Piękno, artyzm, dowcip

"Bastien i Bastienne" - reż. Jarosław Kilian - Polska Opera Królewska

To już druga edycja Letniego Festiwalu prezentowanego przez Polską Operę Królewską. Prócz oper w programie znalazły się także koncerty. Z racji Roku Moniuszki w bogatym repertuarze festiwalu są też wybitne dzieła naszego największego kompozytora operowego. Większość wydarzeń odbywała się na terenie Łazienek. Wszystkie pozycje w repertuarze festiwalu zaprezentowały najwyższy poziom artystyczny. Muzycznie i wykonawczo. Wszak to dzieła mistrzów. Wielka muzyka, wielcy kompozytorzy i wielcy artyści. Publiczność zachwycona. Nie tylko dorosła, ale i dzieci, jak w przypadku opery "Bastien i Bastienne" Wolfganga Amadeusza Mozarta.

Czy na pewno tę operę napisał Mozart dla najmłodszej publiczności? Myślę, że niekoniecznie, albowiem pewne niuanse zawarte w libretcie, pewna finezja dowcipu libretta w połączeniu z muzyką są chyba za trudne w odbiorze dla maluchów. Zazwyczaj jednak teatry operowe, wystawiając "Bastien i Bastienne", adresują tę "małą" operę do publiczności dziecięcej.

Autor dzieła, zaledwie dwunastoletni Mozart, skomponował jednoaktową operę w 1767 roku. Nie był to pierwszy kontakt chłopca ze sceną, bo jak czytamy w źródłach, już jako pięcioletnie dziecko zagrał rolę tancerza w przedstawieniu teatralnym w Salzburgu. Ponadto opera "Bastien i Bastienne" nie była pierwszą kompozycją Mozarta, toteż nie dziwi, że partytura tego dzieła zawiera niezbędne elementy tworzące strukturę muzyczną gatunku operowego i jest zapowiedzią wielkiego talentu kompozytorskiego.

Niezwykle uroczą, utrzymaną w sielskim klimacie miniaturową operę można określić też jako śpiewogrę lub współcześnie - jak napisano w programie do spektaklu - musical, w którym arie przeplatają się z dialogami mówionymi. W warstwie fabularnej jest to rodzaj zabawnej sielankowej powiastki o zakochanej pasterce Bastienne, która podejrzewa, iż jej narzeczony Bastien nie dochowuje wierności. Prosi zatem o pomoc Colasa, który podpowiada jej, by udawała uczuciową obojętność wobec narzeczonego. Wszystko kończy się ślubem, bo oboje narzeczeni są w sobie zakochani. Doskonali wykonawcy: Julita Mirosławska w roli Bastienne, Mateusz Zajdel jako Bastien i Piotr Kędziora w roli Colasa to wyjątkowo udany tercet śpiewaczy. Nie tylko wokalnie, ale i aktorsko (spektakl oglądałam w obsadzie premierowej).

Przedstawienie na scenie Polskiej Opery Królewskiej znakomicie, z wyczuciem i dobrą znajomością dziecięcej wrażliwości oraz świetnym dowcipem utrzymanym w klimacie zabawy wyreżyserował Jarosław Kilian. Reżyser z najmłodszą publicznością ma do czynienia, można powiedzieć, na co dzień, wszak jest dyrektorem warszawskiego Teatru Lalka. "Bastien i Bastienne" z wielką przyjemnością oglądają też dorośli. To pełne wdzięku, urocze i piękne przedstawienie jest spektaklem familijnym w najlepszym tego słowa znaczeniu. Reżyser poszerzył grono wykonawców utworu Mozarta o niemą postać Sztukmistrza, który jako pomocnik Colasa wykonuje rozmaite ciekawe i zabawne sztuczki na scenie. W tej roli znany iluzjonista Maciej Pol. Całość wieńczy doskonała Orkiestra Polskiej Opery Królewskiej pod znakomitą dyrekcją Tadeusza Karolaka.

Jak widać, można tworzyć teatr na wysokim poziomie artystycznym, wysmakowanym estetycznie, doskonałym wykonawczo, teatr odwołujący się do odrzuconej dziś, bo niepoprawnej politycznie triady: prawdy, dobra, piękna, konstytuującej przecież sztukę. Nośnikiem tejże triady jest dziś chyba jedyny taki teatr w Polsce, a w Warszawie na pewno. To Polska Opera Królewska. Oby tego wspaniałego kapitału ducha, jaki wprowadził do tego teatru nieżyjący już założyciel Polskiej Opery Królewskiej śp. Ryszard Peryt, nie roztrwoniono. A zagrożeń jest wiele, widzimy, co dzieje się w środowiskach artystycznych, czego domagają się "pseudotwórcy" i co wyprawiają na scenach za publiczne pieniądze. Ale, jak widzę, ów duchowo-artystyczny testament pierwszego dyrektora sceny jest z powodzeniem i odwagą realizowany przez obecną dyrekcję. Co cieszy niezmiernie i napawa nadzieją, że być może w ślad za POK pójdą też inne teatry. Oby. Zaś dyrekcji i zespołowi Polskiej Opery Królewskiej życzymy odwagi w niepoddawaniu się naciskom (bo takie z pewnością są lub będą) ze strony przedstawicieli tzw. nowoczesnej myśli pseudoartystycznej, których działalność już dostatecznie wyniszczyła teatr w naszej Ojczyźnie. I nie tylko teatr.

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
2 sierpnia 2019
Portrety
Jarosław Kilian

Książka tygodnia

Sztuka aktorska Aleksandry Śląskiej
Uniwersytet Gdański
Marta Cebera

Trailer tygodnia