Otwartość wpisana w nazwę

Rozmowa z Dagmarą Gumkowską

Tegoroczna edycja festiwalu była wprawdzie szczególna – festiwal odbywał się online, wobec czego mogliśmy puścić wodze fantazji, wykorzystać tę formułę jako coś, co pozwala nam na przekroczenie rozmaitych granic, na przykład logistycznych i topograficznych, ale tak, kontynuujemy ten temat i wątek. Na pewno absolutnym dowodem na to jest przedstawienie, które prezentowaliśmy jako pierwszy spektakl naszego festiwalu, czyli „Questo Buio Feroce" – „Ten okrutny mrok" zespołu Compagnia Pippo Delbono. Pippo Delbono to wizjoner teatru, aktor, reżyser, autor – bardzo ciekawa postać. Myślę nawet, że jego spektakle w jakiś sposób oddają ducha naszego festiwalu, ponieważ Pippo Delbono na scenie pokazuje świat, który zaprzecza, który w ogóle kwestionuje podziały płynące z założeń, że istnieje coś takiego jak normatywność i nienormatywność.

Z Dagmarą Gumkowską, kuratorką programową jednego z najciekawszych międzynarodowych festiwali teatralnych OPEN THE DOOR rozmawia Dorota Dziuba i Ryszard Klimczak z Dziennika Teatralnego.

Ryszard Klimczak: Dagmara Gumkowska, człowiek wyjątkowy w teatrze polskim, organizator jednego z najciekawszych międzynarodowych festiwali, można by powiedzieć offowych właściwie. I offowych w tym sensie, że są to spektakle, które o czymś mówią, o ważnych problemach, pokazują teatr z różnych miejsc na świecie, robiony w różny sposób, dla różnych celów i jest to festiwal szczególnie z tego powodu oryginalny i bardzo interesujący. Który to numer festiwalu?

Dagmara Gumkowska - Przede wszystkim bardzo dziękuję za takie ciepłe słowa. W tym roku to już czwarta edycja, ale chciałabym wrócić do tej offowości, bo nasz festiwal, organizowany przez Teatr Śląski w Katowicach, jest otwarty na różne formy teatralne, również spektakle repertuarowe, na różne gatunki. Faktycznie, tak jak pan powiedział, otwartość – wpisana też w nazwę festiwalu – jest bardzo ważna, jest otwartością rozumianą w bardzo szeroki sposób: i tematycznie, i jako otwartość w kategoriach społecznych, otwartość na różnorodność, ale też jako otwartość formalna – otwartość na różne formy teatru i sztuki.

Czyli można by się pokusić o stwierdzenie, że jest to festiwal, który ma kierunek „otwartość", czyli właściwie jakby nie ma kierunku. Jest niby wszystko, jednak czymś ograniczone, a czym się ogranicza?

- Festiwal ma ważną dominantę, którą jest rozmowa o wykluczeniu i o włączaniu. Pomysłodawca festiwalu – dyrektor Teatru Śląskiego Robert Talarczyk podkreśla, że to ważny dla niego temat, że chciałby, aby ten festiwal reprezentował też osoby, które z różnych powodów w naszym codziennym świecie nie mają prawa głosu, albo których głosu nie słyszymy.

Pewna część repertuaru Waszego Teatru, świadczy o tym, że Talarczyk ma taką właśnie wrażliwość.

- Tak, dokładnie tak. Jeżeli się temu przyjrzeć, jest to bardzo konsekwentnie realizowana przez niego ścieżka, zarówno jeśli chodzi o spektakle, jak i współpracę z innymi instytucjami. Ta otwartość to ważny aspekt pracy artystycznej Roberta Talarczyka i, jak sądzę, też sposób zarządzania Teatrem Śląskim. Myślę, że ta instytucja pod jego artystycznym „przywództwem" chętnie wchodzi w relacje z innymi instytucjami, innymi twórcami. To przecież dyrektor Talarczyk zaprosił do współpracy Adama Ziajskiego, jednego z czołowych twórców teatru offowego, aby na naszej scenie zrealizował, wspólnie z niewidomymi osobami, przedstawienie „Spójrz na mnie". Jest to więc faktycznie pewna strategia obecna na stałe w jego pracy.
Międzynarodowy Festiwal OPEN THE DOOR ma akcentować, pokazywać, oddawać głos osobom, o których z różnych powodów zapominamy. Myślę, że my wszyscy nieustannie spieszymy się i tak szybko biegniemy do przodu, że zapominamy o tych, którzy z różnych powodów nie mogą dotrzymać nam kroku.
Gdy cztery lata temu rozmawialiśmy z dyrektorem Talarczykiem o formule, koncepcji programowej Festiwalu, zaczęłam zastanawiać się nad samym zjawiskiem wykluczenia, nad tym, czym może być spowodowane, nad podziałami, potrzebą kategoryzowania. Dyrektor wspominał najpierw o prezentacji prac artystów z niepełnosprawnością, ale zaczęliśmy rozmawiać o wykluczeniu rozumianym szerzej, o tym, że może być wiele rozmaitych powodów wykluczenia. Pomyślałam, że ich ogromna różnorodność jest naprawdę przerażająca, bo wykluczenie może byś spowodowane przez jakąś niepełnosprawność, chorobę psychiczną, ale przyczyny wykluczenia mogą być też zupełnie inne, mogą zaskakiwać.

Również światopogląd na przykład.

- Oczywiście, że tak. To może być pochodzenie etniczne, przynależność do jakiejś grupy, przekonania religijne, narodowość, orientacja seksualna...

Rasa.

- Oczywiście. Kolor skóry, rasa, to może być też coś związanego z wyglądem. Coś, co się może nam wydawać kompletnie irracjonalne. Jest wiele osób, które nie akceptują siebie, swojego fizycznego wyglądu do tego stopnia, że to ich może popchnąć do granic czasem choroby psychicznej, czy wręcz zaprowadzić na skraj samobójstwa.

Nawet nie na skraj. Spowodować samobójstwo. To się dzieje.

- Życie każdej osoby, taką, jaka ona jest, jest cenne i nie powinniśmy oceniać człowieka z perspektywy jego wyglądu, statusu materialnego, czy pochodzenia. Może zdumiewać, do jakiego stopnia nasz społeczny, arbitralny „osąd", brak akceptacji, może wpływać na czyjeś życie.

Wręcz powstaje potrzeba pomocy takiemu człowiekowi. Myślę, że takie nagromadzenie tego rodzaju spektakli w tym przypadku powoduje wzrost naszej wiedzy, naszej świadomości w tym względzie i ewentualnie pozytywnych reakcji w przyszłości, w przypadku spotkania się z wykluczeniem w ogóle, obojętnie, w jakim rodzaju.

- Myślę, że to jest właśnie bardzo ważny aspekt naszego festiwalu – pokazywać świat w jego różnorodności. Bo jesteśmy różni. Jesteśmy, jako społeczeństwo osobami, które są w różnym wieku, mają różne życiowe doświadczenia, czasem złe, czasem dobre. Każdy z nas ma za sobą albo zmaga się z jakimiś problemami. Zmaga się, zmagał, albo będzie się zmagać. Musi sobie poradzić, na przykład ze stratą, chorobą. Warto uświadomić sobie na przykład, że niekoniecznie zawsze, nie przez całe swoje życie jesteśmy stuprocentowo sprawni. Różnorodność to cecha społeczności. Możemy tego nie przyjmować do wiadomości, ale to nie zmienia tego faktu. Otwartość może więc spowodować, że spojrzymy na każdą osobę jak na kogoś, kto potencjalnie coś nowego, coś ciekawego wnosi, zamiast oczekiwać, że ten ktoś wpisze się w jakiś określony schemat.

Trzeba o tym pamiętać, a o tym się na ogół nie pamięta, że nie tylko z punktu widzenia antropologicznego, ale i biologicznego, nie ma dwóch takich samych istot na świecie.

