Paryskie dzwony biją w Gdyni

"Notre Dame de Paris" - reż. Gilles Maheu - Teatr Muzyczny w Gdyni

Półtora roku temu, w trakcie zajęć na Uniwersytecie, jeden z wykładowców zapytał mnie, czy wiem, że w Teatrze Muzycznym im. Danuty Baduszkowej będzie wystawiany musical „Notre Dame de Paris"? Jego pytanie mnie zaintrygowało, jednak kiedy zapytałam, skąd ma takie informacje, stwierdził że nie może mi nic więcej powiedzieć.

Było to w marcu 2015 roku. Kilka miesięcy później dyrektor Igor Michalski poinformował media, że gdyński teatr przygotuje inscenizację tego słynnego tytuł. Byłam jedną z pierwszych osób, które wiedziały o planach Teatru Muzycznego w Gdyni. Te zaś były spektakularne. Zdobycie licencji na ten tytuł kosztowało instytucję ponad 250 tysięcy euro, poza tym zakupienie dodatkowego wyposażenia technicznego dla Dużej Sceny wiązało się z dużym nakładem finansowym. Jednak tylko dzięki takim inwestycjom wczorajsza prapremiera mogła dojść do skutku.

Spektakl „Notre Dame de Paris" otworzył nowy sezon artystyczny gdyńskiego teatru. Było to rozpoczęcie w wielkim stylu, które potwierdziło, że Teatr Muzyczny im. Danuty Baduszkowej jest najlepszą sceną musicalową w Polsce. Nie jest to zasługa czerwonego dywanu, po którym do budynku wchodzili uczestniczący w prapremierze goście, ani miłe podarunki wręczane przez pracowników teatru. Blichtr miał na celu podkreślenie jednego – faktu, że wyczekiwany od kilkunastu lat musical wreszcie można obejrzeć w Polsce. W kształcie, który zapiera dech w piersiach.

Nad przygotowaniem widowiska w gdyńskim teatrze czuwali ci sami twórcy, którzy są odpowiedzialni za sukces „Notre Dame de Paris" w 1998 roku. Był to jeden z warunków umowy licencyjnej, dzięki któremu polscy widzowie mogli być pewni, że gdyńska inscenizacja będzie miała taką samą formę, jak wystawiane lata temu w Paryżu przedstawienie. Tak było – na Dużą Scenę Teatru w Gdyni sprowadzono autentyczną scenografię, wykorzystywaną we francuskiej realizacji. Aktorzy wcielając się w swoje role musieli opanować tę samą choreografię, która przed kilkunastoma laty porywała widzów oglądających pierwszą obsadę musicalu. Grali w kostiumach, które uszyto według dokładnych wytycznych francuskich twórców. Dzięki wszystkim zabiegom udało się wykreować na nadmorskiej scenie tkwiący w średniowieczu Paryż. Wielką innowacją jest fakt, że po raz pierwszy wokalistom towarzyszył chór oraz orkiestra, wszystkie zrealizowane do tej pory inscenizacje tego tytułu korzystały z przygotowanych wcześniej podkładów muzycznych. W Gdyni francuscy twórcy zdecydowali się wykorzystać profesjonalizm pracujących w teatrze muzyków, dzięki czemu muzyka wybrzmiewająca w całym teatrze wprawiała widzów w zachwyt.

Fabuła „Notre Dame de Paris" znana jest każdemu. Tragiczna historia dzwonnika Quasimodo, zamieszkującego paryską katedrę oraz jego niespełnionej miłości do pięknej Cyganki Esmeraldy jest już klasyczną historią. Mimo to twórcom udało się za jej pośrednictwem przekazać zawsze aktualne kwestie, takie jak temat odrzucenia, zdrady, oszustwa oraz tak bardzo aktualny problem uchodźców. Cyganie wznoszący błagalne prośby o azyl, czekając pod murami Katedry Notre Dame nigdy wcześniej nie poruszali tak silnie. Dzięki zabiegom tłumacza ze sceny nie pada jednoznaczne określenie skąd przybywają, jednak nawiązania do ciemniejszego odcienia skóry są jednoznaczne. Stara Europa oparta na potędze pnących się do nieba katedr nie wie, co powinna zrobić? Przyjąć obcych i pozwolić na zmiany, czy twardo trwać w wierze w swoją siłę? Jak pewnie większość osób wie, historia opowiedziana w spektaklu nie kończy się dobrze – obcy zostają odparci, wyrzuceni poza mury Paryża, główni bohaterowie tracą życie, jednak fundamenty dawnego świata nie są w stanie wytrzymać procesu zmian. Postęp i czas niszczą starą Europę, średniowiecze zostaje wyparte przez renesans.

