Partia w operze, bo dyrektor się zasiedział

dyrektor Opery Śląskiej może stracić stanowisko

Tadeusz Serafin, dyrektor Opery Śląskiej, może stracić stanowisko. Działacze Platformy Obywatelskiej uznali, że w Operze potrzeba świeżej krwi. Niektórzy widzą na tym stanowisku Sławomira Pietrasa, który w niesławie odchodzi z Teatru Wielkiego w Poznaniu - pisze Przemysław Jedlecki w Gazecie Wyborczej - Katowice.

Podczas ostatniego zarządu śląskiej PO poruszono temat Opery Śląskiej. Wywołał go Grzegorz Dolniak, wiceprzewodniczący PO w regionie, a nie marszałek województwa, któremu podlega Opera. Wybrał doskonały moment, bo w czerwcu kończy się kadencja dyrektora Tadeusza Serafina, który kieruje Operą od 1989 roku. Marszałek może go powołać na kolejną kadencję bez konkursu. Tak jak zrobił w przypadku Jana Malickiego, szefa Biblioteki Śląskiej czy Krystyny Szaraniec, dyrektorki Teatru Śląskiego. Ale na spotkaniu skupiono się tylko na Operze. - Mówiono, że nie ma regionalnego charakteru, że potrzeba tam świeżej krwi - mówi jeden z uczestników. Dolniak: - Absolutnie odcinam się od zwalniania kogokolwiek, ale uważam, że marszałek powinien ogłosić konkurs na dyrektora Opery. Człowiek ma w sobie taką przypadłość, że lubi osiadać na laurach. A rywalizacja powoduje, że udoskonala swój warsztat 

Czy dotyczy to także Serafina? Dyrektor ma na koncie wiele sukcesów. W ostatnich dniach otrzymał Teatralną Nagrodę Muzyczną w kategorii "najlepszy dyrygent", którą przyznała Kapituła Teatralnych Nagród Muzycznych im. Jana Kiepury. Niedawno Opera zdobyła też cztery Złote Maski, nagrody przyznawane przez władze regionu. Pod kierunkiem Serafina Opera wystawiła prawie 900 zagranicznych spektakli, a sam dyrektor realizował m.in.: "Halkę", "Straszny dwór", "Aidę", "Dziadka do orzechów", "Carewicza", "Borysa Godunowa" czy "Carmen". Odbudował też Operę po pożarze w 2000 roku. 

Z naszych informacji wynika, że na spotkaniu Dolniak wymienił nazwisko Sławomira Pietrasa jako osoby, która mogłaby stanąć do konkursu. - Przypomniał nam, że Pietras jest związany z regionem i odchodzi z Teatru Wielkiego w Poznaniu - mówi nasz informator. Wszystko się zgadza. Marszałek województwa wielkopolskiego chce to stanowisko powierzyć Michałowi Znanieckiemu, scenografowi i reżyserowi oper. 

Dolniak: - Nazwisko Pietrasa pojawiło się dlatego, że mam wielki podziw dla jego talentu i pracy. Jest również aktywny przy okazji koncertów "Ave Maryja" w zagłębiowskich kościołach. Nie mnie przesądzać, czy jest właściwą osobą do pełnienia funkcji dyrektora Opery Śląskiej. Myślę jednak, że mógłby z powodzeniem stanąć do konkursu. 

Tymczasem "Gazeta Wyborcza" w Poznaniu pisała o tym, że Pietras popadł w konflikt z zespołem Teatru, promował na jego internetowych stronach firmę turystyczną, a raport o poziomie artystycznym Teatru nie zostawił na Pietrasie suchej nitki. - Mało płacę, a dużo wymagam - mówi Sławomir Pietras o spięciach z poznańskimi artystami. - Od czterdziestu lat jestem gdzieś typowany, wielokrotnie pytano, czy interesuje mnie pokierowanie Operą Śląską - dodaje. 

Czy wystartuje w konkursie, jeśli zostanie ogłoszony? - Byłem szefem kilku komisji konkursowych. Nie mam o konkursach zbyt dobrego zdania - unika odpowiedzi. 

Marszałek Bogusław Śmigielski przyznał na spotkaniu, że konkursy to dobry pomysł. - Ale nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji, czy taki odbędzie się na stanowisko dyrektora Opery - mówi Marcin Michalik, dyrektor jego gabinetu. - Do urzędu marszałkowskiego trafiło już pismo pracowników Opery w obronie dyrektora. 

Serafina broni też Piotr Koj, prezydent Bytomia: - Sprawdził się jako menedżer. Rozsławił Operę, a przez to region, w całej Europie. Zresztą obsada posad w kulturze to nie jest rzecz, którą powinni zajmować się politycy. 

Sam Serafin jest zaskoczony całym zamieszaniem. - Nic mi nie wiadomo o tym, że ma zostać ogłoszony konkurs. Jeśli tak, to trudno mi powiedzieć, czy zmobilizuję się, by do niego stanąć - mówi. 

*** 
POLITYK TO SIĘ ZNA 

Łukasz Kałębasiak 
To wydarzenia jak z utopii. Politycy, którzy mają na głowie wszystkie problemy regionu, znajdują czas, żeby podyskutować o operze. Szkoda, że nie o możliwościach wokalnych solistki na ostatniej premierze, ale o tym, kogo by tu wkręcić na stanowisko jej dyrektora. 

W jednym się zgodzę z politykami PO: Opera Śląska nie ma regionalnego charakteru. "Carmina Burana" jest mało śląska, a w "Łucji z Lammermoor" brak akcentów lokalnych. Tylko że dzięki temu bytomski zespół z powodzeniem koncertuje co roku w Niemczech i współpracuje z holenderskimi producentami, którzy wprowadzają operę z Bytomia do Europy. Bo sztuka operowa jest ponadnarodowa, o czym powinni pamiętać wszyscy politycy poświęcający partyjne zebrania sprawom sztuki. 

Rzeczywiście, w regionie jest wielu dyrektorów teatrów czy muzeów, którzy trochę zasiedzieli się na swoich stanowiskach. Czasami oznacza to marazm. W przypadku Opery Śląskiej - niekoniecznie. Bytomska scena znana jest ze swoich klasycznych dzieł (choćby z doskonałego "Nabucco"), ale i z otwartości na eksperymenty. Chociażby takie jak przeniesienie opery "Carmina Burana" do Elektrociepłowni Szombierki i zatrudnienie w roli statystów dżudoków, tancerzy breakdance czy alpinistów. I choć z braku środków opera została wystawiona w gmachu przy ul. Moniuszki, i tak zgarnęła cztery nagrody teatralne, czyli Złote Maski. Odebrał je wtedy dyrektor Tadeusz Serafin. Może wtedy przypomniało się politykom, że już za długo dyrektoruje?

Przemysław Jedlecki
Gazeta Wyborcza Katowice
13 maja 2009
Portrety
Tadeusz Serafin

Książka tygodnia

Słownik biograficzny teatru polskiego, tom III: 1910-2000
Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk,
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia