Perzyński... raz, proszę!

"Lekkomyślna siostra", Teatr Narodowy w Warszawie / Anna Popis

W tłusty czwartek, 19 lutego, Teatr Narodowy - Scena przy Wierzbowej - poleca danie wieczoru: "Lekkomyślną siostrę" na podstawie dramatu Włodzimierza Perzyńskiego. Szefem kuchni jest Agnieszka Glińska. Zasiadamy więc w fotelach i czekamy z niecierpliwością, co zostanie nam zaserwowane. Ślinka niemalże cieknie, "restauracja" jest nie byle jaka, miejmy nadzieję, że będzie przepysznie.

A tu niestety… przysłowiowy "klops". Czasami tak się zdarza, że potrawa ładnie wygląda, ale smakuje nieszczególnie. Podobnie jest z najnowszą produkcją Narodowego. Scenografia spektaklu – salon w stylu dwudziestolecia międzywojennego (akcja rozgrywa się w latach 30.) – na pewno zachęca do obejrzenia przedstawienia. Ale w tą wdzięczną przestrzeń wpisane jest coś jeszcze – mianowicie dość wyraźny sygnał, że „będzie po bożemu”.

I nie jest to mylne przeczucie. Wystrój wnętrza, ubrania i fryzury bohaterów – wszystko to nie pozwala nam wyjść poza trzecią dekadę XX wieku. Reżyserka przenosi na scenę naturalistyczny dramat Perzyńskiego z dobrym, charakterystycznym dla niej wyczuciem i obchodzi się z tekstem z niebywałym szacunkiem. Mimo to doskwiera okrutnie brak pierwiastka współczesności w spektaklu. Sama problematyka obłudy, podwójnej moralności ludzi, zmiany postawy etycznej o 180 stopni w obliczu uzyskania osobistych korzyści (w tym przypadku – materialnych) po dziś dzień jest aktualna i będzie prawdopodobnie aż do końca świata. Nie w tym rzecz.

Uniwersalna tematyka to jedno, a kształt przedstawienia – to już osobna kwestia. Niby nie można zarzucić Agnieszce Glińskiej typowego odegrania dramatu czy naśladownictwa rzeczywistości, bo spektakl jest poukładany, precyzyjny i przemyślany, poza tym dobrze, gdy funkcjonują różne rodzaje teatru. Nikt tu nie domaga się wizjonerstwa (nie należy popadać w skrajności), ale przydałoby się coś, co przywróciłoby tę sztukę do żywych. W takiej postaci, w jakiej jest obecnie zaprezentowana, wciąż tkwi w naturalizmie początku ubiegłego stulecia. 

Jednym z pierwszych założeń Teatru Narodowego, za dyrekcji Wojciecha Bogusławskiego, było wystawianie dramatów polskich, oczywiście w języku krajowym. Teatr miał rozpowszechnić polską literaturę wśród rodaków i udostępnić ją szerszej publiczności. Ale wydaje się, że dziś, na początku trzeciego tysiąclecia, po upływie ponad dwóch wieków od powstania sceny narodowej, cele te powinny się nieco zmienić. Tymczasem nie po raz pierwszy obcujemy ze skostniałym teatrem, pozbawionym naszego tu i teraz, które jest koniec końców j a k i e ś i może warto by było umieścić w spektaklu chociaż pewne jego akcenty. Z drugiej strony nie można zapominać, że komedia Perzyńskiego nie otwiera też nieskończonej ilości dróg interpretacyjnych oraz inscenizacyjnych, więc cały ten spór jest pewnie nie do rozstrzygnięcia. Najprościej pewnie byłoby nie czytać dramatów przed pójściem do teatru, tudzież – czytać sztuki i nie bywając w teatrach… Niemoralna propozycja…

Abstrahując zupełnie od funkcji Narodowego w kulturze współczesnej, a skupiając się na spektaklu – Glińska zrobiła ze sztuką jedną, absolutnie fantastyczną rzecz. Zakończyła ją. Pozornie uszczypliwa uwaga w istocie jest dużą aprobatą z mojej strony. Chodzi mianowicie o dopowiedzenie przez reżyserkę wydarzenia, które zamknęło całość. Dramat Perzyńskiego nie ma jasnego końca, urywa się. W teatrze takie rozmyte zakończenie nie miałoby racji bytu, ale dzięki wprowadzeniu konkretu, wyeksponowaniu go i stworzeniu w ostatnich minutach spektaklu odpowiedniego nastroju scena finałowa wybrzmiała z należytą okazałością, nadała ostateczny sens poprzedzającym ją wypadkom i z pewnością w wielu widzach zaszczepiła niepokój o granice moralności i prawdziwą naturę człowieka.

W menu Teatru Narodowego po raz kolejny kuchnia tradycjonalna. Do końca nie można mieć do niej zarzutu – oczywiście jest smaczna, ale i trochę nudnawa… Czasami potrzeba zmienić smak, poeksperymentować. Szanse są pół na pół. Albo nic nie wyjdzie i głód będzie jeszcze większy, albo wszystko się uda i poczujemy coś, czego jeszcze nigdy wcześniej nie kosztowaliśmy.

Anna Popis
Dziennik Teatralny Warszawa
24 lutego 2009

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia