Paweł Passini: Wywołać apetyt na teatr

sylwetka reżysera

Ojciec Bułgar, dziadek Włoch, babka - Żydówka. - W Europie Wschodniej granice biegną przez każde łóżko. Ja jestem tego świetnym przykładem - śmieje się 33-letni reżyser.

Jako chłopiec przez 10 lat śpiewał w chórze Alla Polacca w Operze Narodowej. Maturę pisał z łaciny, potem między innymi przez dwa lata studiował filologię klasyczną. 

- Tylko po to, by nauczyć się greki - przyznaje. Jego przygoda z teatrem zaczęła się od książek. - Ktoś mi w liceum podsunął "Teatr i jego sobowtór" Antonina Artauda - wspomina.

Zanim skończył reżyserię na Akademii Teatralnej w Warszawie, przez kilka lat był uczestnikiem Akademii Praktyk Teatralnych w podlubelskich Gardzienicach. Tam poznał zalety i wady pracy w izolacji. I nauczył się budować teatr od dźwięku. - Dźwięk to pierwsza scenografia, w której funkcjonują moi aktorzy. Na spektaklach często też gram muzykę na żywo. To mój sposób komunikowania się z ludźmi na scenie - tłumaczy.

Inna jakość za miedzą

Warszawiak od czterech pokoleń, przez lata pomieszkuje tam, gdzie aktualnie pracuje: Opole, Kraków, Srebrna Góra pod Wrocławiem. Tak trafia do Lublina. W marcu 2008 po akcji ulicznej, nawiązującej do wydarzeń z 1968 r. "Koniec marca", spotyka Włodzimierza Wysockiego. Prezydent Lublina ds. kultury ma dla niego propozycję: Pomogę ci stworzyć teatr, ale pod jednym warunkiem - przeniesiesz się do Lublina.

- To było bardzo sprytne - śmieje się Passini. - Dziś mieszkam na Bronowicach.

Lublinem jest oczarowany. Bliska mu jest nasza "wylewność i wschodni bałaganiarski sposób myślenia". Podoba mu się "brak urzędniczego betonu, cynizmu i warszawskiej blazy". I to, że na każdej premierze obok studenta na widowni siedzi prezydent miasta.

- To trochę tak, jak w antyku. Do teatru przychodzą ci, co rządzą, i ci, co są rządzeni - porównuje. 

Lubelska publiczność? Według Passiniego jest świetna i trudna jednocześnie.

- A po premierach nie ma sztywnych bankietów. Tu na lampkę wina przychodzą ludzie, z którymi masz ochotę się upić, a potem zasnąć w krzakach. To nie jest zwykłe miasto, coś tu siedzi pod ziemią - stwierdza Passini i cytuje Piłsudskiego: "Polska jest jak obwarzanek, w środku pusta, a najlepsza na brzegach". - Inna jakość za miedzą - dodaje. 

Bliski Wschód nad Wisłą 

Zakłada stowarzyszenie, o wymownej nazwie "Bliski Wschód".

- Chodzi o to, by stworzyć artystom warunki do życia i pracy w Lublinie. By ludzie nie myśleli tylko o tym, jak tu zwiać do Warszawy - tłumaczy Passini. 

Marzy mu się taki moment, kiedy będą przyjeżdżać tutaj najlepsi aktorzy. - Jestem pewny, że można stworzyć modę na Lublin - powtarza z przekonaniem. Na razie próbuje stworzyć nowy teatr na największym lubelskim uniwersytecie. 

- Chcieliśmy stworzyć na UMCS teatr akademicki z prawdziwego zdarzenia. To w końcu jedyna uczelnia w Polsce, która ma swoją salę teatralną w samym sercu campusu. Czasem mam wrażenie, że ludzie tutaj nie wiedzą, co mają.

Pierwsze przesłuchania odbyły się w lutym. 

Aktor musi śpiewać

O teatrze potrafi rozmawiać godzinami. O tym, co już było i co zdarzy się jutro. Mówi dużo, z pasją, intensywnie przy tym gestykulując.

- Do tego samego, mówienia rękami, zmuszam moich aktorów. Aktor ma kombinować nie tylko głową, ale całym swoim ciałem - tłumaczy. 

Musi też mieć coś z muzyka. Jak sam Passini. Ta muzyczność to spadek po gardzienickich doświadczeniach. 

- Nie pracuję z aktorami, którzy nie muzykują - przyznaje. - Ludzie, którzy śpiewają są bardziej skorzy do wzruszeń, do większej otwartości. W pewnym sensie są bardziej nadzy niż gdyby im zdjąć ubrania. Dlatego we wschodnich kulturach tak dużo się śpiewa. To nie tylko ćwiczenie głosu, ale przede wszystkim wyobraźni i wrażliwości.

