Parada manieryzmu

"Ożenek" - reż. Łukasz Wiśniewski - Teatr Nowy w Poznaniu

"Ożenek" to dyplomowe przedstawienie coraz prężniej rozwijającego się reżysera - Łukasza Wiśniewskiego. Słowo "przedstawienie" jest tutaj słowem kluczowym, ponieważ na scenie nie oglądaliśmy nic więcej nad najprostsze przełożenie dramatu na scenę. Choć z drugiej strony, nie można oczekiwać zbyt wiele, skoro dramat Gogola słynie z lekkości, prostoty i niezbyt wyrafinowanej złożoności bohaterów.

„Ożenek” w poznańskim Teatrze Nowym nasunął mi wiele pytań na temat samej istoty teatru. Łatwo zauważyć, że w Polsce powstaje coraz więcej spektakli, które są realizowane wyłącznie pod tzw. „publiczkę”. W teatrze repertuarowym zaczynam czuć się jak na amerykańskim filmie. Zaczyna panoszyć się prosta fabuła, a we znaki daje się znikomość walorów artystycznych i wybujała scenografia. Słowem – minimum głębi, maximum „zabiegów upiększających”, a wszystko zdominowane przez „lekkość odbioru”. Fakt, teatr jest dla ludzi, ale kim są ludzie dla teatru? Przecież potrafimy myśleć, nie mamy aż tak wąskich horyzontów! Na „Ożenku” się nie śmiałem – w przeciwieństwie do reszty publiczności. Czy dzisiejsze społeczeństwo nie jest dostatecznie wrażliwe na prawdziwą sztukę, czy też problem tkwi w recenzentach, u których, wraz z doświadczeniem, podnoszą się wymogi w stosunku do oglądanego spektaklu? 

Na scenie – pięknie wystylizowana scenografia na wzór staroświeckiego dworku. Akcja „Ożenku” dzieje się w dziewiętnastym wieku, w którym każdy mężczyzna z wysokim stołkiem mógł skorzystać z pomocy swatki. Pięciu kawalerów ubiega się o ożenek z młodą Agafią Tichonowną. Dezorganizacja swatki doprowadza do tego, że wszyscy potencjalni mężowie spotykają się w domu swojej wybranki. Agafii pozostaje jedynie wybrać tego jedynego… 

Sztuka uświadamia widzom liczne problemy związane z rychłym ślubem, a przede wszystkim zmienność kobiety, która ujawnia się w obliczu wybierania swojego przyszłego męża. Niestety, większość rzeczy, nad którymi spektakl rozprawia już dawno się przedawniła, ponieważ osadzony w przeszłych czasach spektakl ukazuje zachowania i zwyczaje jak najbardziej niewspółczesne. Dzisiaj panny nie mają już obowiązku wyjścia za mąż, nie muszą korzystać z pomocy swatek i nie wahają się pomiędzy pięcioma kandydatami przy wyborze męża. Mimo wszystko sztuka w przerysowany sposób odzwierciedla starodawne realia dążenia do ożenku. Sama formuła spektaklu nasuwa nam wniosek, że Wiśniewski nawet nie próbował uwspółcześniać jakiegokolwiek z aspektów spektaklu. Nie ma w nim żadnej wyraźnej, własnej inwencji reżysera, która choć trochę naprawiłaby nie tylko prostotę sztuki Gogola, ale i dodała przynajmniej cień współczesności.  

Kreacje aktorskie pozostawiają nam chyba najwięcej do życzenia - są bardzo proste i schematyczne. Jedynymi postaciami, w których nie dostrzegłem manieryzmu to, paradoksalnie, były najmniej istotne role w całym przedstawieniu – role służących. Sidonia Błasińska i Wojciech Deneka bronią reszty aktorów, którym nie udało się ukazać choćby najmniejszej złożoności ich postaci. Manieryzm Aleksandra Machalicy w roli Anuczkina najbardziej rzucał się w oczy. Rola, którą dostał, zupełnie nie pasowała do jego aktorskiego usposobienia. Widząc, jak pan Machalica próbuje być wiarygodny w roli mięczaka i lalusia o cienkim głosiku przebłyskiwały mi przed oczyma jego poprzednie, o wiele lepiej zagrane i dobrane role, co skłoniło mnie, aby po cichu sobie powiedzieć: „Panie Aleksandrze! Dlaczego Pan się na to zgodził?”. 

Teatr Nowy, jako jeden z najprężniej rozwijających się teatrów w Wielkopolsce stać na znacznie więcej niż przedstawienie mało ambitnej farsy. Udowadnia nam to po przez wiele innych spektakli, niekoniecznie komediowych na przykład takich jak "Rutherford i syn", "Don Juan", czy też "Królowa piękności z Leenane". Widzowie, również ci bardziej wybredni, owszem potrzebują trochę śmiechu na scenie, zaś nie ceną walorów artystycznych.

Witold Kobyłka
Dziennik Teatralny Poznań
2 listopada 2009

Książka tygodnia

Nice, cosie i duchy. Eseje o sztuce
Pewne Wydawnictwo
Michał Krawczyk

Trailer tygodnia

"Powrót" - reż. Michał...
Michał Zdunik
Bywa tak, że odwiedzamy dom rodzinny ...