Parcie na szkło

"Ożenić się nie mogę" - reż. Grzegorz Kempinsky - Teatr Miejski im. Witolda Gombrowicza w Gdyni

To Aleksander Fredro powinien być naszym wieszczem narodowym, a nie pesymiści: Mickiewicz, Słowacki i Norwid. Niestety my Polacy tak mamy, że łatwiej nam narzekać na wszystko niż cieszyć się z drobnych nawet sukcesów.

Najnowszy spektakl Teatru Miejskiego w Gdyni w reż. Grzegorza Kempinskyego w pomyśle inscenizacyjnym przypomina gdyńskiego „Chorego z urojenia" w reż. Tomasza Mana – jednak przewyższa go na każdym polu. Zdecydowanie lepsza jest gra aktorów, zachwyca zwłaszcza Beata Buczek-Żarnecka, która rolą Hermenegildy udowadnia, że jest największą aktorką Teatru Miejskiego. W spektaklu jest divą, która obawia się kompromitacji poprzez ujawnienie jej listów miłosnych przez dawnego kochanka. W tej roli jak zawsze rewelacyjny Szymon Sędrowski.

Gra aktorów doskonale uzupełniona jest przez piękne kostiumy autorstwa Barbary Wołosiuk oraz scenografię autorstwa reżysera. Wizualną oprawę spektaklu określić można jako wywarzoną elegancję. W centrum sceny umieszczono wybieg, po którym przechadzają się niczym podczas pokazu mody aktorzy. Niektóre stroje wyglądają zresztą jakby wyszły spod ręki sławnego stylisty – uwagę przykuwa zwłaszcza kostium Szymona Sędrowskiego. Z kolei strój Rafała Kowala, który wciela się w rolę Floriana, jest skomponowany z przesadnej ilości kontrastujących wzorów i faktur. Jego strój wzmacnia komediowy charakter postaci.

Aktorzy pokazali umiejętności komediowe na najwyższym poziomie, sięgając często do gagów i farsy – co w sztuce Fredry jest jak najbardziej na miejscu. Rafał Kowal rozśmiesza widownię próbując znaleźć sobie miejsce do siedzenia na której znajduje się tylko jeden fotel. Zza kulis wynosi coraz to nowe, absurdalne rekwizyty. Świetny jest także Piotr Michalski w roli służącego (ale noszący strój matadora), który przypominającą telewizyjny talk-show dyskusję o wdowcach próbuje przetłumaczyć na język migowy. W czasie spektaklu widownia kilkakrotnie nagradza aktorów, nie czekając na kurtynę.

Aktorzy raz po raz przerywają grę i ustawiają się na tle ustawionych z boku sceny banerów z logo Teatru. Jak podczas konferencji prasowej udzielają wywiadu nie zwracającej na nich zbytniej uwagi dziennikarce (Marta Kadłub). W sztuce sporo jest odniesień do współczesnego świata mediów i gwiazd seriali. Wszystkich bohaterów sztuki, mimo ich różnych charakterów i motywacji, łączy jedno – każdy chce na chwilę stanąć w błysku fleszy. Nawet policjant (Mariusz Żarnecki) ma swoje pięć minut przed kamerą. Aktorzy wypowiadając swoje role co chwilę zastygają w bezruchu, ze sztucznym uśmiechem na twarzy, by zapozować do zdjęcia. Pragnienie bycia zauważonym i docenionym przysłania im ich pierwotne cele. Puenta spektaklu jest słodko-gorzka. Zamiast słuchać siebie nawzajem, wolimy mówić – zwłaszcza gdy mamy okazję powiedzieć coś do obiektywu.

Inscenizacja Kempinskyego sprawia, że archaiczny język Aleksandra Fredry zyskuje nowe życie. Sztuka jest zagrana z dużą werwą, skrzy się dowcipem – zarówno słownym jak i sytuacyjnym. Dawno już tak dobrej komedii w trójmiejskim teatrze nie było. „Ożenić się nie mogę" to powrót Teatru Miejskiego do świetnej formy i świetny sposób na jesienną melancholię.

Katarzyna Gajewska
Gaja Pisze
16 października 2014

Książka tygodnia

Utalentowani jak Nardelli
Sekcja Krytyków Teatralnych ZASP
red.: Anita Nowak, Krystyna Piaseczna, Piotr Rudzki

Trailer tygodnia