Codziennie, przez dwa miesiące, przez godzinę buddyjskie sylaby śpiewali członkowie zespołu, z którymi pracował w Opolu nad "Ifigenią w Aulidzie". W Lublinie w "Księżniczce Turandot" stworzył chór niesłyszących. To zarazem pierwszy spektakl w Lublinie, gdzie na scenie obok profesjonalistów stoją niepełnosprawni i nie ma to nic wspólnego z terapią przez teatr. Wręcz przeciwnie - niesłyszący uczniowie z III Zespołu Szkół Integracyjnych musieli przystać na twarde warunki Passiniego: 

- Skoro moi aktorzy muszą się nauczyć języka migowego, to od nich też czegoś chcę. Powiedziałem im, że mają nauczyć się śpiewać.

I nauczyli się. To ich śpiewu, fragmentu swojej opery, słucha Puccini w ostatniej scenie lubelskiego spektaklu. 

Śmierć się za mną ciągnie 

Passini sięga po teksty trudne, należące do kanonu. Wystawiał Eurypidesa, Słowackiego, Herberta, sztuki młodych polskich dramaturgów, w tym własne.

- Jesteśmy pokoleniem, które trzy razy musiało zmieniać podręczniki do historii. Dlatego szukamy głębiej, grzebiemy przy korzeniach - tłumaczy swoją fascynację antykiem, psalmami, Torą. - Chodzi mi o taki swoisty recykling tego, co mamy w głowach, o ożywienie symboli w naszej podświadomości.

Łapie się na tym, że w tym, co robi, często towarzyszą mu zmarli artyści. Trup Wyspiańskiego w "Odpoczywaniu", umierający Puccini w "Księżniczce Turandot". - W zasadzie nigdy tego nie planuję. Temat śmierci jakoś sam się za mną ciągnie - mówi. 

We Wrocławskim Teatrze Pantomimy trwają właśnie próby do tryptyku inspirowanego obrazem Hansa Memlinga "Sąd ostateczny". To w dużej mierze lubelski spektakl, bo oprócz Passiniego, pracują nad nim Leszek Mądzik i Jerzy Kalina. Tu też Passini sięga po narzędzia, które są mu szczególnie bliskie: wizualizacje, projekcje wideo, kamera, którą nagrywa aktorów podczas prób i w trakcie trwania spektaklu.

- Ale mimo tego gąszczu kabli, tych wszystkich multimediów to wszystko kręci się wokół aktora. Mój ideał to sytuacja, w której aktor wychodzi na scenę, na której nic nie ma. Jedyna scenografia to ruch, gest, muzyka - tłumaczy Passini. - Dążę do tego, by myśli widza same zaczęły krążyć wokół tematu, a spektakl był tylko maszyną, która je inicjuje. Bo teatr powinien tylko wywoływać apetyt, a nie go zaspokajać.
***

Paweł Passini

Jedna z najciekawszych osobowości teatralnych ostatnich lat. Reżyser teatralny, dramaturg, muzyk, kiedyś aktor. Na swoim koncie ma kilkanaście spektakli zrealizowanych zarówno w teatrach zawodowych jak i alternatywnych. W 2007 roku razem ze Stowarzyszeniem Teatralnym "Chorea" założył pierwszy w Europie teatr internetowy (www.nettheatre.pl), a jego "Odpoczywanie" było pierwszym spektaklem w Polsce pokazywanym na żywo w internecie. Laureat Złotej Maski za najlepszy spektakl sezonu 2005/06 za "Ifigenię w Aulidzie" oraz Nagrody Głównej XXIX Opolskiego Festiwalu Konfrontacje Klasyki za reżyserię "Klątwy". W Lublinie w ramach Sceny Prapremier In Vitro zrobił "Nic co ludzkie" (wspólnie z Łukaszem Witt-Michałowskim i Piotrem Ratajczakiem), a w ramach swojego neTTheatre "Śpiewając w pustce", "U.F.O Spotykacz" i "Księżniczkę Turandot" (najbliższe spektakle 26, 27, 28 marca).

Agnieszka Mazuś
Dziennik Wschodni
23 marca 2010
Portrety
Paweł Passini

Książka tygodnia

Carroll, Baum, Barrie. (Mito)biografie i (mikro)historie
Wydawnictwo Universitas
Maciej Skowera

Trailer tygodnia

14. Międzynarodowy Fes...
14 Międzynarodowy Festiwal Teatrów La...