Pan i Pani Love - qui pro quo

"Tajemniczy Mr Love" - reż. zespół - Scena Poczekalnia w Tomaszowie Mazowieckim

Jak wielka może być w człowieku potrzeba miłości? Z czego trzeba zrezygnować i jak wiele poświęcić, by chociaż poudawać, że się kocha? Czy „miłość na chwilę" albo „miłość na niby" jest warta zachodu? Takie pytania postawili przed sobą bohaterowie dramatu Karoline Leach "Tajemniczy Mr Love" , a odpowiedzi można szukać w najnowszej interpretacji tej sztuki przedstawionej przez Scenę Poczekalnia.

W roku 2007 w Kaliszu, Izabela Noszczyk i Sebastian Nowicki powołali do życia teatr Scena Poczekalnia. Określany jako "teatr bez zbędnych środków" jest miejscem spotkania dla pasjonatów tworzenia, gdzie następuje synteza aktora, słowa, ruchu, rekwizytu, przestrzeni i muzyki. Wszystkie te elementy są ważne w sztuce „TAJEMNICZY Mr. Love", która miała swą premierę 23 czerwca w Akademickim Ośrodku Inicjatyw Artystycznych w Łodzi. Każdemu z nich warto przyjrzeć się bliżej w kontekście opisywanego spektaklu.

AKTOR

Izabela Noszczyk (Adelajda) i Robert Latusek (George Love), jedyni aktorzy w sztuce, stworzyli duet niepokojący,  sugestywny, a zarazem czarujący. Główna bohaterka, pełna kompleksów z powodu swojej nieco "ponadprogramowej" urody, trzydziestokilkuletnia kobieta cierpi samotność, a jednocześnie żyje nadzieją, że będzie jej dane spotkać tego jedynego, wyśnionego dla niej mężczyznę. Czas mija jej na pracy w butiku z kapeluszami, samotnych wieczorach wypełnionych jedzeniem i oczywiście marzeniach o romantycznej miłości. Pewnego dnia na jej drodze staje elegancki, przystojny i  szarmancki mężczyzna. Wystarczy odrobina zainteresowania okazanego przez tajemniczego uwodziciela, by Adelajda zakochała się "na śmierć". Widz poznaje adoratora Adelajdy jeszcze przed ich pierwszym spotkaniem. Wtedy też ma okazję poznać kim naprawdę jest tajemniczy Mr. Love. Robert Latusek wciela się w rolę matrymonialnego oszusta, który bez skrupułów uwodzi panny i żeni się z nimi, po to tylko by je okraść i nikczemnie porzucić. I mimo że publiczność już od początku wie, kim naprawdę jest tajemniczy Mr. Love, sama może dać się mu uwieść. Jego wyznania miłości skierowane do naiwnej Adelajdy są tak ekspresyjne, że właściwie do końca sztuki można żywić nadzieję, że ów "romantyczny" hochsztapler pokaże swoją dobrą stronę albo chociaż zmieni swe postępowanie. Tak przecież może się stać.
Izabela Noszczyk "namalowała" portret kobiety, która pomimo wielu życiowych trudności i niepowodzeń, pozostała osobą ciepłą i dobrą, z niezłomną wiarą w wielką miłość. Na jej twarzy można ujrzeć prawdziwość oczekiwania, nadziei i ujmującą pogodę ducha. Niczego przed widzami nie udaje, po prostu projektuje postać ze sztuki Karoline Leach. Robi to tak sugestywnie i czarująco, jakby sama ją stworzyła. Robert Latusek także rozszyfrował swojego bohatera "wędrującego" - od wielkiej namiętności, poprzez okrutną obojętność - aż do pogardy. Ten aktorski duet był w stanie zawładnąć publicznością i sprawić, by razem z nimi przeżywała niebywałe koleje losu państwa Love.

SŁOWO

Zderzenie prostoduszności słów Adelajdy z zimnymi i cynicznymi wypowiedziami Georga już na początku buduje specyficzny i pociągający zarazem klimat sztuki. Bohaterowie na początku w ogóle na siebie nie patrzą, nawet przy pierwszym spotkaniu ich oczy błądzą w innych od siebie kierunkach. Ten pozorny dystans szybko przeradza się w zażyłość, zwłaszcza ze strony Adelajdy. Niezapomniane pozostaną hotelowe wyznania bohaterki, która zwierza się ukochanemu ze swych trudnych relacji z ojcem i dzieli się cierpieniem, którego stał się przyczyną. Wzruszająca scena, w której kobieta uzewnętrznia się przed ukochanym jest jedną z najpiękniejszych scen przedstawienia.
Perełką tych wyznań jest barwa głosu Noszczyk – ciepła, nieco zasmucona, pełna łagodności i wiary. Latusek zaś, silnie oddziałuje na widzów fałszywą i interesowną postawą wobec swojej ofiary. Jak pająk roztacza sieć, w którą Adelajda zostaje zaplątana i wydaje się, że nie ma już dla niej ratunku. Jednak niespodziewany zwrot akcji przeczy temu. Ale może tylko pozornie?

