Państwo bezprawia

"Próby Józefa K." - reż. Ewa Ignaczak - Teatr Gdynia Główna

Na dziedzińcu Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 4 w Gdyni Karwiny zainaugurowano Festiwal Pociąg do Miasta - Stacja Obrzeża. Plenerowe święto teatru offowego, piąty raz organizowane przez Teatr Gdynia Główna, rozpoczęło się od premiery "Prób Józefa K." - spektaklu, który przygląda się jednostce w obliczu nieoczekiwanych problemów z prawem.

Uporządkowane życie pewnego prezesa banku wywraca się do góry nogami po nieoczekiwanym porannym najściu z nakazem aresztowania. Oskarżony Józef K. nie przyznaje się do winy. Tym bardziej, że nie może sobie przypomnieć jakiejkolwiek przyczyny, by go skarżyć. Powód aresztowania jest niejawny. Wiadomo tylko tyle, że Józef K. ma wielkie problemy i lepiej, by rzecz potraktował poważnie, bo sprawa jest rozwojowa, a na oskarżonym ciążą poważne zarzuty. Jakie? Tego nie wiadomo, bo jest to wciąż przedmiot śledztwa.

Obiecujący początek spektaklu "Próby Józefa K." wyreżyserowanego przez szefową artystyczną Teatru Gdynia Główna Ewę Ignaczak w jej autorskim Teatrze Stajnia Pegaza ukazuje nam człowieka w kryzysie. Człowieka, który nie rozumie decyzji o aresztowaniu, nie zna przyczyn takiego postępowania i nie wie jak się w niej odnaleźć. Czy traktować to jako niesmaczny żart, czy próbę zszargania nieposzlakowanej dotąd opinii? Kto za tym stoi i w jakim celu to robi?

Jednak, co sugeruje sam tytuł, Ewa Ignaczak nie mierzy się z "Procesem" - wybitną powieścią Franza Kafki - wprost. Znajduje filtr pod postacią konwencji teatru w teatrze. Spektakl rozpoczyna materiał wideo z samochodu, w którym ulicami Gdyni jedzie dwóch aktorów, zmierzających na próbę swojego przedstawienia. Mają grać "Proces" Franza Kafki, więc ich rozmowa dotyczy Kafkowskich postaci. Po chwili obaj pojawiają się na scenie. Jeden okazuje się reżyserem i aktorem odgrywającym szereg ról epizodycznych, drugi będzie grał Józefa K. i jako zaszczuty obywatel praworządnego państwa musi zmierzyć się z tajemniczym oskarżeniem i postępowaniem sądowym, którego nie rozumie.

Dystans, jaki pojawia się dzięki temu w stosunku do tekstu, pozwala aktorom na elementy improwizowane i daje większy komfort, bo przecież w każdej chwili można "wyjść z roli" i odetchnąć nim ponownie zanurzy się w gęstą od podejrzeń i domniemań prozę Kafki.

Grający Józefa K. Marek Kościółek ma bardzo trudne zadanie - musi pokazać stopniową degradację człowieka zaszczutego, niszczonego oskarżeniem i trwającym procesem, z którego wciąż nic nie wynika. O postępach śledztwa dowiaduje się od osób postronnych, co wzmaga poczucie bezradności i braku kontroli nad własnym życiem. Oskarżenie musi oddziaływać na każdą sferę życia i niczym ciężka choroba coraz mocniej infekuje organizm. Są momenty, gdy rola Józefa K. w wykonaniu Marka Kościółka naprawdę porusza - choćby wtedy, gdy traktując publiczność jako tłum oskarżycieli zaczyna być agresywny, miota się niczym ranne zwierzę i próbuje przepędzić widzów w niewybrednych słowach lub kiedy jego bohater słabnie i prosi widzów, by pomogli mu stać, niemal się na nich kładąc.

Jednak postać Józefa K. pełna jest niespójności, przez co traci na wiarygodności. W scenie rozmowy z wujem tytułowy bohater zaczyna wariować, wydaje się zupełnie załamany nerwowo, by po chwili wziąć się w garść i spokojnie szukać ze swoim adwokatem prób wyjścia z matni, w której się znalazł. Kolejne stany Józefa K., jak oburzenie, wściekłość, zwątpienie, rezygnacja, pojawiają się nagle, aktor przechodzi z afektu w afekt bez przygotowania na to widza. Marek Kościółek wkłada w konstrukcję bohatera bardzo dużo energii i emocji, ale sam wydaje się nieco zagubiony, nie bardzo wiedząc w którą stronę prowadzić swojego bohatera.

Umiejętnie partneruje mu Jakub Kornacki swobodny w roli reżysera przygotowywanego spektaklu i przekonujący jako strażnik, nadzorca czy sędzia. Jednak, gdy Kornacki wciela się w postaci żeńskie (np. panią Grubach) staje się pretensjonalny i nieznośnie manieryczny. Obaj na scenie stanowią ciekawy duet, szczególnie w momentach bezpośredniej konfrontacji, gdy wykorzystują scenografię opartą na więziennej pryczy (łóżko Józefa K., które posłuży m.in. także za drzwi w pensjonacie pani Grubach) i metalowego łóżka piętrowego czy wielkiego stelaża na ubrania. Świetnie "gra" sceneria premierowego spektaklu - wielkie szkolne okna, budujące poczucie urzędniczego osaczenia.

To jednak za mało by utrzymać uwagę widzów przez blisko półtorej godziny. Spektakl jest zdecydowanie za długi, jego rwane tempo nie ułatwia odbioru, chociaż przekaz jest mocny i klarowny (w dzisiejszych czasach każdego można w podobny sposób oskarżyć, wykorzystując do tego drogę urzędową i nękać ofiarę bez końca wydumanymi procesami i wezwaniami na przesłuchania). Forma przedstawienia okazuje się jednak ciężkostrawna i nie do końca odpowiednia do grania w plenerze (spektakl będzie jednak wkrótce przeniesiony do Teatru Gdynia Główna).

Najważniejsze w "Próbach Józefa K." jest jednak to, co nie jest wyrażone wprost, bo ludzki wymiar ten tragedii - wbrew zapowiedziom twórców - okazuje się zupełnie marginalny. Proces Józefa K. to nie konflikt sąsiedzki, tylko "konflikt" jednostki z systemem, którego urzędnicy wykorzystują procedury sądowe do zniszczenia wysoko postawionej persony, która z jakichś względów stała się niewygodna. Upokorzenie, jakie przeżywa Józef K., jest przykładem narzędzia opresji, które mają do dyspozycji włodarze i z którego nie tylko w naszej obecnej rzeczywistości politycznej, bardzo chętnie korzystają. "Próby Józefa K." cały ten mechanizm pokazują bardzo dokładnie.

Łukasz Rudziński
www.trojmiasto.pl
9 sierpnia 2019
Portrety
Ewa Ignaczak

Książka tygodnia

Wszystkie nasze lalki
Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi
Honorata Sych

Trailer tygodnia