- Oczywiście, że tak. Coś się takiego wydarzyło, że tak zwana „większość" to jest kompletny abstrakt, który ma się mieścić w jakichś widełkach wiekowych i sprawnościowych. Chyba dwie edycje temu, w ramach festiwalu zorganizowaliśmy debatę o barierach architektonicznych. Taka debata wydaje się ważna z punktu widzenia osób, które mają jakieś ograniczenia mobilności. Zastanówmy się jednak – społeczeństwa wielu krajów starzeją się, średnia długość życia obywateli na przykład Europy ulega wydłużeniu. Nie przez całe swoje życie jesteśmy jednakowo sprawni. Kolejny czynnik – wiele osób posiada dzieci, poruszają się wraz z wózkami itp. Bariery architektoniczne utrudniają życie nie tylko osobom z ograniczoną mobilnością, ale też ludziom starszym czy też osobom, które po prostu pchają przed sobą wózek z dzieckiem, albo próbują z małym dzieckiem wsiąść do tramwaju. Nieraz widziałam sytuację, że pierwszy stopień autobusu czy tramwaju był na wysokości nosa takiego dzieciaka i mama lub tata próbowali go za rączkę wciągać, podnosić. To jakiś absurd. Jeżeli będziemy myśleć o rozmaitych aspektach naszego praktycznego funkcjonowania w taki sposób, aby ułatwić życie wielu osobom – jak najszerszemu gronu osób, nie tylko osobom z niepełnosprawnościami, nagle okaże się, że te ułatwienia są potrzebne i są doceniane przez o wiele więcej ludzi, niż nam się wydaje.
Spektakl, który pokazywaliśmy w ubiegłym roku – „Louder Is Not Always Clearer", czyli „Głośniej nie zawsze znaczy wyraźniej" zwracał uwagę na bardzo ważną rzecz. Pokazywał nam, jak bardzo to my decydujemy o tym, kogo wykluczamy. Przedstawienie zaczyna się w bardzo przewrotny sposób. Widzimy na scenie młodego, atrakcyjnego mężczyznę, który siedzi przy stoliku, przed sobą ma laptopa i na nim pisze. To, co pisze, wyświetla się na ekranie za nim – co często dzieje się obecnie w spektaklach, korzysta się przecież z technologii – pisze jak się nazywa, opowiada coś o sobie, co lubi i nagle w pewnym momencie pojawia się informacja, że nie słyszy, jest głuchy. Gdyby to było pierwsze zdanie, które by nam powiedział, pewnie postrzegalibyśmy go inaczej. To my decydujemy, na co stawiamy akcent, czy widzimy przed sobą człowieka głuchego, czy widzimy po prostu człowieka, który jest nauczycielem, lubi czytać książki, który ma jakieś zainteresowania i który jest również głuchy, czy widzimy go z perspektywy tej jednej jego cechy, która w jakiś sposób może go odróżniać od nas, czy też to po prostu jedna z cech, którymi można go opisać. I to jest według mnie to, co musimy sobie uświadomić, że to my jako społeczeństwo wykluczamy. To my wykluczamy na przykład osoby starsze, to nie one się wykluczają, nie one nie chcą w czymś uczestniczyć. To my z jakiegoś powodu zakładamy, że jeżeli ktoś nie obsługuje jakiejś najnowszej aplikacji, to znaczy, że jakoś tam nie nadąża. Może ta osoba ma nam wiele do zaoferowania i może zaprzyjaźnienie się z ową aplikacją wcale nie zajęłoby jej tak dużo czasu jak myślimy. Mamy taką tendencję, żeby klasyfikować, kompletnie niepotrzebną tendencję. Daje nam to być może iluzję bardziej prostego świata, ale to iluzja, bo świat jest skomplikowany i wielowymiarowy.
Bardzo ważny jest jednak również inny aspekt naszego festiwalu – jakość artystyczna. Przywołany przeze mnie przed chwilą spektakl jest tego znakomitym przykładem. Przedstawienie stanowiło część programu British Council Showcase prezentowanego w ramach Festiwalu Fringe w Edynburgu w 2019 roku, należy do prestiżowego grona spektakli wyselekcjonowanych do reprezentowania brytyjskiej sztuki teatralnej i performatywnej poza granicami Wielkiej Brytanii. Wydarzenia prezentowane przez nas w ramach Międzynarodowego Festiwalu OPEN THE DOOR to projekty o wyjątkowej wartości artystycznej. Po pierwsze, chcemy pokazać, że artyści z niepełnosprawnościami, czy też twórcy bez formalnego przygotowania artystycznego realizują wspaniałe projekty, że są równoprawnymi uczestnikami artystycznego świata. Po drugie, pokazujemy różne spektakle, różne pod względem artystycznej formy i podejmownaych tematów – chcemy, aby na widowni spotykali się ludzie o różnych doświadczeniach, w różnym wieku. Pokazujemy więc i spektakle reprezentujące sztukę współczesnego cyrku, teatr tańca, czy teatr plenerowy.

Ile było spektakli w programie tegorocznego OPEN THE DOR?

- Spektakli dziewięć, ale wydarzeń czternaście.

Pytam, ponieważ nawiązując do tego, co pani mówi, czy w tym roku festiwalowe prezentacje dotyczyły jakichś cech, będących powodem wykluczenia? Czy jest pani w stanie to określić?

- Tak, tak. Tegoroczna edycja festiwalu była wprawdzie szczególna – festiwal odbywał się online, wobec czego mogliśmy puścić wodze fantazji, wykorzystać tę formułę jako coś, co pozwala nam na przekroczenie rozmaitych granic, na przykład logistycznych i topograficznych, ale tak, kontynuujemy ten temat i wątek. Na pewno absolutnym dowodem na to jest przedstawienie, które prezentowaliśmy jako pierwszy spektakl naszego festiwalu, czyli „Questo Buio Feroce" – „Ten okrutny mrok" zespołu Compagnia Pippo Delbono. Pippo Delbono to wizjoner teatru, aktor, reżyser, autor – bardzo ciekawa postać. Myślę nawet, że jego spektakle w jakiś sposób oddają ducha naszego festiwalu, ponieważ Pippo Delbono na scenie pokazuje świat, który zaprzecza, który w ogóle kwestionuje podziały płynące z założeń, że istnieje coś takiego jak normatywność i nienormatywność. On oczywiście tworzy spektakle, mając świadomość, że te podziały istnieją i toczy z nimi świadomą grę. Pokazuje nam na scenie świat wypełniony różnorodnością, uświadamia, że nasz świat, nasze ciała są różne, że nie ma dwóch takich samych ludzkich ciał, nawet bliźniaki się różnią.

