Paszkwil na Polaków

"Król" - reż. Monika Strzępka - Teatr Polski w Warszawie

Część publiczności teatralnej, a wśród niej i ja, nie możemy się już doczekać zmiany prezydenta Warszawy. Powodów jest wiele, ale ten, o którym dziś piszę, dotyczy warszawskich teatrów dotowanych z kasy miejskiej. Bo to, co dzieje się na scenach teatralnych stolicy, przechodzi wszelkie wyobrażenia o szkodnictwie, jakiego mogą dokonać tzw. artyści.

Spójrzmy choćby na ostatnie premiery. I to właśnie w roku obchodów stulecia odzyskania niepodległości naszej Ojczyzny. Oglądając te spektakle, można by pomyśleć, że zostały zrealizowane przez wrogów polskości albo ludzi, którzy ogromnie żałują, że Polska po 123 latach nieobecności na mapach świata (ale za to trwałej obecności w sercach Polaków) odzyskała niepodległość. Kim trzeba być, aby tak nienawidzić Polski, tak źle jej życzyć, cieszyć się z każdego potknięcia i nadaktywnie przykładać się do politycznej napaści na Polskę ze strony jej wrogów zewnętrznych. Czy tak postępuje Polak? Kim są ci tzw. twórcy teatralni? Kim są dyrektorzy teatralni realizujący tak wrogi Polsce repertuar?

Niedawno odbyła się premiera "Króla" w stołecznym Teatrze Polskim, tym samym, który w opiekę wziął minister Piotr Gliński (co wiąże się ze współfinansowaniem przedsięwzięć realizowanych na tej scenie), a któremu dyrektor tego teatru, Andrzej Seweryn, "odwdzięcza się" w sposób niebywały: a to z tzw. kodziarzami manifestując przeciwko rządowi, a to wystawiając na scenie spektakle typu "Miny polskie" w reżyserii Mikołaja Grabowskiego (szydzące z polskiej tradycji, obyczajów, historii) czy "Kilka obcych słów po polsku" w reżyserii Anny Smolar (marzec 1968 jest tu pretekstem do zaprezentowania światu fałszywego obrazu Polaków jako antysemitów); czy wystawianie spektakli we współpracy z grupą teatralną "Pożar w Burdelu" ukazujący nasze dzieje i obecny rząd w obrzydliwej karykaturze.

Przy tym miernota amatorszczyzny w owych spektaklach "Pożaru w Burdelu" poważnie wpływa na obniżenie morale zespołu i poziomu artystycznego Teatru Polskiego jako sceny zawodowej, tym bardziej że ową miernotę legitymizuje udział w tych spektaklach dyrektora Teatru Polskiego, Andrzeja Seweryna jako aktora. Prócz ośmieszania i dyskredytowania polskiego patriotyzmu i wszystkiego, co stanowi polskość, jadowitej krytyce poddany jest Kościół katolicki, wyszydzani katolicy, ośmieszana wiara w Boga. W zamian Andrzej Seweryn (a co za tym idzie - także Teatr Polski) otrzymuje przychylność "Gazety Wyborczej" i tamtejszego mainstreamu.

A teraz oglądamy kolejny paszkwil na Polskę, na naszą wiarę katolicką, na nasz patriotyzm. "Król" to paszkwil "zmontowany" przez duet o marksistowskich poglądach (już dawno publicznie się określili w tej opcji): Monika Strzępka reżyseria i Paweł Demirski dramaturgia. Rzecz oparta na podstawie książki Szczepana Twardocha. W tym rozwrzeszczanym przedstawieniu, pozbawionym wymiaru artystycznego, zbudowanym na chaotycznej zbitce sytuacji, epatującym widza scenami ordynarnymi, pełnymi brutalnej przemocy (w tym seksualnej) i obrzydliwego wulgaryzmu, próżno by szukać jakiejś logiki wydarzeń czy uzasadnionej motywacji działań postaci. Na przykład wypowiadane bluźnierstwa o Panu Jezusie, czemu mają służyć?

Czas i miejsce akcji to Warszawa w 1937 roku. Na scenie postaci Żydów z warszawskich Nalewek, środowisko o lewicowych poglądach związane z PPS oraz Polacy. Ale Polacy to w zasadzie prawie wyłącznie faszyści, których jedynym celem jest mordowanie Żydów i oczekiwanie na Hitlera. Ci Polacy faszyści są tu tak przedstawieni, że chciałoby się ich wszystkich wystrzelać. Zaś jedna czy dwie osoby, które nie są faszystami, to prymitywni, zapijaczeni Polacy, którym bliżej do zwierząt aniżeli do ludzi. Z Żydami łączy ich lewicowa przynależność do PPS. Jedni i drudzy, Żydzi PPS-owcy i Polacy "faszyści", prowadzą ze sobą okrutną wojnę, na śmierć i życie. Nie ma tu ani jednego Polaka pozytywnego, wszyscy pozbawieni są tego, co jest istotą człowieczeństwa.

Dziwi mnie, że w tym haniebnym przedsięwzięciu biorą udział - z wyjątkiem trzech osób - aktorzy Teatru Polskiego, w tym kilkoro o dużym i interesującym dorobku artystycznym. Czyżby nie mieli świadomości, w jakim brudzie i fałszu uczestniczą i że na tej scenie na przestrzeni 105 lat istnienia tego teatru stawiali stopy najwięksi polscy artyści?

Krótko mówiąc, Teatr Polski, jak widać, nadaktywnie realizuje tzw. pedagogikę wstydu tyczącą naszych dziejów, naszej polityki historycznej, naszej tradycji. Może warto zapytać, na czyje polecenie? A może już nawet nie warto pytać...

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
29 maja 2018
Portrety
Monika Strzępka

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia