OTO... Monty Python's - The Book

"Monty Python. Autobiografia według Monty Pythona" - aut. Monty Python - Czwarta Strona - Wydawnictwo Poznańskie

Pamiętacie ten numer ze zwrotem martwej papugi? A ten o drwalu? I jeszcze skecz „Biuro sporów", o pokojach do kłótni? Albo (mój faworyt) o konkursie streszczania Prousta? Cóż, myślę, że raz obejrzane, trudno zapomnieć. Choć tezę oczywiście głoszę nie będąc obiektywna, jako że oglądałam je pewnie z setki razy... Dla mnie Latający Cyrk Monty Pythona to późne wieczory spędzone z siostrą na oglądaniu BBC. A potem powtórki puszczane w Telewizji Polskiej, już z tłumaczeniem.

Odkrycie filmów pełnometrażowych i zaśmiewanie się nimi do znudzenia. A jednak, muszę przyznać, że wiedza o samym Monty Pythonie, jak pewnie dla większości widzów, ograniczyła się do umiejętności wymienienia wszystkich Panów z imienia i nazwiska oraz pobieżnej (może trochę bardziej szczegółowej w przypadku Johna Cleese'a) wiedzy o ich solowych poczynaniach (w wyjątkiem też oczywiście Grahama Chapmana, który od 4 października 1989 roku pozostaje tak bardzo bezczynny...).

Niniejsza książka to autobiografia. Oczywiście opracowana i stworzona przez Boba McCabe'a (ze świetnym tłumaczeniem Filipa Łobodzińskiego), a jednak jest to specyficzna forma opowieści, na którą składają się wypowiedzi wszystkich Pythonów (plus wypowiedzi Davida Sherlocka oraz Johna i Pam Chapmanów w zastępstwie za Grahama Chapmana, który jednak, dzięki swojemu dziennikowi i wcześniejszym wypowiedziom, nawet zza grobu, nie pozostaje aż tak bardzo milczący). Te różnej wielkości wypowiedzi ułożone są w bardzo zgrabną całość. Tam gdzie kończy wypowiedź John Cleese, rozpoczyna Eric Idle, a czego nie dopowiedzieli, uzupełnione zostaje w wypowiedziach obydwu Terrych czy w słowach Michaela Palina (lub z dokumentacji jego dziennika).

Struktura książki jest bardzo dobrze przemyślana. Rozpoczynamy od „obgadywania" każdego z Pythonów i pierwszych wrażeń, jakie Panowie na sobie zrobili (wielu ma naprawdę sprzeczne zeznania). Następnie śledzimy losy ich spotkania, nawiązania się grupy, stworzenia Latającego Cyrku dla BBC, nakręcenia każdego z osobna filmu pełnometrażowego, aż do Sensu Życia i Sensu Śmierci wraz ze śmiercią Grahama Chapmana i naturalnym końcem działalności Monty Pythona.

Liczy się przede wszystkim pomysł, bo w wykonaniu całej szóstki, broni się on świetnie. Panowie są krytyczni wobec siebie, zabawki, autoironiczni. Choć zdarza im się traktować sprawy bardzo na serio i tłumaczyć szczerze swoje żale (szczególnie skupiając się na żalach wobec Johna Cleese'a, który dyktował obierane przez Pythonów drogi). W tych wypowiedziach zdarzają się też świetne perełki. Czy wiecie na przykład, że prototypem skeczu z martwą papugą było zepsute auto Erica Idle'a? Albo, że wielki przyjaciel Grupy, George Harrison, pomógł w finansowaniu „Żywotu Briana" i nawet zagrał w nim maleńką rólkę? Są też dosyć smutne wątki, jak kłótnie, rozbieżności zdań czy problemy alkoholowe Chapmana. Ale z całości przedziera pozytywne nastawienie i niezwykła pasja całej szóstki do spotykania się i tworzenia czegoś przezabawnego dla pokoleń. Wymyślanie skeczy czy kręcenie filmów nie przychodziło łatwo, była to nieraz dla nich trudna praca, ale te chwile, gdy siedzieli całą grupą (na przykład na Bahamach) i wymyślali scenariusze przez, wszystkich wspominane są z takim samym sentymentem. Każdy miał swoje zdanie, każdy był inny, a stworzenie czegoś jednomyślnego przez sześciu ludzi nie jest wcale proste. Bo kiedy pięciu się zgadza, jednemu się zawsze coś nie podoba. Wspaniałym jednak jest, że czasem mogli liczyć na tę jednogłośność i takich momentów było to dość sporo, i właśnie one zaowocowały.

Samo wydanie również zasługuje na pochwałę. Wydawcy udało się naprawdę uchwycić aurę i ducha Monty Pythona. Małą czcionkę i dużą ilość tekstu umilają zdjęcia, kardy z filmów oraz ilustracje autorstwa Terry'ego Gilliama. Książka w rzeczywistości ma ponad trzysta sześćdziesiąt stron, wydaje się jednak być potężnych rozmiarów księgą. Jest naprawdę pojemna i choć temat bardzo lekki, nie jest bynajmniej lekturą szybką. Jest natomiast niewątpliwie lekturą bardzo dobrze opracowaną i wartościową.

Wybaczcie, że na koniec podzielę się dość błahą sprawą. Miałam dziś przedziwny sen. Śniło mi się, że wracałam z podróży do Ameryki. Ale żeby nie było tak łatwo, przy odprawie przedstawiłam się nazwiskiem „Graham Chapman". Dopiero po wpuszczeniu mnie do samolotu, zdałam sobie sprawę z absurdu sytuacji. Bo wszystko poszło gładko. Nikt nie zająknął się nawet, że jestem kobietą, paszport opiewa na zupełnie inne nazwisko, podpisuję się jakoś koślawo i w dodatku zbyt długo się zastanawiam i robię błędy, głos mam nie taki i, co by tu dużo mówić, wcale nie przypominam Grahama Chapmana... Choć dziwnym zbiegiem okoliczności nikt też nie zapytał i nie skojarzył nazwiska sławnego Pythona... A może właśnie w tym tkwi sens? Ponoć ludzie oglądając z początku odcinki Latającego Cyrku nie mogli się przyzwyczaić, że po wyłączeniu telewizora życie było takie nudne, nie śmieszne, bez absurdu... A jak śpiewa Eric Idle: „Życie to śmiech". Na poprawę humoru, na nudę, Monty Python zawsze działa najlepiej. Czas spędzony z tą książką zarazi tym nastrojem. Ale uwaga! Przygotujcie się na późniejsze uzależnienie od Latającego Cyrku i pełnych metraży. Bo choć chce się przebrnąć przez też cegiełkę, trudno odłożyć ją na bok.

Absurd zaskakuje i śmieszy właśnie dlatego, że spodziewamy się czegoś zupełnie innego. Monty Python umiał zawsze to świetnie wykorzystać. Bo wiecie oczywiście co Monty Python zawsze powtarza? „Zawsze patrz na jaśniejszą stronę życia?" Tak. To też. Ale tak naprawę to „nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji".

Monika Samitowska-Adamczyk
lubimyczytac.pl
20 kwietnia 2019
Portrety
Monty Python

Książka tygodnia

Teatr bliskiego kontaktu
Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego
Katarzyna Kalinowska, Katarzyna Kułakowska, Emilia Zimnica-Kuzioła, Ewelina Wejbert-Wąsiewicz

Trailer tygodnia