Osobistości Drohobycza

1. Pozwolę sobie zaryzykować pewną tezę - ryzykowną, ale podpartą doświadczeniem i obserwacją.

Otóż postać Bruno Schulza jest dla miasta Drohobycza błogosławieństwem: jego twórczość znana jest niemal na całym świecie, a do Drohobycza przyjeżdżają pielgrzymki fanów, tropiących topograficzne ślady jego twórczości, przechadzających się po niewielkim odcinku ulicy Stryjskiej, aby odnaleźć tam choćby resztki Ulicy Krokodyli. Nawiasem mówiąc, w utworach Schulza nie ma prawie w ogóle nazw ulic, placów czy innych miejsc - mało tego: niegdzie nie jest napisane, że akcja dzieje się w Drohobyczu. A mimo to ludzie chodzą po tych nienazwanych miejscach, tak pisanych sugestywnie i szczegółowo w "Sklepach cynamonowych" czy "Sanatorium pod Klepsydrą" - i konkretnie istniejących we współczesnym Drohobyczu.

Twórczość Bruno Schulza jest także przekleństwem dla Drohobycza, dlatego że przyczyniła się ona do stworzenia dość powszechnych fałszywych stereotypów na temat tego miasta (na co oczywiście Bruno Schulz zamordowany na długo wcześniej, zanim jego dzieła były powszechnie znane na całym świecie, nie miał żadnego wpływu). Pierwszy stereotyp: małe, nędzne miasteczko. Nieprawda: to nigdy nie było (ani nie jest) małe miasteczko, a tym bardziej nędzne - wystarczy choćby przypomnieć boom naftowy z przełomy XIX i wieku. Drugi stereotyp - żydowskie miasteczko. Częściowa prawda: żydowskie, ale także polskie i ukraińskie. Postać Bruno Schulza, geniusza literatury przysłoniła także inne postaci związane z Drohobyczem - wystarczy choćby wymienić Kazimierza Wierzyńskiego, Iwana Franko, Leopolda i Maurycego Gottliebów, Artura Grottgera, Jerzego Kotermaka, Hermana Liebermana, generała Stanisława Maczka, Wacława Rzewuskiego, Alfreda Schreyera, Michała Tokarzewskiego Koraszewicza. A także Jana Niewiadomskiego.

2.
Kiedy w 2012 roku wraz z partnerami z drohobyckiego Teatr Alter realizowaliśmy projekt "Panopticum wyobraźni" (tym razem poświęcony Janowi Potockiemu) i część tego projektu realizowana była w Drohobyczu właśnie, Andriej Jurkiewicz z "Alteru" pokazał mi niezwykły dom w samym centrum miasta, zbudowany na planie trójkąta. Oraz z wyraźną fascynacją opowiadał mi o właścicielu tego domu, legendarnym burmistrzu z początku dwudziestego wieku. Otóż ten burmistrz, jako młody chłopak, podobno piechotą poszedł z Drohobycza do Włoch, skąd wrócił z patentem piekarni parowej, pierwszej w Galicji i założył całą sieć piekarni we Lwowie i Drohobyczu. Już jako burmistrz (a przedtem dyrektor banku) zbudował sporo budynków użyteczności publicznej i parków istniejących w Drohobyczu do dziś.
Okna jego biura jako dyrektora banku znajdowały się dokładnie naprzeciwko okien jego mieszkania - mimo to kazał zainstalować jeden z pierwszych trzech telefonów w Drohobyczu w biurze i mieszkaniu, aby zawsze móc się połączyć z oddalonym o kilka metrów rozmówcą czyli żoną lub córką. Ta postać fascynowała ludzi z Alteru (i jak się później okaże - nie tylko ich), nawet w wydawanym przez Teatr Alter periodyku ukazał się napisany po ukraińsku artykuł o owej osobie, autorstwa Bogdana Łazoraka. A tą osobą był Jan Niewiadomski.
Wróciłem do domu do Krakowa i opowiedziałem wszystko mojej żonie, na co ona: "Burmistrz Drohobycza? Zaraz, zaraz, to przecież mój prapradziadek" "Co? TEN Niewiadomski?" "Tak. Ten Niewiadomski". Rozpoczęło się zatem grzebanie w rodzinnych archiwach mojej żony Joanny i jej krewnych, znaleźliśmy fotografie, listy, a przede wszystkim kronikę rodzinną spisywaną przez Jana Niewiadomskiego, a potem kontynuowaną przez jego zięcia, Jana Zdzisława Swaryczewskiego. Dostępne one są pod:
https://www.flickr.com/photos/105029704@N02/albums/72157716001007832/with/50349100033/.
Zafascynowały mnie te zdjęcia, robione w studiach w Stryju i Drohobyczu, tak samo jak coraz bardziej fascynowała mnie postać Urzędnika Doskonałego, Jana Niewiadomskiego.