RUCH

Uznanie należy się również Bognie Rząd, autorce bogatych w detale i drobiazgi sprzed stu lat, kostiumów. Kreacje Mr. Love i suknie Adelajdy z łatwością uruchamiają wyobraźnię widzów i przenoszą ich na początek dwudziestego wieku, w którym rozgrywa się akcja przedstawienia. Trudno oderwać wzrok od Adelajdy, która finezyjnie i z delikatnością przebiera się ze swej roboczej sukni w strój panny młodej. Każda jej poza i gest nabierają należnego znaczenia i współgrają z wypowiadanymi kwestiami. A obok niej dystyngowany dżentelmen w idealnie skrojonym garniturze, który umiejętnie ukrywa swe prawdziwe oblicze. Kreacje aktorów pełnią swoją rolę narzędzia, które uwydatnia osobowości i głębię postaci z jednej strony i wzbudza zaciekawienie z drugiej.

REKWIZYT

Kilka staromodnych kufrów i walizek, parę kapeluszy na stojakach, gramofon z nastawioną płytą – nic więcej nie potrzeba, by stworzyć klimat dla przedstawienia. Jednak w centrum uwagi znalazła się cenna pamiątka po ciotce - broszka Adelajdy, która w sztuce odgrywa ważną rolę. Nie ma na scenie zbędnych przedmiotów, które wzbudziłyby tylko niepotrzebne zamieszanie. Wszystko jest celowe, każda rzecz znajduje się na swoim miejscu. Nieuporządkowanie i lekki chaos może panować w sercach bohaterów, ale na zewnątrz wszystko wydaje się w porządku.

PRZESTRZEŃ

Podobnie rzecz się ma w przypadku przestrzeni. Scenografia autorstwa Sebastiana Nowickiego jest surowa, a przez swą ciemną kolorystykę sprawia wrażenie ponurej, mrocznej. Wyraźnie zaznaczone granice sceny i jasno określony porządek sprawiają, że scena staje się dla bohaterów jakby ich naturalnym środowiskiem, w które są wrośnięci. Można tu się pokusić o porównanie do głośnego filmu Williama Wylera „Dziedziczka" z roku 1949, nakręconego w technice czarno-białej. Kolorowy obraz nie pasowałby zupełnie do klimatu przedstawionej historii, która w wielu podstawowych aspektach podobna jest do sztuki Karoline Leach. Podobnie jest w przypadku scenerii rzeczonej sztuki – jakiekolwiek „udziwnienia" i zbyt intensywna kolorystyka zepsułyby klimat przedstawienia.

MUZYKA

Jest to kolejny element, który niemal naturalnie wkomponował się w całość spektaklu. Oprawę muzyczną Damiana Neogenna-Lindnera można podzielić na dwie części. Pierwsza to odgłosy żyjącego miasta, w scenach, kiedy bohaterowie spotykają się na ulicy. Przejeżdżające bryczki, rozmawiający przechodnie, gwar z pobliskiego targu – wszystko to sprawia, że publiczność może lepiej poczuć aurę przedstawianej historii. Druga część może być zaskoczeniem – nostalgiczna i bardzo nastrojowa muzyka w wykonaniu Nory Jones. Z jednej strony dobrze wpisuje się w atmosferę sztuki, z drugiej może nieco rozpraszać, gdyż chwilami trudno skupić się na aktorach. W tle słychać ciepły głos piosenkarki, trzeba więc wybrać w co się wsłuchać – w  kwestie aktorów czy  w teksty piosenek Jones.

ZAMIAST PODSUMOWANIA

Nie trzeba wszystkich opisanych elementów składać w całość, by dostrzec, że „TAJEMNICZY Mr. Love" to sztuka, którą należy zobaczyć. Nie można przejść obojętnie obok umiejętności aktorskich Izabeli Noszczyk i warsztatu Roberta Latuska. Dopełnieniem są kostiumy skrojone na miarę przedstawienia i scenografia umiejętnie wkomponowana w całość. Choć zdarzają się w spektaklu sceny nieco przydługie, czasami napięcie budowane jest zbyt wolno, to i tak warto dowiedzieć się, jakie historia ta będzie miała zakończenie. Bo wiele rzeczy można przewidzieć, ale niczego nie należy być pewnym.

Powstanie Sceny Poczekalnia, jej repertuar, dbałość organizatorów o jakość - zarówno w sferze plastycznej, muzyczno-dźwiekowej, jak również z uwagi na poziom aktorstwa - jest znakomitym przykładem na to, że teatr prywatny nie musi być synonimem bylejakości lub schlebiania jedynie gustom mało wybrednej publiczności. Okazuje się, że może także prezentować sztuki ambitne i pasjonujące w wykonaniu, które ogląda z przyjemnością widz bardziej wymagający, i które recenzenci Dziennika Teatralnego z całą pewnością będą swoim czytelnikom chętnie rekomendować.

Paulina Aleksandra Grubek
Dziennik Teatralny
28 czerwca 2013

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

Film balkonowy
Paweł Łoziński
Czy każdy może być bohaterem filmu? C...