Paderewski w operze

"Manru" - reż: Laco Adamik - Opera Śląska

Operę "Manru" Ignacego Jana Paderewskiego wystawia się rzadko. Z najnowszej inscenizacji w Operze Śląskiej wypływa także ważny pozamuzyczny i pozateatralny wniosek: nie szermujmy pojęciem "ksenofobia"

W przypadku bytomskiej inscenizacji "Manru" (premiera 30 maja) osadzenie dawnej historii we współczesnych realiach okazało się udanym zabiegiem artystycznym. 

Genialny pianista i wielki patriota, jeden z architektów odrodzenia Polski w 1918 roku, Ignacy Jan Paderewski skomponował w swoim życiu tylko jeden utwór sceniczny - operę "Manru". Jej libretto oparto na powieści Józefa Ignacego Kraszewskiego "Chata za wsią". "Manru\' to jedyna w historii polska kompozycja, jaka doczekała się wystawienia w nowojorskiej Metropolitan Opera. O tych faktach najczęściej wspomina się tylko na prawach "ciekawostki", mówiąc o życiorysie Paderewskiego. Znacznie rzadziej słucha się "Manru". A szkoda, bo to naprawdę dobra opera: piękna muzycznie, dramatyczna i świetnie skomponowana. 

Bytom wraca do gry 

O Operze Śląskiej w Bytomiu przez wiele dziesięcioleci mówiło się "kuźnia talentów". To określenie było tak naprawdę dojmująco bolesne, bo jaki talent "wykuła" - musiała go oddać większym scenom. Dość wymienić Hiolskiego, Paprockiego, Ochmana, Toczyską i w latach 90. Teligę. Jednak w ostatnim czasie Opera Śląska kierowana przez Tadeusza Serafina stara się odwracać tę zasadę. Czyli nie tylko talenty "kuć" dla innych - ale przede wszystkim zbierać je dla własnego użytku. Może to właśnie jest know-how na artystyczny sukces? W zeszłym roku Robert Skolmowski zrobił tutaj nader udaną inscenizację "Carmina Burana", wcześniej Laco Adamik oczarował uwspółcześnionym "Tannhauserem" Wagnera. W tym roku do realizacji "Manru" Paderewskiego znów ściągnięto najlepszych. 

W Operze Śląskiej, która wystawiła pierwszą w Polsce premierę operową po II wojnie światowej (słynna "Halka"), "Manru" na afiszu do tej pory nie zaistniało. W tym roku sięgnięto po trick. Napisano projekt, zakładający "rocznicowe" \'wystawienie. W 2009 roku przypada wszak 90. rocznica podpisania traktatu wersalskiego, pod którym ze strony polskiej podpisy złożyli właśnie Ignacy Paderewski i Roman Dmowski. Udało się, Ministerstwo Kultury przyznało dofinansowanie. Jednak na Śląsku nie przygotowano bynajmniej okazjonalnej, rocznicowej "ramotki", lecz przedstawienie piękne i na wskroś współczesne. Zasługa to wielka przede wszystkim autora fenomenalnego pomysłu scenograficznego Czecha Milana Davida. Pierwszy akt osadził nie "na placu pośrodku wsi", ale w remizie strażackiej, gdzieś na prowincji. To mogło dziać się 50, ale też i 5 lat temu, w powiatowej Polsce B. Akt drugi - nie w "chacie za wsią", ale w baraku socjalnym gdzieś na obrzeżu "złej dzielnicy". Może w Kamieniu Pomorskim, może w Mławie. Scenografia jest współczesna, dotykająca nas, poruszająca. Reżyserię znów powierzono Laco Adamikowi, który ponad stuletnie opery potrafi zrobić niezwykle współcześnie -jeśli chodzi o sposób rozumienia teatru. Do obsady oprócz najlepszych własnych i współpracujących z Operą Śląską solistów ściągnięto także Adama Woźniaka, który fenomenalnie zaśpiewał partię Uroka. Publiczność była zarówno oczarowana jego głosem, jak i zaskoczona całością inscenizacji. 

Świetna sztuka i mądra dydaktyka 

To bardzo dobre przedstawienie. I bardzo dobra muzyka. Z inscenizacji można wyciągnąć także pozaartystyczne nauki. Na przedpremierowej konferencji prasowej jakiś dziennikarz poszedł modnym i oczywiście poprawnym politycznie tropem. "Czy to będzie opera o polskiej nietolerancji i ksenofobii?" - zapytał zadowolony z siebie. Laco Adamik cierpliwie tłumaczył mu, że o ksenofobii to nie jest, bo ksenofobia jest zjawiskiem jednostronnym. Natomiast tutaj mamy opowieść o dwóch innych światach, z których każdy uważa drugi za gorszy i wrogi. Wiejska społeczność wyklina Ulane za to, że pokochała Cygana, ale też Cygana spotyka wśród swoich ostracyzm, bo zamienił wolność i wiatr na dach chaty i pług. Jeżeli dwie społeczności nie akceptują siebie, może to po prostu wynikać z ich filozofii życia, a nie być winą którejkolwiek z nich. I nie należy bezmyślnie oskarżać o ksenofobię, bo może w niektórych przypadkach chodzi też o instynkt samozachowawczy. 

Zaskakujące: po 108 latach od napisania "Manru" Paderewski mówi coś także współczesnym Polakom.

Marcin Hałaś
Gazeta Polska
19 czerwca 2009

Książka tygodnia

Aktorki. Odkrycia
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

13. Międzynarodowy Fes...
Małgorzata Langier