To jest różność, odmienność cielesna można powiedzieć. A czy on mówi także o psychice?

- Tak, zdecydowanie tak – o różnorodności – osób, postaci, charakterów, marzeń, pragnień. Budując oczywiście obrazy.

Czyli o psychice, która jest konsekwencją różnic w cielesności?

- Tak, pewnie tak, Pippo Delbono od wielu lat pracuje z osobami z niepełnosprawnościami, z ludźmi z marginalizawanaych grup społecznych, spotkanie z nimi było dla niego ważnym momentem na jego artystycznej drodze. Zrealizował wtedy, w drugiej połowie lat 90 spektakl „Barboni". Wiele z osób, które spotkał, z którymi zaczął wtedy pracować pozostało w zespole na wiele lat. Tak było na przykład z Bobo, który spędził ponad czterdzieści lat swojego życia w ośrodku dla umysłowo chorych i którego Pippo Delbono z tego ośrodka wydostał. Bobo nie mówił, był głuchy, mówię w czasie przeszłym, ponieważ Bobo nie żyje, umarł ponad dwa lata temu. Pokaz „Questo Buio Feroce" to wyjątkowa szansa, by zobaczyć go w tym przedstawieniu, nie wiem, czy zespół wróci do prezentacji tego spektaklu na żywo, czy wznowią je z innym aktorem. Pippo Delbono pokazuje świat w jego bogactwie, pokazuje też życie z jego wielowymiarowością, ciemnymi i jasnymi stronami. Przedstawienie „Ten okrutny mrok" podejmuje temat odchodzenia, śmierci, inspirowane jest książką umierającego na AIDS amerykańskiego pisarza Harolda Brodkaya. Moim zdaniem jest to jednak zarazem hymn na cześć życia, spektakl, który mówi o tym, jak piękne i niezwykłe jest życie.

Można powiedzieć, że wszyscy jesteśmy w jakimś stopniu niepełnosprawni – mamy jakieś sprawności i jakieś niepełnosprawności – czy inne spektakle również dotyczą jakichś aspektów wykluczenia czy też cech, które mogą je powodować?

- Myślę, że bardzo ciekawym przykładem opowiadania o wykluczeniu, są spektakle brytyjskiego zespołu DV8 Physical Theatre. W myśl założeń jego twórców teatr tańca nie musi być teatrem konceptualnym, może i powinien poruszać ważne tematy społeczne. W swoich spektaklach DV8 podejmuje na przykład temat społecznych ról kobiety i mężczyzny. Przedstawienie "Enter Achilles" jest dla mnie absolutnie fenomenalną analizą stereotypu męskości, opowieścią o cenie, jaką za uleganie takiemu stereotypowi płacą mężczyźni. Ceną tą jest ofiara złożona z własnych emocji, z własnej wrażliwości, niemal brak możliwości przyznania się do słabości, miłości, orientacji seksualnej. Taki stereotyp mężczyzny może być kompletnym abstraktem, bzdurą i tak naprawdę nikt nie wie, jaki ten idealny, stuprocentowy mężczyzna miałby być. A jednak wiele osób nieustannie próbuje się w ten stereotyp wpisać, ulega ogromnej presji społecznej związanej z tym, że należy coś nieustannie udowadniać. Punktem wyjścia w spektaklu jest spotkanie grupy kolegów w brytyjskim pubie. Spotkanie, które uruchamia szereg charakterystycznych sytuacji. Choreografia przedstawienia jest tak naprawdę utkana z przetworzonych gestów, które kojarzymy z typowo męskimi stereotypowymi zachowaniami. Z kolei „Dreams of Monochrome Man" tego samego zespołu, to przedstawienie, dla którego zalążkiem była myśl, że społeczna homofobia musi pociągać za sobą bardzo ponure, straszne konsekwencje. Inspiracją była tutaj autentyczna historia seryjnego zabójcy, którego ofiarą padali głównie młodzi mężczyźni, często homoseksualni.
W programie tegorocznej edycji Festiwalu mamy również performens video „Ciało w ciało z Marilyn" świetnego zespołu Teatr 21, laureata tegorocznego Paszportu „Polityki", w którym aktorami są między innymi osoby z zespołem Downa. To projekt stworzony podczas pandemii, już w założeniu pomyślany jako video-performens, a więc działanie rzeczywiście zakrojone na taką właśnie formę artystyczną. To projekt, w którym mamy do czynienia z przewrotnym zderzeniem wizerunku aktorek-performerek z zespołem Downa z obrazem ciała Marilyn Monroe. Spektakl jest inspirowany dziennikiem Marilyn Monroe i podejmuje w bardzo ciekawy sposób temat stereotypizacji ciała. Wydawałoby się, że przywoływane tu postaci i ciała: performerek oraz Marilyn Monroe, różni bardzo wiele. A jednak w obu przypadkach to ciała, których dotyczą stereotypy. Bardzo różne, a jednak bardzo dotkliwe w obu przypadkach. Marilyn Monroe, której dzienniki odkrywają przed nami świadomą technik aktorskich kobietę-artystkę, nie została przecież w taki sposób zapamiętana i nie jest w taki sposób kojarzona. Z kolei ciała performerek – aktorek Teatru 21 Mai Kowalczyk i Aleksandry Skotarek, to też ciała, które padają ofiarą stereotypów. Ciała kobiet, które są akceptowane tylko w określony sposób. W pewnym momencie performansu aktorki bardzo przewrotnie mówią, że ich ciało jest akceptowalne, ale raczej od pasa w dół, jego górna połowa mniej. I faktycznie, my nawet na swoje biologiczne ciało, ciało, które jest jakimś biologicznym faktem, narzucamy społeczne ograniczenia, nawet to ciało zostaje podzielone, że tak powiem, na sektory, które są bezpieczne i te, o których nie wolno mówić, które są problematyczne lub nienormatywne.

Co to jest video-performens?

- Definicje są pewnie różne, ważny jest na pewno akcent związany z osobą performera, aspekt działania, wykonywania przez performera działania w obecności widzów. Tu pojawia się termin video-performens, dlatego video, bo to projekt wymyślony na kamerę, performerki rozmawiają ze sobą za pośrednictwem zooma, to działanie performens w formie video.

Ta odmienność, o której pani mówi, rozmaitość przyczyn naszej tolerancji lub nietolerancji, która jest zauważana przez twórców spektakli również ma wpływ na pewno na formę, w jakiej się te spektakle buduje, jak bardzo zróżnicowany jest Festiwal, ten tegoroczny z punktu widzenia rozwiązań formalnych?

- Jest wyjątkowo zróżnicowany, ponieważ OPEN THE DOOR, jak wspomniałam zresztą wcześniej, to również festiwal, który stawia na przekraczanie granic w obrębie samego teatru i w ogóle sztuki. Chcemy pokazywać różne formy teatralne, chcemy również docierać do różnych odbiorców. Wobec tego staramy się prezentować takie spektakle, które pozwolą dotrzeć do osób, które być może nie mają najlepszych doświadczeń związanych z teatrem tradycyjnym, albo które już od dawna w teatrze nie były i może nawet wizyta w nim nie pozostawiła w nich najlepszych wspomnień, chcemy ich przekonać, że warto to zweryfikować.

Albo, że ten teatr zaczął się już bardzo różnić od tamtego, który widzieli.

- Tak teatr się zmienił. Albo wówczas mieli pecha. My staramy się prezentować bardzo różne pod względem formy artystycznej wydarzenia, tak było podczas poprzednich trzech edycji Festiwalu i paradoksalnie również w tym roku, pomimo formuły online, udało nam się pokazać bardzo zróżnicowane stylistycznie projekty. Elementem tej ukierunkowanej na otwartość strategii były organizowane przez nas podczas poprzednich edycji Festiwalu działania w przestrzeni otwartej, pozateatralnej, wychodzenie w plener, co w tym roku, z powodów pandemicznych i z powodu decyzji o przyjęciu formuły online było niemożliwe. Natomiast także w programie tegorocznej edycji mamy do czynienia z ogromną rozpiętością, jeżeli chodzi o język i formę prezentowanych projektów, są tu przykłady spektakli teatru tańca, jak przywołane już przeze mnie przedstawienia zespołu DV8, czy spektakl „YAG" uznawanej za jeden z najlepszych zespołów współczesnego tańca Batsheva Dance Company z Izraela.
Mamy przedstawienia teatralne, video-performens, mamy teatr Pippo Delbono, który możemy określić jako autorski, plastyczny, będący przykładem wymykania się jasnym gatunkowym ograniczeniom. W programie tegorocznej edycji OPEN THE DOOR są też bardzo ciekawe przykłady znakomitego teatru repertuarowego, dramatycznego, co więcej opartego na klasyce. To znakomita szansa, aby się przekonać, że klasyka może być realizowana w sposób, który absolutnie zapiera dech w piersiach. Mówię tutaj o dwóch rosyjskich przedstawieniach, różnych rosyjskich reżyserów, zrealizowanych w dwóch różnych teatrach. O „Mewie", w reżyserii Jurija Butusowa z Teatru „Satyrykon" w Moskwie i „Onieginie" w reżyserii Timofieja Kuliabina z Teatru „Czerwona Pochodnia" w Nowosybirsku. Oba fenomenalne, niesamowite. Nawet nie próbuję się nie uśmiechać, gdy myślę o tych spektaklach. Oni po prostu oddychają tą klasyką, to artyści, którzy potrafią mówić klasyczny tekst tak, że brzmi on w ich ustach jakby to były zdania i frazy, którymi rozmawiają ze sobą na co dzień. Oni tym Czechowem, czy Puszkinem po prostu żyją, mają to gdzieś w krwiobiegu, ale mają też jakąś zupełnie fenomenalną umiejętność, aby tworzyć spektakle, które, choć w bardzo silny sposób korespondują z literackim oryginałem, są niezależną artystyczną teatralną wizją – to jest dla mnie interesujący fenomen. „Mewa" Butusowa to teatr o teatrze, sztuce, odkrywa przed nami, na jaką skalę postaci Czechowa w „Mewie" żyją światem sztuki. Ten świat właśnie – świat teatru, świat artystyczny jest dla nich ważniejszy, przynajmniej w rękach Butusowa, niż samo życie. Butusow kreśli, buduje na scenie absolutnie szaloną artystyczną wizję, bardzo pięknie jednak współbrzmiącą z dramatem Czechowa. Z kolei „Oniegin" Kuliabina to przedstawienie, które z Puszkina wydobywa w sposób bardzo szczególny emocje ludzi. Myślę, że ważna twórcza decyzja polegała tutaj na wydobyciu postaci, rezygnacji z całego takiego rosyjskiego tła, z całego bogactwa tradycyjnej scenerii, które jest w poemacie Puszkina. A mimo to inscenizacja Kuliabina jest widowiskowa, niezwykle plastyczna, bardzo ciekawy jest tu również ruch. Reżyser zastosował ciekawy zabieg, pozwalający nam skoncentrować się na emocjach głównych bohaterów i to też powoduje, że „Oniegin" w jego interpretacji staje się bardzo współczesny, miłość, rozczarowanie, zainteresowanie, bądź znudzenie jego bohaterów okazują się bardzo autentycznymi, korespondującymi z naszą rzeczywistością, emocjami. Obaj ci reżyserzy – Butusow i Kuliabin, to twórcy bardzo ważni i uznani, jeżeli chodzi o współczesny rosyjski teatr. Obaj mają masę osiągnięć na swoim koncie, bogaty dorobek, ich spektakle są obsypywane nagrodami.
Innym bardzo ważnym spektaklem reprezentującym nurt teatru dramatycznego jest wspaniały „Bokser" w reżyserii Eweliny Marciniak z Teatru Thalia w Hamburgu. Z jednej strony mamy więc teatr dramatyczny oparty na klasyce, a z drugiej strony spektakl oparty na współczesnej prozie Szczepana Twardocha, czyli na jego „Królu". Adaptacja, którą zobaczymy, zmieniła nieco optykę oryginału literackiego, przenosząc punkt ciężkości i wzmacniając rolę kobiet ważnych w życiu boksera Jakuba Shapiro, wydobyła z literackiego pierwowzoru kobiecą perspektywę. Kolejną propozycją spektaklu teatru dramatycznego opartego na współczesnej prozie jest „Koniec z Eddym" oparty na ważnej książce Édouarda Louisa, dotykającej tematu wykluczenia, związanego z orientacją seksualną, ale także pochodzeniem społecznym. Bohater tego przedstawienia to człowiek, który wraca do miasteczka robotniczego, z którego pochodzi, w którym przyznanie się do jakichkolwiek słabości było nieakceptowalne. To opowieść o przyznaniu się do własnej tożsamości, orientacji seksualnej, ale też własnych korzeni, opowieść stawiająca pytanie o wierność – sobie i własnemu pochodzeniu, pytanie o własną tożsamość oraz o mechanizm systemowego, społecznego ucisku.

Te formy artystyczne, o których pani opowiada, które były prezentowane podczas festiwalu, są spowodowane, albo również same powodują pewne trendy, albo mody, w podchodzeniu do tekstu, do realizacji, czyli w pewnym sensie tworzą jakieś kanony, którym inne teatry i inni twórcy zaczynają w większym lub mniejszym stopniu podlegać. Jakie pani zauważyła tendencje, które się być może ucieleśniają w europejskim teatrze, na skutek właśnie działania zaproszonych teatrów?

- Myślę, że różnorodność formalna Festiwalu pozwoliła na pokazanie teatrów, z których każdy ustanowił sam dla siebie własne kanony. Pippo Delbono tworzy bardzo autorski konsekwentny teatr i jego metodę pracy widać w różnych przedstawieniach tego zespołu. Zespół DV8 wypracował swój własny, charakterystyczny język. Nawet jeżeli go przekracza – w pewnym momencie Lloyd Newson doszedł na przykład do wniosku, że należy już odejść od takiego mocnego, przekraczającego bariery także fizycznej wytrzymałości tancerzy i pójść w stronę poezji czy też jakiejś formy liryzmu – nadal nie odchodzi jednak ani na krok od podejmowania ważnych tematów, od tego, co jest w twórczości tej grupy bardzo ważne. Jeśli chodzi o Ohada Naharina i Batshevę, to niewątpliwie również bardzo rozpoznawalny język, metoda twórcza, język choreograficzny, styl tańca. Także jeżeli chodzi o reżyserię. Podobnie jest w przypadku prezentowanych spektakli z nurtu teatru dramatycznego – Butusow i Kuliabin mają swój artystyczny język, „charakter pisma". Tegoroczna edycja pokazuje nam bardzo ciekawe strategie twórcze, w których każda jest bardzo odrębna i bardzo konsekwentna, a my pokazujemy ich przykłady.

Każdy może być za jakiś czas kanonem, również, jeżeli zainteresuje się tego rodzaju myśleniem większą liczbę twórców.

- Niektórzy już się nimi okazali, na przykład DV8, Pippo Delbono czy Ohad Naharin.

Jakie spektakle w tym roku uznałaby pani za szczególne?
- To będzie bardzo krótka odpowiedź – wszystkie! (śmiech). Wszystkie, po prostu wszystkie, jest ich tylko dziewięć, a myślę, że ich różnorodność upoważnia mnie do tego, żeby z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że każdy z tych spektakli jest perełką w swoim rodzaju i wart jest tego, aby być obejrzanym. Chciałabym co więcej dodać, że poza spektaklami, w programie festiwalu znalazły się też inne, również bardzo interesujące projekty.

O nie też chciałem panią zapytać.

- Przyjęcie formuły online pozwoliło nam jeszcze bardziej wzmocnić skalę różnorodności. Zaprezentowaliśmy na przykład projekt „Wspólnota śniących" – tygodniowy projekt online, podejmujący refleksję nad zjawiskiem śnienia, ale też stawiający pytanie o to, czym jest tak naprawdę dzisiaj wspólnota. Projekt powstał w czasie pandemii, jego twórcy pytają więc, czy wspólnota tworzy się tylko wtedy, gdy siedzimy obok siebie w teatrze, czy oglądając coś, słuchając czegoś i wiedząc, że 30 innych osób słucha w tym samym momencie tego samego gdzieś indziej, mamy poczucie, że jesteśmy częścią jakiejś wspólnoty?
Program festiwalu obejmuje też „Dzieci Saturna" – bardzo ważny projekt poświęcony zagadnieniu samobójstw wśród dzieci i młodzieży – młodych ludzi.

To bardzo istotny, bardzo ważny projekt na dzisiaj.

- Projekt „Dzieci Saturna" pozwala trochę oswoić ten trudny temat. Nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele osób wśród nas zmaga się z jakimiś problemami psychicznymi, dylematami, z którymi nie potrafią sobie poradzić, jak wiele osób wśród nas zmaga się z depresją.

A często też z wykluczeniem.

- Dokładnie tak. Oraz ze związaną z dolegliwościami psychicznymi stygmatyzacją.

I to już w wieku dziecięcym.

- Tak, i ten projekt zdecydowanie zwraca na to uwagę. Jest dostępny cały czas online, funkcjonuje w formie hipertekstu i słuchowiska. Producentem jest Scena Robocza z Poznania, a twórczyniami Agata Baumgart i Aleksandra Matlingiewicz. W ramach festiwalu zorganizowaliśmy również spotkanie z nimi oraz Lucyną Kicińską – pedagożką i wieloletnią koordynatorką Telefonu Zaufania Dla Dzieci i Młodzieży.
Włączyliśmy do Festiwalu również bardzo interesujące interaktywne słuchowisko, kultowego już polskiego zespołu Usta Usta Republika, czyli projekt „Alicja 0700". Powstał bodaj w 2005 roku jako słuchowisko, którego się wtedy „doświadczało" dzwoniąc na zaproponowany przez organizatorów numer telefonu. Interaktywność tego słuchowiska polega na tym, że wybierając określone cyfry, wówczas na klawiaturze numerycznej telefonu, a dziś klikając cyferkę na ekranie komputera, kształtuje się opowieść. Wybierając cyfrę mamy wpływ na to, jak potoczy się dalej opowieść.
W programie tegorocznego Festiwalu mamy również projekt „Kuchnia konfliktu", który dotyka problemu uchodźców mieszkających w Polsce, z którymi możemy się spotkać, poznając kuchnię ich kraju. W tym roku w Katowicach mogliśmy posmakować kuchni czeczeńskiej.