Skontaktował się ze mną dr Bohdan Łazorak, docent na Uniwersytecie Pedagogicznym w Drohobyczu, dyrektor muzeum Iwana Franki w Nahujewiczach. Okazało się, że pisze on książkę o Niewiadomskim, wysyłałem mu zdjęcia i inne materiały - on z kolei zwracał się do mnie z pytaniami dotyczącymi rodziny Niewiadomskich i w końcu po paru latach w 2020 roku ukazała się, nakładem Wydawnictwa Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Legnicy, książka pt.: "Jan Niewiadomski (1840 - 1914) - jego rola w życiu Drohobycza", której współautorami byli Bogdan Łazorak właśnie oraz Beata Skwarek i Tetiana Łazorak. Książka napisana z niezwykłą pasją i znakomicie udokumentowana. I to był jeden nadspodziewanych pożytków z teatru: piękna i niezwykle potrzebna książka, do której powstania w niewielkim stopniu (ale jednak) moje działania teatralne się przyczyniły.

W rok później, w 2013 roku, graliśmy na festiwalu schulzowskim w Drohobyczu spektakl "Niewyczerpany transformista". Przy tej okazji wybrałem się na drohobycki cmentarz, aby odwiedzić grób Jana Niewiadomskiego i jego żony Apolonii. Zdjęcia nagrobne były rozbite, grobowiec w opłakanym stanie. Wiedziałem wtedy, że do Drohobycza muszę wrócić, że muszę stworzyć jakiekolwiek działanie teatralne związane z pamięcią o Janie Niewiadomskim.

