozumieli, że szarpiące nami konflikty powstają przede wszystkim w skutek naszej własnej niewiedzy. By znieść matrycę patriarchalną, która wciąż strukturyzuje relacje międzyludzkie.

Byśmy z jej koncertów wychodzili bardziej autorefleksyjni, może bardziej krytyczni, świadomi, może po prostu lepsi.

Olga Śmiechowicz
Dziennik Teatralny
11 listopada 2017

Książka tygodnia

Iłła. Opowieść o Kazimierze Iłłakowiczównie
Wydawnictwo Marginesy
Joanna Kuciel-Frydryszak

Trailer tygodnia