Kolejnym niezwykłym projektem w ramach tegorocznego OPEN THE DOOR jest „Background Bob!" – projekt plastyczny wymyślony przez dwunastoletniego chłopca z Wielkiej Brytanii i jego ojca. Chłopiec o imieniu Noah ma porażenie mózgowe, epilepsję, nie mówi, natomiast bardzo lubi malować i wspólnie z tatą podczas pandemii wymyślili, że Noah będzie malował tła, ich zdjęcia będą następnie publikowane na Instagramie, a artyści z całego świata zostaną zaproszeni, aby się w te tła wrysowali. Na te akcję odpowiedziała masa ludzi z całego świata, została wydana książka, zorganizowana aukcja, zebrali już w sumie około pół miliona złotych (dochód jest przeznaczony na oddział dziecięcy szpitala, którego pacjentem był Noah). My pomyśleliśmy, że poprosimy, żeby Background Bob stworzył i dla nas dziesięć teł, i zaprosiliśmy do współpracy polskich artystów, żeby się w te tła wrysowali. Będziemy je pokazywać na stronie festiwalu, a potem wyślemy do Wielkiej Brytanii.

Jak się ten projekt nazywa?

- „Background Bob", czyli Bob, który robi tła. Jak widać, program tegorocznego Festiwalu był bardzo różnorodny.

Czy teraz, po Festiwalu jest możliwość zobaczenia wybranych spektakli gdzieś w internecie?

- Spektakle niestety nie będą już dostępne, choć warto oczywiście zaglądać na strony teatrów, których spektakle prezentowaliśmy – w wyniku pandemii zdarza się, że jakieś wydarzenia są prezentowane online. Choć muszę powiedzieć, że staraliśmy się wyszperać dla Państwa propozycje, do których niełatwo samemu dotrzeć. Warto natomiast zajrzeć na strony włączonych przez nas do programu festiwalu projektów online, czyli „Dzieci Saturna" oraz „0700 Alicja" – są dostępne – już bezpośrednio pod właściwymi im adresami internetowymi.

Bardzo dziękujemy organizatorom i naszej rozmówczyni – kuratorce programowej Międzynarodowego Festiwalu OPEN THE DOOR. Zapraszamy na edycję piątą, w której na pewno zdarzy się parę ciekawych przeżyć, na które mamy szansę głównie podczas trwania festiwalu OPEN THE DOOR.

- Bardzo dziękuję za rozmowę.

__

Dagmara Gumkowska - Kuratorka programowa Międzynarodowego Festiwalu OPEN THE DOOR organizowanego przez Teatr Śląski im. St. Wyspiańskiego w Katowicach; specjalista ds. współpracy międzynarodowej i impresariatu w Teatrze Śląskim w Katowicach (od czerwca 2017 r.).
Promotorka i kuratorka teatralna, menadżer kultury, posiada bogate doświadczenie związane z organizowaniem rozmaitych projektów o charakterze artystycznym i edukacyjnym: spektakli teatralnych, festiwali, koncertów, warsztatów teatralnych oraz z działalnością promocyjną, fundraisingiem i współpracą z mediami. Laureatka Złotej Maski w kategorii Nagroda Specjalna za autorską koncepcję artystyczną projektu „HartOFFanie Teatrem" oraz kształtowanie programu artystycznego Międzynarodowego Festiwalu „Teatromania" w Bytomiu.
Absolwentka Kulturoznawstwa Uniwersytetu Śląskiego (indywidualny tok studiów obejmujący program dwóch specjalizacji: filmoznawczej i teatrologicznej), Podyplomowych Studiów Dziennikarstwa i Komunikacji Medialnej (Uniwersytet Jagielloński, Kraków, Wydział Zarządzania i Komunikacji Społecznej, Międzynarodowa Szkoła Dziennikarstwa) oraz Podyplomowych Studiów z Zarządzania w kulturze, sztuce i turystyce kulturowej (wspólny projekt Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach oraz Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach).
Przez wiele lat dyrektorka artystyczna Międzynarodowego Festiwalu TEATROMANIA (do 2016 r.), kierownik działu impresaryjnego oraz główny specjalista ds. realizacji projektów kulturalnych w Bytomskim Centrum Kultury. Autorka i koordynatorka projektu HartOFFanie Teatrem – cyklu prezentacji spektakli niezależnych zespołów teatralnych realizowanego w latach 2003 – 2016. Autorka i kuratorka projektu Sztuka/Poznanie/Działanie (Art/Knowing/Action) finansowanego z funduszy EOG (EEA Grants) realizowanego w latach 2014-2016. Koordynatorka pilotażowego roku Polskiej Sieci Tańca 2017/2018. Członek Rady Artystycznej Przeglądu Teatrów Małych Form KONTRAPUNKT w Szczecinie (od edycji 2018 r.).

Dorota Dziuba , Ryszard Klimczak
Dziennik Teatralny
8 lipca 2021

Książka tygodnia

Dostojewski. Portret intymny
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Alex Christofi

Trailer tygodnia

"Odlot" - reż. Anna Au...
Anna Augustynowicz
Tytułowy Odlot nie jest jednak tylko ...