3.
Od wielu lat współpracujemy z Teatrem Alter z Drohobycza, grupą pasjonatów, których działalność wykracza poza sferę teatru. Poza kilkoma wspólnymi projektami kontaktują się wzajemnie młodzi uczestnicy wspólnych działań - i tak oto dowiedziałem się od nich, że partnerzy z Drohobycza założyli internetowe Radio Kotermak. Spodobała mi się ta nazwa - sprawdziłem: pochodzi ona od nazwiska Jerzego (Jurija) Kotermaka alias Jerzy Drohobycz, alias Jerzy Drusianus, alias Georgius Drohobicz alias Юрій Дрогобич alias Юрій Котермак alias Георгій з Русі alias Юрій зі Львова. Był to, żyjący w latach 1450 - 1494 i pochodzący z Drohobycza, astronom, doktor medycyny, rektor Uniwersytetu Bolońskiego, profesor Akademii Krakowskiej, astrolog na papieskim dworze. Nauczyciel Mikołaja Kopernika. Pisał po łacinie proroctwa, które wędrowały po najświetniejszych dworach ówczesnej Europy. Zafascynowały nas te proroctwa, szczególnie ich język i to, że się sprawdzały. Jeden z ukraińskich uczestników projektu, Ostap Dzondza wysnuł ciekawą hipotezę: proroctwa pisane przez Kotermaka opierające się na ruchu gwiazd i planet w rzeczywistości opierały się na danych Watykanu, który miał wówczas świetny wywiad na całym ówczesnym świecie. Były to odpowiedniki dzisiejszych prognoz ekonomicznych, politycznych i społecznych. A jeżeli jakieś proroctwo się nie sprawdziło, zawsze można było winę zwalić na nieprzewidziane zachowanie kosmosu.
Postaci Jana Niewiadomskiego i Jerzego Kotermaka łączyło to, że mimo iż każdy był przynajmniej w jakiś sposób związany z Polską, jej historią i cywilizacją to nie istniały w języku polskim (z małymi wyjątkami dotyczącymi Jerzego Kotermaka, jak książka prof. Tadeusza Ulewicza) żadne dotyczące nich publikacje. Natomiast funkcjonują oni w historii Ukrainy, Jerzy Kotermak nawet jako jeden z patronów Drohobycza, gdzie na jednym z głównych placów stoi jego pomnik.
Inną postacią związaną z Drohobyczem i z polską literaturą i kulturą jest Iwan (Jan) Franko. Urodził się w pobliskich Nahujewiczach, ze strony matki pochodził ze szlachty herbu Sas, ukończył polskie gimnazjum w Drohobyczu. Jest jednym (obok Tarasa Szewczenki) patronów literatury ukraińskiej. Ale pisał także po polsku (i w kilku innych językach), brał czynny udział w polskim życiu literackim i politycznym - i można go zaliczyć także do grona polskich pisarzy. Nas najbardziej zafascynowały pisane po polsku pieśni i ballady inspirowane folklorem ukraińskim jak np. "Mąż bije żonę" czy też "Lepszy niemiły mąż, niż pan kochanek", a także poetyckie satyry na współczesne stosunki polityczno-społeczne jak np.: "Pieśń o uobywatelnieniu Żydów" czy też "My lubimy Rusinów":
"My lubimy Rusinów,
Ich zwyczaje prastare,
Plemię ruskie, co kocha
Swoich panów, swą wiarę,
I tę mowę sług naszych,
I lokajów, i chłopów,
I tę dziatwę ich gołą,
I pokornych ich popów.
(...)
A za naszą tę miłość
My żądamy jednego:
Niech nikt oprócz nas nie śmie
Co bądź robić dla niego!
(...)
Lecz kto chciałby dla Rusi
Naszą ukrócić wolność
I rozrywać odwieczną
Naszych korzyści wspólność,
Siać w te serca poczciwe
Chwasty, zwane oświatą,
I zapalać je szkołą,
I kłócić dwory z chatą,
(...)
Ten jest Moskal, szyzmatyk,
Hajdamackie skaranie,
Apostata, zaprzaniec,
Zdrajca kraju, mospanie!"

4.
Jan Niewiadomski, urodzony 24.03.1840 r. w Samborze, pochodził z herbowej szlachty (ród Prus Niewiadomskich pieczętujący się herbem przedstawiającym między innymi uzbrojoną łydkę i stopę rycerza wbijającą się w rycerski hełm). Był synem samborskiego piekarza Antoniego Niewiadomskiego i Marii z Sajkiewiczów. Uczęszczał do drohobyckiego gimnazjum, ale jak sam napisał po latach w redagowanej przez siebie kronice, nie miał talentu do nauki, więc udał się na praktykę do ojca piekarza i w ramach tej praktyki odbył rzemieślniczą podróż po świecie: najpierw pieszo do Lwowa (opowiedziana mi przez Andrieja Jurkiewicza historia o pieszej wędrówce Niewiadomskiego po naukę piekarstwa do Włoch okazała się legendą, skądinąd sympatyczną), potem przez Czerniowce i Stanisławów do Rumunii i dalej do Siedmiogrodu, a potem przez Węgry wrócił do Sambora, by praktycznie wcielić w życie nauki pieczenia chleba i bułek.
W 1863 roku wziął udział w powstaniu styczniowym, gdzie dosłużył się stopnia kaprala. Podobno w powstaniu uczestniczył też jego brat, który zginął w walce z Rosjanami, i w kościele św. Bartłomieja w Drohobyczu przed wojną ufundowano tablicę pamiątkową ku jego pamięci, która została potłuczona w czasach Związku Sowieckiego, ale jej resztki znajdują się do dziś w piwnicy kościoła. Taką opowieść usłyszałem od jednego z drohobyckich Polaków, nie znajduje ona jednak potwierdzenia w książce Bohdana Łazoraka.
Po powstaniu Niewiadomski wraca znów do pieczenia chleba, bułek i ciastek – tym razem w Truskawcu, uzdrowisku o rosnącej sławie, dla przybywających tu gości o wykwintnym guście i smaku. W wieku 24 lat żeni się z pochodzącą z Wołynia Apolonią z Hryczajlików. Mieli – co w ówczesnych czasach było rzadkością – tylko jedno dziecko, córkę Wandę. Apolonia przez całe swoje życie nosiła się na czarno. Na kilku zachowanych fotografiach na jej twarzy maluje się smutek, podczas gdy na tych samych zdjęciach jej mąż, Jan Niewiadomski, jest co najmniej zadowolony z życia. Apolonia cierpiała na coś, co jej mąż i zięć nazwali ciężką histerią („na którą zmarła w męczarniach" – jak w pamiętniku napisał Niewiadomski). Do opieki nad żoną Jan Niewiadomski zatrudniał lekarzy i pokojówki. „Ta kobieta mogła nie tylko własnego męża, ale także całą rodzinę, sąsiadów i mieszkańców miasta doprowadzić do załamania nerwowego" – pisał o niej w kronice rodzinnej, aczkolwiek jako człowiek porywczy i nerwowy w innym miejscu napisał o swoim małżeństwie: „wspólna droga cierpienia i udręki". Kiedy Apolonia w styczniu 1911 roku nagle zmarła „bez świętej tajemnicy spowiedzi" – jak zaznaczył w kronice jej mąż, ów bardzo to przeżył, jego stan zdrowia bardzo się pogorszył. Trzy lata później Niewiadomski zmarł.
Małżeństwo Niewiadomskich wraz z córką w 1866 roku przenosi się do Drohobycza, gdzie Jan zaczyna kupować parcele i budować domy, a także działać w sektorze bankowym i w magistracie jako asesor, udzielać się jako polityk – przez cały czas rozbudowując sieć piekarni. Do tej pory nad Drohobyczem unosi się komin jednej z nich, jako jedna z pamiątek po Niewiadomskim. Jako członek rady gminy dozoruje (głównie od strony finansowej) kanalizację Drohobycza, potem na własnej działce buduje publiczny park wraz z basenem. Dwukrotnie spotyka się cesarzem Franciszkiem Józefem, gdy ten przybywa odwiedzić bogate w ropę tereny Galicji.