Na potrzeby wyłonienia obsady musicalu kilka miesięcy temu przeprowadzono składający się z wielu etapów casting. Dzięki niemu udało się znaleźć wspaniałych odtwórców głównych ról. Aktorzy, których miałam okazję oglądać podczas prapremiery śpiewali wzorcowo. Momentami aż za bardzo, nie jest to jednak przytyk w ich kierunku. Było widać, że chcą wypaść wspaniale, że naprawdę zależy im na sukcesie tego spektaklu. Udało im się go osiągnąć, widzowie każdą piosenkę nagradzali gromkimi brawami, zaś na zakończenie musicalu zgotowali ekipie kilkuminutową owację na stojąco. Ze spektaklu na spektakl wokaliści będą czuli się pewniej, wyciągając kolejne szczegóły z ról, które przyszło im odgrywać.

Istotną częścią „Notre Dame de Paris" są popisy akrobatów. Trzeba oddać im zasłużony hołd. Od obejrzenia po raz pierwszy nagrania oryginalnej paryskiej wersji chciałam choć raz w życiu zobaczyć te powietrzne wyczyny na żywo. Udało się, polska ekipa sprawiała, że wstrzymywałam oddech! Do moich ulubionych scen z tego przedstawienia należy moment, gdy Quasimodo opowiada o swoich przyjaciółkach – dzwonach z katedry Notre Dame. Chwila, kiedy akrobaci „wcielają się" w serca dzwonów, wykonując swój taniec nad sceną, jest warta każdej ceny. Talentu zatrudnionych do tego musicalu artystów nie da się opisać, można go tylko zobaczyć na własne oczy oraz odczuć w postaci kolejnych fal zachwytu.

Niewątpliwie ten musical odniesie ogromny sukces. Nie tylko za sprawą technologicznych chwytów, które w nim zastosowano. Nie załatwią sprawy również słynne nazwiska, które znaleźć można w obsadzie przedstawienia. O jego sile świadczyć będzie tłumaczenie. Nie jest idealne i każdy, kto zna oryginalne teksty piosenek wie, że część polskich wersji lekko mija się z sensem zawartym w utworach. W tym przypadku również nie stawiam tego, jako zarzut w stosunku do tłumacza i autora songów. Pragnę powiedzieć więcej – jestem bardzo mile zaskoczona, że udało im się tak dobrze oddać oryginalny charakter piosenek. Poza tym, język francuski jest niewątpliwie o wiele bardziej dźwięczny niż język polski i zawarte w nim twarde głoski, które nie ułatwiały pracy nad polskimi tekstami piosenek. Mimo tego widzowie zgromadzeni na prapremierze mieli okazję usłyszeć zapadające w pamięć teksty, które dało się nucić już po zakończeniu spektaklu. Jeśli Teatr Muzyczny zdecyduje się wydać płytę z piosenkami pochodzącymi z „Notre Dame de Paris", osiągnie status Platynowej.

Widzowie zainteresowani obejrzeniem tego musicalu muszą uzbroić się w cierpliwość. Według słów dyrektora Igora Michalskiego, do końca 2016 roku nie ma już biletów. Tym samym już dziś można ośmielić się na stwierdzenie, że najnowsza produkcja Teatru Muzycznego im. Danuty Baduszkowej w Gdyni osiągnęła sukces. Jednocześnie sprawiając, że inne sceny musicalowe w Polsce muszą pogodzić się z faktem, że serca wszystkich wielbicieli musicalu biją dla gdyńskiego teatru. Dawni, wielcy dyrektorzy tego teatru mogliby być dumni z Igora Michalskiego, który sprowadzając „Notre Dame de Paris" do Polski sprawił, że zarządzana przez niego scena stała się musicalowym hegemonem. I będzie nim dopóki na Dużej Scenie będą brzmieć dzwony.

Agata Białecka
Dziennik Teatralny
12 września 2016
Portrety
Gilles Maheu

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...