Peregrynacje beznadziei

"Przerwana odyseja" - reż. Jacek Głomb - Teatr im. H. Modrzejewskiej w Legnicy

Najnowsza premiera legnickiego teatru była przedostatnim wydarzeniem 14. Fanaberii Teatralnych w Wałbrzychu. Teatr Modrzejewskiej przyzwyczaił nas już do lokalnych opowieści, zamienianych na uniwersalne przypowieści o ludzkich losach, pełnych cierpienia, niezrozumienia i bólu. I tym razem nie jest inaczej, dramaturg Robert Urbański zainspirował się historią macedońskich dzieci, które zostały niejako zabrane z ojczystej ziemi w czasie trwającej tam wojny domowej z Grecją i przesiedlone między innymi do Polski.

I tak się ta sztuka zaczyna. Lądek Zdrój, powojenne lata. Drewniana sala (scenografia Małgorzaty Bulandy), niby schron, niby poczekalnia, niby statek, dryfujący po morzach ludzkiego okrucieństwa i ignorancji. Grupka postaci w kostiumach z tamtej epoki, kucharka, wychowawczyni, partyzanci, siedzą i po kolei wyznają publicznie spowiedź ze swoich czynów wobec wojennych sierot. Pozory pękają, pod maską opiekuńczości i współczucia czai się złość i władza, którą czują nad bezbronnymi. Wyrzuty sumienia łamią po kolei twarde charaktery, pragnące zindoktrynować małych przybyszów. W końcu to czasy stalinowskie, nie ma tu miejsca na miłość i współczucie, każdy musi mieć wpojone idee „patriotyzmu – komunizmu". Spektakl ma niełatwą formę kolejnych „stand –upów", brak dramaturgii sprawia, że skandowane teksty stają się po czasie manifestami, spływającymi niezauważalnie po widzach. Dobrze zatem, że reżyser kontrastuje niektóre wypowiedzi, te liryczne, wstydliwe, przeplata ekspresyjnymi, mocnymi. Nawet kobiety wydają się bardziej bezwzględne i okrutne od mężczyzn, którzy stoją w obronie dzieci.

Mistrzem ceremonii jest odźwierny, który jak Cerber pilnuje bramy z poczekalni. Mają tu zostać, aż wypowiedzą do końca swoje koszmary. Nudę pracy umila sobie czytaniem o dokonaniach Aleksandra Wielkiego, jest to aluzja do zaborczych dłoni Greków, wyciągających je po macedońskie dzieci. Za wyjściem widać światło, może jest tam też nadzieja na wybaczenie i wolność od wyrzutów sumienia.

Po przerwie, w drugiej części przedstawienia przenosimy się do teraźniejszości. Wydaje się, że odgłosy wojny milkną, ale wcale nie jest spokojniej. Tym razem na scenę wchodzą aktorzy z Teatru Narodowego w Skopje, którzy odgrywają dorosłe macedońskie dzieci. Zaczyna się swoista psychodrama, odżywają dawne traumy, nie zabliźnione ramy. Towarzyszą im co prawda legniccy aktorzy, ale mają jakby odebrane prawo do głosu i obrony, są lakoniczni i zrezygnowani. Widać zmianę w środkach wyrazu dobranych przez macedońskich aktorów, są bardziej histeryczni, melodramatyczni, ekstrawertyczni. Samosąd, do którego dążą, ma być karą za śmierć jednego z nich, zamęczonego przez oprawców. Postacie z przeszłości jak cienie opuszczają powoli scenę, następuje katharsis i pojednanie. I taki jest chyba największy walor legnickiego eposu, wypranie z win, objęcie dawnego wroga jak przyjaciela. Brzmi to bardzo aktualnie w dobie dzisiejszych sporów o tolerancję dla uchodźców, reakcję na ich exodus do Europy. Historia uparcie zatacza koło. Dzięki takim teatrom przypomina i ożywia w nas humanizm, którego kolebką jest przecież grecka kultura.

Małą, zakurzoną przez czas, historię okrucieństwa przetransformował Jacek Głomb we współczesny mit, stąd nawiązanie do beznadziejnej peregrynacji Odyseusza. Dzieci odzyskały wolność, mogły wrócić do ojczyzny, ale brzemię niosą już resztę życia.

A kiedy się wyjdzie, w poczekalni czeka na nas wystawa zdjęć małych macedońskich ofiar „dorosłej", komunistycznej polityki. Patrzą na nas niewinnymi oczami pełnymi znaków zapytania.

Justyna Nawrocka
Dziennik Teatralny Wałbrzych
7 grudnia 2016
Portrety
Jacek Głomb

Książka tygodnia

Słownik miejsc wyobrażonych
Państwowy Instytut Wydawniczy
Alberto Manguel, Gianni Guadalupi

Trailer tygodnia