W roku 1894 córka Wanda wychodzi za mąż za stażystę pocztowego Jana Zdzisława Swaryczewskiego, a w dwa lata później przychodzi na świat ich pierwszy syn, Antoni. Wanda i Jan Zdzisław Swaryczewski mieli sześcioro dzieci, z tym że tylko troje z nich dożyło dorosłości: poza Antonim dwie córki, Bronisława i Janina, które – podobnie jak ich matka – dożyły późnej starości. Jan Niewiadomski staje się w ostatnich latach dziewiętnastego i pierwszych latach dwudziestego stulecia jednym z najznamienitszych obywateli Drohobycza, działa w zarządzie miasta, zostaje dyrektorem austro-węgierskiego państwowego banku w Drohobyczu – okna jego gabinetu w banku są naprzeciwko okien jego domu, Jan zakłada telefon w owym gabinecie, aby móc w każdej chwili zadzwonić do przebywającej w domu chorej Apolonii. „Posyłam jej obiady i kolacje, lecz utyskuje że niedobre i niesmaczne, chociaż jest wszystko dobre". Buduje wspaniały, o niezwykłej formie dom, będący do dziś jedną z ozdób tego miasta.
W 1906 roku zostaje wybrany burmistrzem Drohobycza (wiele lat przedtem był burmistrzem Sambora). Funkcję tę pełni dość krótko: w 1907 roku składa podanie o zwolnienie go ze stanowiska, motywując to zaawansowanym wiekiem (miał wtedy 67 lat), lecz magistrat nie przyjmuje jego dymisji, w dodatku honorując go Dyplomem Honorowego Obywatela. Ostatecznie jednak przestaje być burmistrzem w 1908 roku.
W roku 1913 odbyły się w Drohobyczu uroczystości z okazji 50. rocznicy powstania styczniowego. Schorowany weteran Jan Niewiadomski nie mógł w nich uczestniczyć, w związku z czym miejscowa młodzież przybyła do jego domu, gdzie przy dźwiękach mandoliny wygłoszono adres ku jego czci. Wydano również broszurę z tej okazji pt. „Jednodniówka. 1863", gdzie zamieszczono wiersze ku czci Niewiadomskiego – powstańca i honorowego obywatela Drohobycza – autorstwa między innymi Jana Kasprowicza, Leopolda Staffa i Kazimierza Wierzyńskiego.
Kilkanaście miesięcy później, 21 maja 1914 roku, Jan Niewiadomski zmarł po ciężkiej chorobie. Pochowano go na cmentarzu w Drohobyczu, obok zmarłej trzy lata wcześniej żony Apolonii. W jego pogrzebie wzięło udział kilka tysięcy osób: Polaków, Ukraińców, Żydów. Nieco ponad miesiąc później rozległy się strzały w Sarajewie, a dwa miesiące później wybuchła I wojna światowa.
W 1909 roku Jan Niewiadomski rozpoczyna pisanie rodzaju pamiętnika, pod nazwą: „Kronika rodzinna i domowa rodziny Niewiadomskich i Swaryczewskich": karty o wymiarach 30x40 cm, wypełnione starannym, kaligraficznym pismem. Pamiętnik podzielony jest na rozdziały – między innymi „Dzieje rodziny" i „Dni żałobne". Po jego śmierci prowadzenie pamiętnika przejął zięć, Jan Zdzisław Swaryczewski, którego pierwszy wpis wygląda tak: „Ja, Zdzisław Swaryczewski zięć śp. Jana Niewiadomskiego, mąż Jego jedynej córki Wandy zaczynam z pewnem nabożeństwem dalszy ciąg tego pamiętnika – a to z powodu szacunku dla mego poprzednika, który był bądź co bądź niezwykłym człowiekiem. Był on prawym, ambitnym, niezwykle energicznym, a choć miał swoje wady, to przecież jako mieszczanin był może ostatnim w swej klasie społecznej, który potrafił tak żyć i takie stanowisko zdobyć sobie w Drohobyczu a i w społeczeństwie".

5.
Zafascynowani osobowościami Astrologa Profesora, Oficjała Doskonałego, Wcielonego Filologa i Nauczyciela Rysunków (którego pośmiertna sława trochę przerasta Drohobycz) postanowiliśmy - wraz z niezawodnymi przyjaciółmi z Teatru Alter) zrealizować działanie im poświęcone. Z początku projekt miał się nazywać "Osobistości Drohobycza", w końcu zmieniliśmy jego nazwę na "Na skrzyżowaniu kultur: Drohobycz". Napisaliśmy wniosek do programu Unii Europejskiej "Erasmus +", przyznano nam dofinansowanie - i tak we wrześniu 2018 spędziliśmy ponad tydzień w Drohobyczu wspólnie z Alterem realizując ten projekt. Szefem projektu ze strony ukraińskiej był jak zawsze niezawodny padre Andrzej Jurkiewicz, ze strony polskiej - niżej podpisany, z którym współpracowały merytorycznie i organizacyjnie Agnieszka Dziedzic i Monika Gigier. Stworzyliśmy na Facebooku stronę poświeconą projektowi dostępną pod:
https://www.facebook.com/NaSkrzyzowaniuKultur.

Od początku założyliśmy, ze naszym celem ma być poznanie - prezentacja efektów naszej pracy, aczkolwiek niezbędna, ma jednak znaczenie drugorzędne, wtórne wobec warsztatów. Zresztą takie jest założenie większości programów warsztatowych Mumerusa. Chcieliśmy to poznanie osadzić w realiach Drohobycza.
Miasta, którego jednym z żywiołów jest Ziemia. Jego sława i znaczenie wzięła się ze złóż solanek, jeszcze całkiem niedawno eksploatowanych. Ziemia drohobycka ma niezwykłą barwę i fakturę - jest też niepotykanym gdzie indziej pigmentem do farb. A przeciwstawnym Ziemi jest Kosmos i Gwiazdy. Dlatego część poświęcona Jerzemu Kotermakowi miała charakter działania plastycznego. Jedna z uczestniczek, Natalia Radiowska, przełożyła tekst proroctw Kotermaka z języka łacińskiego na polski i - pod wpływem impulsu - zaczęliśmy działanie plastyczne. Polegało ono na tym, że najpierw przygotowaliśmy, korzystając z bogactw drohobyckiej ziemi pigment, potem - korzystając z różnych nośników zrobiliśmy z niego farbę, i tak - słuchając i czytając przepowiedni Kotermaka wyczytanych z gwiazd - oddawaliśmy się malarstwu materii. Zajęcia te prowadziła Swieta Zawara. Tak powstałe obrazy powiesiliśmy potem na białej ścianie domy naprzeciw kościoła św. Bartłomieja.
Postać Iwana Franki zafrapowała nas także ze względu na pisane przez niego po polsku teksty inspirowane ludowymi pieśniami ukraińskimi. Postanowiliśmy wrócić do źródeł i te pieśni zetknąć z ich oryginałami - stąd warsztat muzyczny, gdzie pracowaliśmy zarówno nad pieśniami oryginalnymi po ukraińsku, jak też ich adaptacjami na język polski. Te - skądinąd okrutne pieśni - skontrapunktowaliśmy z satyrycznymi, ostrymi jak brzytwa, wierszami Franki. Warsztaty te prowadziła Monika Gigier wraz partnerami ukraińskimi i we współpracy z Anną Sitko i Andrasem Kissem, Węgrem, który także wziął udział w naszym projekcie .
Nie mogło w naszym projekcie zabraknąć miejsca dla Bruno Schulza, to oczywiste. Postanowiliśmy wyrwać jego utwory - zarówno literackie, jak i plastyczne - z kontekstu miejskiego i osadzić je w przyrodzie: chaotycznej, nieuporządkowanej. Podążaliśmy śladami pojawiających się w jego opowiadań opisów zarośniętych podwórek. W lesie w Nahujewiczach, nieopodal muzeum Iwana Franki, gdzie znajdują się drewniane rzeźby postaci z bajek Franki zrealizowaliśmy warsztat inspirowany kilkoma epizodami z opowiadań Schulza - potem kilka scen, będących efektem tego warsztatu przenieśliśmy w miejską przestrzeń Drohobycza, pokazując je podczas publicznej prezentacji na zakończenie projektu.
W postindustrialnej przestrzeni dawnej warzelni soli zrealizowaliśmy film inspirowany kilkoma zdaniami z "Traktatu o manekinach". W filmie tym wystąpili Ewa Rajska, Aleksander Maksymow, Igor Stahniw i Bartłomiej Zdeb - zatytułowaliśmy go "Zdarzenie w warzelni soli", a dostępny on jest pod:
https://www.youtube.com/watch?v=NNOn_BJpc1g.
Film ten zrealizował Bogusław Kornaś, który przez cały czas towarzyszył nam z kamerą. Z materiału nakręconego podczas warsztatów Bogusław Kornaś zmontował film o Drohobyczu, którego motywem przewodnim była wędrówka śladami drohobyckich pomników - jest ich w tym mieście bardzo dużo, z różnych epok i każdy jest zarówno kamiennym bądź spiżowym (a bywa, że i plastikowym - jak w wypadku pomnika Jana Pawła II) uosobieniem czczonej w ten sposób osoby, jak i zwierciadłem czasów, w których powstał. Film ten dostępny jest na https://www.youtube.com/watch?v=gp0gvbuhgvY&t=2s

W końcu efekty naszej pracy pokazaliśmy w słońcu wrześniowego wczesnego popołudnia, 22 września 2018 r., podczas Dnia Drohobycza. Równocześnie do naszych działań odbywał się festyn na drohobyckim Rynku: muzyka, tańce, stragany, baloniki, piwo, grille, oranżada...My staraliśmy się wpasować w ten festyn: spod pomnika Jerzego Kotermaka odczytywaliśmy astrologiczne proroctwa (Kamil Cieślak, Swieta Zawara i Ostap Dzondza), zza drzew i narożników domów pojawiały sie postaci z opowiadań Schulza, zza innych drzew słychać było satyryczne teksty Iwana Franko, a na środku placu pod kościołem św. Bartłomieja śpiewaliśmy ukraińskie pieśni ludowe. I te wszystkie działania odnoszące się do historii idealnie harmonizowało z życiem współczesnego Drohobycza uosobionym w świątecznym jarmarku. Zdjęcia z warsztatów prezentacji można znaleźć pod https://www.flickr.com/photos/105029704@N02/albums/72157676865716908.
Podczas tego wydarzenia zorganizowaliśmy również, w bezpośredniej bliskości jego willi, prelekcję o Janie Niewiadomskim, którą wygłosił dr Bohdan Łazorak połączoną z czytaniem fragmentów jego pamiętnika (Ewa Breguła) i wystawą zdjęć rodzinnych. Prelekcja ta zgromadziła osobistości współczesnego Drohobycza, a także zbłąkanych uczestników festynu, którzy - przyznać trzeba - z zainteresowaniem posłuchali opowieści o włodarzu swojego miasta sprzed z górą stu lat. Włodzimierz Baraniak, dyrektor banku, mieszczącego się w tym samym budynku gdzie przed laty był dyrektorem banku Jan Niewiadomski zaprosił nas na wycieczkę po wnętrzach owego banku, gdzie zachowało się sporo rzeczy z czasów Niewiadomskiego - a przede wszystkim solidna, pancerna kasa.
Następnego dnia wybraliśmy się całą grupą na stary cmentarz przy ul. Truskawieckiej, aby złożyć kwiaty na grobie Apolonii i Jana. Grób został odnowiony dzięki staraniom Adama Chłopka z Drohobycza i zniszczone nagrobne fotografie zostały zastąpione tymi, które kilka lat temu wysłałem do Drohobycza. Na grobie wyryto złotymi czcionkami napis: "Szczęśliw, kto do tej zawinie przystani, lęk co nie zmrozi, ból serce nie zrani, próżen trosk wszelkich staje u wieczności proga, by dzielić wieczne szczęście Boga".
6.
Jest gdzieś około 1910. Hipotetycznie trzy osoby mogły się ze sobą spotkać, bądź na jednej z szerokich alei, bądź na Ulicy Krokodyli, bądź pod dzwonnicą kościoła św. Bartłomieja: Jan Niewiadomski, oficjał, bankowiec, burmistrz: Iwan Franko, patron literatury ukraińskiej, (a także świetnie tworzący po polsku i w wielu innych językach), wtedy u szczytu sławy. Oboje schorowani, umrą w kilka lat później: Niewiadomski w 1914 roku, Franko w 1916. I jeszcze najmłodszy - Bruno Schulz, wówczas gimnazjalista bądź student. Będzie żył jeszcze jakieś 30 lat, aż do 1942 roku, kiedy dosięgnie go kula gestapowca. A gdzieś z kosmosu przyświeca im gwiazda innego drohobyczanina, Jerzego Kotermaka, autora astrologicznych przepowiedni, które w większości się spełniały.
__
Zrealizowano w ramach programu stypendialnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Kultura w sieci

Wiesław Hołdys
Dziennik Teatralny
26 września 2020

Książka tygodnia

Zero zahamowań
Wydawnictwo: Agora
Michał Rusinek

Trailer tygodnia

8. Festiwal Teatru Ukr...
Nadiia Moroz-Olshanska
Sztuka jest niezbędną częścią życia...